Wybierz Strona

Rozwój potęgi woli. Część II. Wincenty Lutosławski

Rozwój potęgi woli. Część II. Wincenty Lutosławski

Spis treści

Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytki rodaków

Część I – „Przedmowa”

Część II – „Odmienne tradycje”

Część III – „Warunki powodzenia ćwiczeń”

Część IV – „Rytm oddychania”

Część V – „Ćwiczenia odżywcze”

Część VI – „Umiejętność odpoczynku”

Część VII – Ćwiczenia psychofizyczne”

Część VIII – „Ćwiczenia estetyczne”

Część IX – „Ćwiczenia specjalne”

Część X – „Zakończenie”

ODMIENNE TRADYCJE

W ostatnich latach, zaczynają do Europy przenikać w formie popularnej rozmaite praktyki i teorie dalekiego Wschodu, dotąd głównie uprawiane i wyznawane przez uprzywilejowaną kastę braminów indyjskich. Dzieła pisane bądź przez Wincenty Lutosławski jogaHindusów, bądź przez Anglików, a wydawane przeważnie w Ameryce, uprzystępniają te szczególne ćwiczenia, dzięki którym Hindusi dochodzą do niepospolitego panowania nad swym ciałem.

Dawno już wiadomo było, że fakirzy indyjscy umieją wstrzymać przemianę materii w organizmie na całe miesiące, gdy w pewnym letargu spoczywają w zamurowanym grobie po szczelnym zatknięciu wszystkich otworów ciała, bez odżywiania i bez wszelkiego widzialnego oddychania. Te fakty, sprawdzone wielokrotnie, wielce wzbudzały uwagę, ale nikt nie przypuszczał, by one mogły mieć dla nas praktyczne znaczenie, przy całkiem innych warunkach naszego życia.

Pogląd na świat Hindusów jest zupełnie inny niż panujący w Europie pogląd na świat chrześcijański. U nich jednostki dążą do najwyższego rozwoju ducha i ciała, nie bardzo troszcząc się o masy, które giną z głodu w nędzy i ciemnocie. U nas każda jednostka wybitniejsza bierze dobrowolnie krzyż na siebie, pragnąc służyć słabszym, gorszym i głupszym. Tłumaczy się to różnicą religii. Dla Hindusa życie doczesne jest upadkiem doskonałego ducha i nic go dźwignąć nie może prócz własnego wysiłku w szeregu wcieleń kolejnych. Więc każdy, co może, dźwiga sam i dochodzi swoim wysiłkiem do szczęśliwości wiekuistej, pozostawiając bliźnich ich nieuniknionej niedoli, jako spowodowanej ich własną winą. Hindus zna tylko nieubłagalne prawo, które zowie Karma, prawo konieczności w świecie moralnym, wymagające, by każdy zły lub dobry uczynek miał swe zupełne konsekwencje. Więc ci, co cierpią w głodzie, nędzy, ciemnocie, zasłużyli na to w jakimś minionym żywocie i muszą cierpliwie swój los znosić, aż się wcielą w więcej sprzyjających warunkach. Istnieje dla nich sprawiedliwość, ale nie znają jeszcze łaski.

U nas inaczej. Każdy dzięki łasce może w tym żywocie zasłużyć na szczęśliwość wiekuistą, a tym łatwiej zasłuży, im więcej się przyczyni do zbawienia innych. Czy mamy jednak wyrzec się zupełnie dziedzictwa naszych przodków? Czy, przyjąwszy religię chrześcijańską – religię pokory, laski, krzyża, mamy uznać za zbyteczne te środki, którymi nasi praojcowie zdobywali siły nadprzyrodzone dla siebie i tych wybranych, z którymi się dzielili? Czy nie moglibyśmy zdobyć sił podobnych i użyć ich dla powszechnego użytku bliźnich?

Dobrze jest, gdy brak sił, zdobyć łaskę i podnieść się z niemocy, nie czekając nieubłaganej kolei cierpień, prowadzących do naturalnej reakcji. Ale, gdy się czujemy na siłach dzięki łasce, czemuż nieustannie żebrać więcej, kiedy i Chrystus wymaga, byśmy pomagali samym sobie i mnożyli zdobyte łaski i skarby, unikając zarówno zwątpienia, jak i pychy. U nas więcej niż gdzie indziej liczne wstrząśnięcia moralne prowadzą do przerażającego zaniku sił w jednostkach, a nawet w całych grupach społecznych.

Aby się dźwignąć z tego upadku, powinniśmy użyć wszelkich środków, korzystając z doświadczenia innych narodów. Naśladowaliśmy ślepo sporty angielskie, które ćwiczą tylko ciało – i kładliśmy w nie za wiele ducha, narażając się nieraz na szkody. Gdy sami Anglicy zaczynają teraz zwracać uwagę na Hindusów, warto wypróbować, co z ich doświadczeń da się u nas zastosować.

Podamy niżej zasadnicze teorie i oparte na nich ćwiczenia, które wszędzie łatwo jest przeprowadzić. Wśród tych ćwiczeń niepoślednie miejsce zajmują ćwiczenia oddychania.

Ze wszystkich procesów fizjologicznych oddychanie najłatwiej może być poddane kierunkowi woli. Łatwiej wpłynąć na oddychanie niż na krążenie krwi lub trawienie, a kto swe oddychanie podda woli, ten pozyskał warunki uzależnienia od woli innych procesów organicznych, w ogóle całego życia swego ciała, a co za tym idzie – ogólnego zdrowia. Z materiałów służących dla budowy i odnawiania ciała powietrze jest najważniejsze, gdyż bez niego nie możemy się obejść nawet w ciągu krótkiego czasu, gdy bez jedzenia można dnie całe wytrzymać.

Większość dolegliwości i chorób ludzkich jest wynikiem braków w organach od­dychania – w chwilach kiedy najintensywniej odczuwamy żywotność naszą mimo woli głębiej oddychamy, a gdy obojętność lub smutek hamuje bieg życia, wstrzymujemy oddech i ziewamy lub wzdychamy.

Wyrazy oznaczające najwyższe czynności psychiczne, są wzięte z procesów oddychania, jak np. duch, natchnienie itp. Wzmożenie działalności płuc ma wpływ bezpośredni na krążenie i trawienie – daleko więcej niż dieta może wpłynąć na płuca. Przy głębokim oddychaniu czystym powietrzem lepiej strawimy i zasymilujemy nawet gorsze pokarmy, gdy w powietrzu zepsutym nawet najwykwintniejsze potrawy mniej nam smakować będą.

Hindusi prócz gazów zwykłych, odkryli w powietrzu pewną materię wyższego rzędu, którą nazywają prana. W ich poglądzie na oddychanie prana gra ważną rolę, więc trzeba dobrze pojąć, jak oni sobie ten składnik wyobrażają. Podobnie jak różne ciała mają stan stały, ciekły i gazowy, tak samo istnieje prócz tego stan większego rozrzedzenia, który Crookes nazwał promienistym. W tym stanie promienistym różnice pierwiastków zanikają – cząstki o wiele jeszcze mniejsze niż atomy odbywają swe ruchy i mogą tworzyć wszystkie gatunki gazów przez różne stany skupienia. Te cząstki prany, gdy rytmicznie wibrują, stwarzają zjawiska światła i elektryczności, podobnie jak większe od nich molekuły powietrza przez znacznie wolniejsze drgania wywołują zjawiska dźwięków. Prana jest wiele milionów razy ruchliwsza niż powietrze, jeśli uwzględnić, że fale światła są bilion razy szybsze niż fale dźwięków. Z tej ruchliwości prany wynika jedna właściwość, na której spoczywa cała hinduska umiejętność oddychania.

Myśl i wola ludzka są w stanie działać bezpośrednio na ruchy prany, wytwarzać w oceanie prany prądy i wiry, stwarzać kształty bardzo lotne i nietrwałe, lecz obiektywne i dostępne czujniejszym zmysłom niż te, które spostrzegają dźwięki i barwy. Podobnie jak prana przenika powietrze, a płuca to powietrze wciągają, organy ciała niewidzialne, same zbudowane z prany, mniej więcej podobne do widzialnych organów, oddychają praną. Aby te organy niewidzialne poruszyć, wystarczy sobie żywo wyobrazić prądy prany, które chcemy wytworzyć.

Nasze ciało widzialne ma się tak do wewnętrznego ciała niewidzialnego, eterycznego, promienistego, czyli astralnego, jak skorupka do orzecha, czaszka do mózgu. To pojęcie ciała astralnego nie jest nowe w nauce europejskiej. Już Arystoteles o nim wiedział, Paracelsus na nim swoje leczenie opierał. Jest to “upiór“ człowieka, który po śmierci wędruje po ziemi i niektórym się ukazuje. Fizjologia europejska upiorów nie bada, ciała astralnego nie zna. Lecz to wcale nie dowodzi, by Hindusi mylili się w swoich twierdzeniach.

Nauka żadna, badając rzeczy jej dostępne, nie może powiedzieć, że to co jest jej niedostępne – nie istnieje. Działalność poznawcza Hindusów rozwijała się zupełnie inaczej niż nasza nowoczesna wiedza. U nas wszystko sprowadzono do schematu ruchu w przestrzeni i w czasie – w formach, zmysłom fizjologicznym dostępnych, biorąc te formy za coś stałego i normalnego, jakby wieczne ramy poznania. Hindusi uważali te ramy za tymczasowe i ciągle usiłowali je rozszerzyć przez ćwiczenia, prowadzące do wrażeń niezwykłych i różniących się od wrażeń codziennych.

Gdy Europejczyk pragnie poznać przeszłość swej rasy, bada dostępne zmysłom dokumenty i pomniki, wyciąga wnioski i buduje prawdopodobny obraz wypadków minionych na wzór i podobieństwo wypadków, znanych mu z doświadczenia zewnętrznego.

Tymczasem Hindus zupełnie inaczej ten cel osiąga. Zapytuje on, czy istnieje taki stan wizji wewnętrznej, w którym można by przeszłość oglądać, jak się widzi teraźniejszość, z rozszerzeniem horyzontu na całą Ziemię i inne światy, i zamiast badać materialne szczątki przeszłości, woli się skupić w duchu, aż całą przeszłość ujrzy subiektywnie, aż zapadnie w taki szczególny stan ducha, w którym na każde pytanie znajduje we własnej świadomości odpowiedź.

Tego rodzaju ekstazy osiąga on głównie przez stosowne ćwiczenia. U nas są znane oderwane przykłady takich widzeń, osiągniętych nie za pomocą systematycznej pracy, lecz dzięki niewiadomym okolicznościom. Tak np. Katarzyna z Emmerich opisała szczegóły nieznane z życia Chrystusa i późniejsze archeologiczne badania potwierdziły te szczegóły, których owa zakonnica żadną zwykłą drogą poznać nie mogła.

To, co u nas było zdumiewającym wyjątkiem, dla Hindusa jest celem rozwoju duchowego. Podobnie w badaniu przyrody postępuje on zupełnie inną drogą niż my. W Europie za pomocą wielu narzędzi i obliczeń badamy zjawiska zwykłym zmysłom dostępne i tworzymy hipotezy pozwalające nam odtworzyć idealny przebieg ruchów, które te zjawiska spowodowały. Hindus szuka wytłumaczenia zjawisk we wrażeniach innego rządu, które osiąga za pomocą subiektywnych ćwiczeń, bez narzędzi ani obliczeń i spostrzega w przyrodzie poza zjawiskami dostępnymi zwykłym zmysłom cały świat ciał astralnych, których ruchy są dla niego wytłumaczeniem życia fizjologicznego.

Chcąc osądzić wartość tych teorii hinduskich, nie możemy ich sprawdzać metodą europejską. Trzeba przebyć ćwiczenia Hindusów i rozwinąć w sobie te władze, które oni posiadają, aby zrozumieć, jak oni rozumieją rzeczywistość. U Hindusów spotykamy całe kasty i szkoły, uważające się za uprzywilejowane co do ekscentrycznych wrażeń, zastępujących badania historyczne i przyrodoznawcze. Teraz dowiadujemy się po wielu tysiącach lat tajemnicy o prostych środkach, które do tych jasnowidzeń prowadzą – czyż nie warto jest trochę czasu poświęcić, aby te środki poznać i wypróbować? Skoro próba indywidualna dla różnych powodów może się nie udać, to należy uprzystępnić szerszemu ogółowi warunki próby, nawet przed dokonaniem jej na sobie.

Dla uproszczenia stylu w dalszym wykładzie przedmiotu przyjmujemy formę dog­matyczną, jakbyśmy z własnego mówili doświadczenia. Skutku jakiegoś można spodzie­wać się dopiero po długim czasie ćwiczeń. Gdyby nawet skutek był ograniczony do fizjologicznego wzmocnienia ciała, to i tak ci, co próbę przedsięwezmą, nie pozostaną bez sowitej nagrody.

Hindusi nam obiecują znacznie więcej: rozwój intuicji, przenikającej tajniki przyrody i dziejów, opanowanie ciała, usuwające wszelkie choroby, dar leczenia innych przez posyłanie im prądów i kształtów prany na największą nawet odległość, niezmącony niczym spokój wewnętrzny, silę przyspieszającą wzrost roślin i zwierząt, zdolność wędrowania po świecie w ciele astralnym i zbierania spostrzeżeń nie będąc spost­rzeganym przez ludzi, przenikanie cudzych myśli i uczuć, oraz przeszłości każdej jaźni, wynikającą stąd nieomylną znajomość ludzi, stany nieskończonej błogości wewnętrznej, bądź w spokoju, bądź w czynie, zetknięcie z duchami o wiele wyższymi od nas – i w ogóle przygotowanie do nowego, doskonalszego i o wiele szczęśliwszego żywota.

– –

Wincety Lutosławski (6 czerwca 186328 grudnia 1954) – profesor filozofii, mesjanista, poliglota, publicysta i działacz narodowy. Prekursor jogi w Polsce. Powyższy tekst jest fragmentem książki pt. „Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia według dawnych aryjskich tradycji oraz własnych swoich doświadczeń podaje do użytki rodaków, w której opisuje jak dzięki jodze wyleczył się z ciężkiej nerwicy i rozważa znaczenie woli i wyobraźni na stan naszego zdrowia i życia. Książka ta jest pierwszym podręcznikiem jogi autorstwa Polaka.

O autorze

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *