Wybierz Strona

Rozwój potęgi woli. Część IV. Wincenty Lutosławski

Rozwój potęgi woli. Część IV. Wincenty Lutosławski

Spis treści

Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytki rodaków

Część I – „Przedmowa”

Część II – „Odmienne tradycje”

Część III – „Warunki powodzenia ćwiczeń”

Część IV – „Rytm oddychania”

Część V – „Ćwiczenia odżywcze”

Część VI – „Umiejętność odpoczynku”

Część VII – Ćwiczenia psychofizyczne”

Część VIII – „Ćwiczenia estetyczne”

Część IX – „Ćwiczenia specjalne”

Część X – „Zakończenie”

RYTM ODDYCHANIA

Główną wadą naszego oddychania jest brak rytmu, jego wielka nierówność. Dzieci i dzicy oddychają rytmicznie, regularnie, równo i głęboko. W marę jak jaźń doznaje coraz intensywniejszego życia psychicznego, uczucia i myśli wpływają na bieg oddychania, w ten sposób, że zależy ono zbyt od życia wewnętrznego. Gdy się zamyślimy, wstrzymujemy oddech, gdy się wzruszymy, przyspiesza się bicie serca i oddech. A te nierównomierności prowadzą także do tego, że płuca coraz to mniej dostają powietrza, nerwy coraz to mniej prany, bo przywykamy do coraz to mniej głębokiego wciągania powietrza. Płuca pozostawione sobie, przyjmują tylko tyle, ile koniecznie potrzebują, ograniczają swe działanie i stąd ogromny wzrost suchot.

Wincenty Lutosławski jogaPowszechnie wiadomo, jak dalece tlen jest niezbędny, by krew odnawiać, a Hindusi odkryli potrzebę prany do utrzymania siły nerwowej i twierdzą, że przy oddychaniu jeszcze więcej prany można ściągnąć do nerwów niż z pokarmów i z czystej wody.
Pierwszym warunkiem po temu jest ustanowienie stałego rytmu, zgodnego z rytmem bicia serca. Każdy człowiek w każdej epoce swego rozwoju fizycznego ma pewien naturalny rytm najwłaściwszy oddychania, zależny od objętości płuc, szybkości krążenia, a także od stanu zdrowia. Chodzi więc o to, by ten rytm odkryć i zastosować. Poznamy go po tym, że oddychając w rytmie normalnym, najmniej będziemy się męczyć. Trzeba się bardzo wystrzegać fałszywej ambicji w tym względzie, która by od nas wymagała zbyt ryzykownych prób. Jeśli ktoś bez wysiłku nie może zwolnić rytmu oddychania więcej niż np. do 10 sekund na wdech i wydech, a zapałałby chęcią przyzwyczajenia się do oddychania dwa razy wolniej, czyli trzy razy na minutę, to nie zyskałby na tym, bo takie oddychanie zamiast wzmacniać jego siły, wyczerpywałoby je i męczyło. Dopiero bardzo powoli można robić postępy w tej mierze.

Chodzi przede wszystkim o to, by oddychanie było rytmiczne, a nie bezładne, jak bywa u większości ludzi. Bezładne drgania powietrza tworzą przykre szmery, rytmiczne zaś fale tworzą harmonijne dźwięki. Tak samo bezład w ruchach wewnętrznych organizmu odpowiada słabości, a rytm wewnętrzny stwarza zdrowie i siły. Można by zacząć od ćwiczeń, mierząc rytm według bicia serca i wciągając powietrze przez pewną ilość uderzeń, a wypychając je przez tyleż uderzeń. Ale trudno jest zwracać uwagę na puls i liczyć uderzenia godzinami, a chcąc nauczyć się rytmu, trzeba całych godzin ćwiczeń.

Mamy w naszym ciele naturalne wahadła, które godzinami bez zmęczenia można całkiem równomiernie poruszać i które dadzą najlepszą miarę rytmu. Są to nasze nogi. Idąc krokiem posuwistym, nie zbyt szybkim a równym, gdy baczymy na spokój wewnętrzny, rychło dochodzimy do tego, że każdy krok odpowiada jednemu uderzeniu serca. Wtedy trzeba zacząć oddychać zgodnie z rytmem chodu, więc np. przez cztery kroki wciągać powietrze, przez cztery wypychać. W ten sposób idąc całkiem równo przez pół godziny lub dłużej, dochodzi się do tego, że już automatycznie rytm się zachowuje, nie zwracając szczególnej uwagi na liczenie kroków. Trzeba co dzień po kilka godzin przez kilka miesięcy tak się ćwiczyć, aby rytm wybrany stał się stałym, tak że już w tym rytmie oddychać będziemy, nawet jeśli jesteśmy zajęci czym innym i pozostajemy bez ruchu.

Aby ten cel osiągnąć, trzeba z każdej okazji korzystać, kiedy chodzimy i zaraz zastosować oddychanie do rytmu naszego kroku. Co do miary samej rytmu, to będzie ona różną dla różnych osób i trzeba się strzec w tym przesady. Mało kto będzie potrzebował szybszego rytmu jak po cztery kroki na wdech i wydech, a mało kto może zacząć od wolniejszego rytmu jak po osiem kroków na wdech i wydech. Powoli należy rytm zwalniać, bo im wolniejszy rytm, tym głębsze oddychanie. Ale początkowy rytm należy tak długo zachować, aż stanie się automatycznym. Dopiero wtedy nowe wtargnięcie się jaźni świadomej do nieświadomego zazwyczaj procesu oddychania zwolni rytm nieco i zachowa ten zwolniony rytm tak długo, aż płuca do niego przywykną; każde takie zwolnienie rytmu wymaga długiej praktyki i wszelkie zbyt gwałtowne postępowanie na nic się nie zdało. Trzeba oddychać wybranym rytmem bez przymusu, całkiem swobodnie i nie czuć się zmęczonym po godzinach takiej praktyki. Łatwiej z początku liczyć kroki parzyste – więc na cztery kroki liczyć tylko dwa kroki prawą nogą, a na osiem cztery. W ten sposób wdech i wydech zaczynałby się od kroku prawą nogą, co jest ułatwieniem z początku. Ale gdy oddychanie staje się automatycznym, łatwo jest zwolnić rytm o jeden krok i wtedy wdech będzie się zaczynać od ruchu prawą nogą a wydech od ruchu lewą nogą.

Oprócz tych głównych ćwiczeń w rytmie normalnym, które z początku nad wszystkimi innymi przeważać powinny, trzeba od początku na daleko mniejszą skalę uprawiać ćwiczenia w rytmie zwolnionym. Jeżeli np. rytm normalny to osiem kroków na wdech i tyleż na wydech, to rytm zwolniony będzie na tym polegać, że wciągamy powietrze przez osiem kroków, zatrzymujemy w płucach przez cztery kroki i wypychamy przez osiem kroków, trzymając potem płuca puste przez cztery kroki, przez co dochodzimy do jednego oddechu na 24 kroki, czyli na początek półtora raza wolniej niż rytm normalny. Ale takie ćwiczenia nie powinny być zbyt długie, ani zbyt częste – nie więcej, jak kilka razy na dzień po kilka minut.

Po kilku tygodniach takich ćwiczeń w rytmie zwolnionym można go dalej zwalniać, ale jednocześnie uprawiając najczęściej ćwiczenia w rytmie normalnym.

Hindusi przywiązują wielką wagę do zatrzymywania powietrza w płucach przez czas dłuższy, a także do wytrzymywania bez powietrza przez dłuższy przeciąg czasu, aż do poczwórnego rytmu. Twierdzą, że to ułatwia rozproszenie prany po całym ciele i gruntowniejsze przeniknięcie nią wszystkich włókien nerwowych. Przy tym zaleca się trzymać powietrze w płucach cztery razy tak długo, jak się wciągało, a wypychać w ciągu połowy tego czasu, co się trzymało. Więc np. przez 4 kroki wciągać, przez 16 kroków zatrzymać i przez 8 kroków wypychać. Jaki zwolniony rytm jest komu najwłaściwszy, to trzeba w każdym wypadku wypróbować – ogólnych przepisów dawać nie można. Jeśli ktoś doszedł do tego, że bez wielkiego wysiłku może oddychać bardzo powoli, zatrzymując w płucach powietrze cztery razy tak długo jak wciąga, to należy także się ćwiczyć we wstrzymaniu się od oddechu przez czas dłuższy, np. przez 4 kroki wciągać, przez 8 kroków wypychać i przez 17 kroków trzymać płuca próżne.

Wszystkie te ćwiczenia trzeba robić z umiarkowaniem i postępować powoli, podczas gdy oddychanie w normalnym rytmie przy chodzeniu można uprawiać bez ograniczeń godzinami codziennie.

Aby jednak rytm oddychania przyczynił się do wzmożenia sił duchowych, trzeba rychło połączyć z nim pewien rytm psychiczny, dla którego rytm fizyczny jest tylko podstawą. Chodzi o to, by w miarę wdechu i wydechu jednocześnie skupić wolę i wyobraźnię na to, że wdychamy powietrze z praną, a wydychamy je z jadami, przez organizm wytworzonymi, których chcemy się pozbyć. Trzeba wyobrazić sobie prąd prany, przenikający organizm i zatrzymany, skupiany w nerwach, i prąd wyziewów szkodliwych usuwany z wielką mocą z naszego ciała.

Gdy przywykniemy do tego wyobrażenia ogólnego, należy je potem zmienić na szereg wyobrażeń szczegółowych.
Więc przez pewien czas idąc prosto i oddychając w rytmie normalnym, kieruję pranę szczególnie do lewej nogi, by jej dać pełną siłę i żywotność, potem do prawej nogi, do lewej ręki, do żołądka, do głowy, wzdłuż kości pacierzowej, do każdego organu, chwilowo potrzebującego tego prądu ożywczego. A za każdym razem gdy wydycham powietrze, z tego samego znów organu wyciągam wszystko to, co mu szkodzi i co go osłabia. W miarę przywykania do takiej inspekcji organizmu przez porządkującą i ożywiającą jaźń, zaczynamy odczuwać te prądy, które sobie wyobrażamy i przekonujemy się, że to nie gra wyobraźni tylko, lecz że prana istotnie posłuszna woli naszej idzie tam, gdzie rozkażemy i ożywia każdą część ciała, usuwając wszelkie dolegliwości i cierpienia.

Ale taki stopień uświadomienia sobie prądów prany, żeby usuwać zmęczenie i nawet psychiczną depresję przez kierowanie tymi prądami, osiągnąć można dopiero po długich i wytrwałych ćwiczeniach. W miarę jak przywykniemy łączyć rytm fizyczny oddychania z pewnym rytmem wyobrażeń, możemy skutecznie nawet stosować ten rytm do stanów psychicznych pożądanych. Jeśli ktoś się bardzo rozgniewał i nie może się uspokoić, niech się przejdzie, rytmicznie oddychając i wdychając łagodność, a wydychając gniew, to go uspokoi. Zwykle wyobrażenia nasze przepływają przez naszą świadomość, przechodząc nie wiadomo skąd i mało zależąc od stałych celów woli. Poddając je rytmowi oddychania, uczymy się skupienia, które gdy je raz posiądziemy, ułatwi nam rozwiązanie najtrudniejszych zadań, opanowanie wzruszeń, słabości cielesnej i duchowej.

Ze słabością walczyć należy nie wtedy, kiedy nas już opanowała, lecz wtedy, kiedy się czujemy najsilniejsi. Więc nałogowy pijak nie wtedy będzie mógł skutecznie wdychać abstynencję, a wydychać alkoholizm, gdy jest pijany, ale wtedy, gdy po wytrzeźwieniu ma największy wstręt do alkoholu, wtedy może ten wstręt ustalić przez rytmiczną grę wyobraźni. Jeśli ktoś nie ma ochoty do poważnej pracy i marnuje czas w sposób bezpłodny, to wiele zyska przez wdychanie pracowitości, a wydychanie lenistwa. Taka gra wyobraźni o wiele jest łatwiejsza, niż samo rozpoczęcie pracy, a usposabia w ten sposób, że po niejakim czasie takich ćwiczeń praca stanie się łatwiejszą.

Takie ćwiczenia łatwo wyśmiewają ci, co nie mają pojęcia o istotnych warunkach życia psychicznego. Lecz ktokolwiek je cierpliwie wypróbuje, przekona się o ich skuteczności. Chodzi tu o to, że dla osiągnięcia pewnych zmian psychicznych potrzebny jest rytm wyobrażeń, kolejno po sobie następujących, a przeciwległych sobie – tak, że przyciągamy te, które nam sprzyjają, zaś te, które nam szkodzą, odpychamy. Łatwiej jest taki rytm ustanowić, niż skupić wyobraźnię stale na czas dłuższy na jednym wyobrażeniu. A najłatwiej osiągnąć ten rytm, gdy go połączymy z fizycznym rytmem oddychania i skupiania prany w organizmie. Ale trzeba tu zachować niezbędną kolej ćwiczeń i nie zaczynać od tego co najtrudniejsze.
Więc najprzód należy doprowadzić do automatyzmu fizyczny rytm samego oddychania, na to całą uwagę i wolę skupiając, dopiero następnie przeprowadzić wolą świadomą skupienie prany, aż ono będzie odbywać się automatycznie, tak że już nie będzie wymagać szczególniejszej uwagi. Osiągnąwszy te dwa szczeble, skutecznie możemy skierować potęgę rytmu ku psychicznym naszym potrzebom i zwalczać wady głęboko zakorzenione za pomocą rytmicznego następstwa wyobrażeń, np.: 1. Wdychać wstręt do tytoniu, wydychać nałóg; 2. Wdychać łagodność, wydychać gniew, 3. Wdychać miłość milczenia, wydychać plotkarstwo; 4. Wdychać prawdomówność, wydychać kłamstwo; 5. Wdychać wiarę, wydychać niedowiarstwo; 6. Wdychać nadzieję, wydychać pesymizm; 7. Wdychać czystość, wydychać nieczystość; 8. Wdychać zdolności umysłowe, wydychać głupotę; 9. Wdychać pracowitość, wydychać lenistwo; 10. Wdychać wolę, wydychać słabość itp.

Podczas wciągania powietrza w myśli mamy wezwanie, podczas wypychania – prośbę i tak kolejno skupiając wyobraźnię i wolę na wezwaniu i prośbie, możemy godzinami modlić się, chodząc po równej drodze. Wszystkie te rytmiczne, psychiczne ćwiczenia można odbywać najskuteczniej przy normalnym rytmie oddychania, podczas zwykłej przechadzki.
Gdy robimy ćwiczenia o zwolnionym rytmie, przy zatrzymaniu powietrza w płucach, trzeba sobie wyobrazić skupienie prany, jakby zgęszczenie jej wzdłuż kości pacierzowej, z wyobraźnią, skierowaną ku najniższemu kręgowi, gdzie cała ta energia się skupia, nim razem z wydechem pójdzie w górę wzdłuż kręgosłupa zasilić mózg. Prądy prany wzdłuż kości pacierzowej są najważniejsze i krążą w dwóch równoległych kanałach po prawej i lewej stronie. Między tymi kanałami jest trzeci, w którym u ludzi zwykłych nie ma prądu, a dopiero się wytwarza w miarę rozbudzania daru jasnowidzenia, do którego Jogin dąży.

Wzbudzić ten prąd możemy w ten sposób, że kierujemy pranę w dół i w górę w bocznych kanałach, uciskając ją i skupiając podczas zatrzymania oddechu i kierując następnie w górę z całej siły.

Ćwiczenia oddychania odbywane przy chodzeniu są najskuteczniejsze dla obudzenia poczucia rytmu. Gdy to poczucie jest obudzone, łatwiej jest stosować rytmiczne oddychanie do innych ruchów ciała, za pomocą których pobudzamy działalność wszystkich mięśni.

Przy wszystkich ćwiczeniach podczas chodu należy najbaczniejszą uwagę zwracać na to, by się trzymać zupełnie prosto i pionowo, tak aby głowa była w jednej linii z kością pacierzową a kość pacierzowa miała kierunek pionowy, taki jaki przyjmie sznur, na którym zawiesimy ciężar. Piersi powinny być wysunięte naprzód, brzuch wciągnięty nieco, stąpać trzeba na przednią część stopy, prawie wcale nie dotykając piętą ziemi i elastycznie wznosić się na palce jednej nogi, gdy rytmicznie przesuwa się drugą naprzód, najmniej ją oddalając od ziemi tak, żeby większa część ruchu była wahadłowa, bez napięcia mięśni. Usta przy tym trzeba trzymać ściśle zamknięte, by całe oddychanie odbywało się przez nos. Podczas ćwiczeń trzeba całą uwagę mieć na nich skupioną i innych myśli do świadomości nie dopuszczać, jak te, które do ćwiczeń należą. W ten sposób każde ćwiczenie będzie zarazem też ćwiczeniem w skupieniu myśli, czego nam tak brak.

Gdy się po temu nadarzy okazja, najlepiej te ćwiczenia odbywać całkiem lub półnago, wystawiając ciało na działanie powietrza i słońca, szczególniej wczesnym rankiem w lesie. W ogóle najlepiej mieć na sobie tyle tylko ubrania, ile jest koniecznie potrzebne – ubranie z surowego jedwabiu, noszone bezpośrednio na ciele, będzie najlżejsze i najzdrowsze.

– –
Wincety Lutosławski (6 czerwca 186328 grudnia 1954) – profesor filozofii, mesjanista, poliglota, publicysta i działacz narodowy. Prekursor jogi w Polsce. Powyższy tekst jest częścią książki pt. „Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytki rodaków, w której opisuje jak dzięki jodze wyleczył się z ciężkiej nerwicy i rozważa znaczenie woli i wyobraźni na stan naszego zdrowia i życia. Książka ta jest pierwszym podręcznikiem jogi autorstwa Polaka.

O autorze

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *