Select Page

Sorry Winnetou, ale biznes is biznes… czyli o odpowiedzialności nauczyciela. Aneta Furgalska

Sorry Winnetou, ale biznes is biznes… czyli o odpowiedzialności nauczyciela. Aneta Furgalska

Po opublikowaniu przez Maćka Wieloboba artykułu: „O nadużywaniu terminu joga” wywiązała się żywa dyskusja na temat tego, czym się staje, a czym   zgodnie z tradycją powinna być joga . Już nawet nie dyskusja, co sam artykuł był kolejną okazją do własnych przemyśleń na temat frapującego mnie już jakiś czas zagadnienia. Każdy ma prawo nie zgodzić się z tym, co tu napiszę, jednocześnie podkreślam, że tekst ten nie jest skierowany do nikogo personalnie. To efekt własnych rozważań, obserwacji ludzi, z którymi się spotykam, ale przede wszystkim przemian, które zachodzą we mnie.

Jakiś czas temu uczestniczyłam w spotkaniu pewnej grupy. Świadomie nie przybliżę szczegółów, jednak co warte jest podkreślenia, bo odnosi się do sedna sprawy, już po spotkaniu poinformowano mnie, że większa część jego uczestników naucza jogi. A zatem nauczyciele… Podczas spotkania, które dotyczyło zagadnień związanych z „terapią jogą”, jedna z uczestniczek poruszyła problem swojego bólu w plecach. Jak wynikało z jej relacji, uraz powstał przy wykonywaniu urdhva mukha śvanasany podczas warsztatów asan, w których kiedyś brała udział. Pomimo licznych prób rehabilitacji ból nie ustępował, a z rozmowy wynikało, że kobieta jest coraz bardziej sfrustrowana całą sytuacją. Zadała pytanie: czy joga może mi jakoś pomóc? Rozwinęła się żywa dyskusja na temat prawdopodobnej przyczyny bólu, jak również pojawiło się sporo sugestii na temat form pomocy. I nagle ku mojemu ogromnemu zdziwieniu jedna z osób powiedziała: przecież nauczyciel jogi powinien na podstawie zdjęcia RTG kręgosłupa wiedzieć, jak wyleczyć ból określonymi asanami! Jakież było moje zaskoczenie, kiedy padły te słowa. Hmm… Czyli asana jest dobra na wszystko? W zadumaniu pomyślałam: a co, jeśli przyczyna leży głębiej? I dopiero po chwili do mnie dotarło, że tak naprawdę nikt nie zaoponował. NAUCZYCIELE JOGI???

Jest taki dowcip o świętej rzece, która uleczała z niedomagań fizycznych. Ludzie wchodzili do niej z różnymi problemami i wychodzili, otrzymując oczekiwane rozwiązanie. Wszedł więc do rzeki mężczyzna bez ręki, wyszedł i okazało się, że ręka mu odrosła. Następny wszedł facet, któremu zamiast nóg wyrosły małe kikuty. Wyszedł z rzeki, dostając nowiusieńkie, długie nogi. Nad brzegiem rzeki sytuację obserwował człowiek na wózku inwalidzkim. Popatrzył na swoje niewładne nogi i pomyślał: wejdę i ja. Wjeżdża więc do rzeki, po chwili wyjeżdża pełen nadziei, patrzy….i dostał nowiusieńkie opony do wózka…

„Joga” w ostatnim czasie stała się dość popularnym trendem. Mnożą się kolejne szkoły, a co za tym idzie, jak kwiatki po deszczu wyrastają nowi nauczyciele. Świadomie użyłam tu określenia „joga”, ponieważ w większości przypadków „nauczanie jogi” w takich miejscach ogranicza się do nauczania lub praktyki asan, a w zasadzie pewnej formy rekreacji ruchowej zbliżonej do asan. Przeciętny obserwator – jogiczny laik nie miałby się do czego przyczepić. Masz potrzebę własnego rozwoju – masz prawo ją realizować. Zgodzę się z tym ostatnim stwierdzeniem, gdyby nie fakt, że w moim osobistym mniemaniu decydując się na zostanie nauczycielem JOGI powinniśmy być w pełni świadomi konsekwencji, które nasza decyzja niesie ze sobą. Stawiam zatem zasadnicze pytanie: Do czego zobowiązuje określenie siebie nauczycielem jogi?

Ścieżka, która prowadzi nas do jogi, jest drogą indywidualną. Tak samo jak powód, dla którego nią podążamy. W wielu przypadkach (również i w moim własnym) pierwszy kontakt z jogą to właśnie praktyka asan, często podejmowana w wyniku poszukiwania wewnętrznego lub zewnętrznego rozluźnienia, problemów z ciałem fizycznym lub innych, bardziej indywidualnych powodów. Asany dają pewną pracę na poziomie ciała, ale są tylko etapem wprowadzającym do dalszych praktyk. Krishnamacharya w śloce I-45 Yoga Rahasyi pisze, że bez praktyki asan pranajama nie może być opanowana. Jednak często „nauczanie jogi” kończy się na tym etapie. Przez to joga zostaje zaszufladkowana jako sport, jako gimnastyka ciała.

Coraz częściej w środowisku jogicznym spotykam się ze stwierdzeniem, że na zajęciach z jogi (a raczej „jogi”) nie porusza się tematów filozoficzno-psychologicznych, bo klient-uczeń (?) może sobie tego  nie życzyć. Rozumiem i szanuję, jeśli jasno zostaje przedstawione stanowisko takiego klienta: tylko asany. Jego prawo wyboru. Często jednak ludzie, którzy przychodzą na jogę, szukają czegoś więcej niż tylko ćwiczeń fizycznych. Wewnętrznie odczuwają potrzebę pracy i przemian. Taka specyfika dzisiejszego świata, że pędzi do przodu, a często my razem z nim. I nie do końca może to nam odpowiadać. Dlatego szukamy nauczyciela, doświadczamy, obserwujemy, a gdy już go znajdziemy, to jego obowiązkiem powinno być wtedy umiejętne przekazywanie treści, jakie niesie ze sobą joga. Skąd więc w obecnych czasach taka stagnacja rozwojowa wśród „nauczycieli”?

Niestety, ale praca z asanami nie zawsze jest w stanie rozwiązać problem. Często przyczyna leży dużo głębiej w nas samych. I tu na prowadzenie wysuwają się praktyki jamy i nijamy. Patańdżali w sutrze II.30 wymienia następujące jamy: „Niekrzywdzenie, prawda, niekradzenie, wstrzemięźliwość i nieposiadanie są praktykami dyscypliny społecznej (formami umiaru)” (Ahimsasatyasteyabrahmacaryaparagriha yamah). W sutrze II.32 wprowadza nas w nijamy: „Czystość, zadowolenie, umiar, samopoznanie i poddanie się Bogu są praktykami dyscypliny indywidualnej” (śaucasamtosatapassvadhyayeśvarapranidhanani niyamah). W śloce I-19 YR Krishnamacharya pisze: „ W jodze ośmioczłonowej (astanga joga) jama i nijama muszą wystąpić jako pierwsze. Dopiero podjąwszy praktykę jama i nijama powinno się regularnie praktykować asany.” Dalej przestrzega przed zmianami w kolejności: „W przypadku porzucenia tej sekwencji (jama, nijama, asana, pranajama, pratyahara, dharana, dhjana, samadhi) i praktykowania wedle własnego uznania, praktykujący nie uzyska korzyści z astanga jogi” (śloka I-21).

Dlaczego, mając do dyspozycji zestaw narzędzi do naprawy, we wszystko stuka się za pomocą młotka? Świadomie nie chcę tu poruszać już tematu praktyki kolejnych członów jogi, bo ciąg moich myśli, a co za tym idzie słowo pisane, mogłyby nie mieć końca. A może wizja pracy z jama i nijama sadhaną jest dla wielu zbyt przerażająca? Nikt przecież nie lubi przyznawać się do własnej niedoskonałości, a już na pewno żaden szanujący się „nauczyciel”. Odpuszcza się więc rozpowszechnianie tych praktyk w szkołach, bo są mało marketingowe (zgodnie z zasadą: Sorry, Winnetou, ale biznes is biznes) i cuchną moralizowaniem. Ba! Z obawy przed koniecznością pracy nad samym sobą i chyba ze strachu przed tym, co kryje otchłań własnego umysłu, odrzuca się ich indywidualne praktykowanie. A co jeśli nasz uczeń potrzebuje rozwoju praktyki na poziomie innym niż asany, a my, zaniedbując własny rozwój, własny postęp nie będziemy mu w stanie dać tego, co potrzebuje? Co wtedy odpowiedzieć? Tłumaczymy się przed samymi sobą (lub własnym nauczycielem, jak miałam okazję ostatnio zaobserwować), że przecież (jakże mylnie) my, na tym poziomie, nie mamy nic do przepracowania. Donald VanHowten w swojej książce „Ajurweda i świadomość ciała” pisze: „Jeżeli mamy zaznać prawdziwego szczęścia i prawidłowo funkcjonować w naszym życiu, musimy spojrzeć głęboko do naszego wnętrza, dokładnie je przebadać i zastosować środki zaradcze, a gdy zajdzie potrzeba – poddać się przemianie.” Fakt, studiowanie medycyny nie czyni nas automatycznie lekarzami. Obserwacja i DOŚWIADCZENIE – ot, co.

Do czego zatem zobowiązuje określenie siebie NAUCZYCIELEM JOGI? Czy jesteś świadomy konsekwencji, które ta decyzja pociąga? Czy jesteś świadomy pracy, którą musisz wykonać najpierw ze samym sobą, zostając najpierw uczniem, żeby dopiero potem zostać może nauczycielem? Czy jesteś gotowy na ewentualną porażkę? Krishnamacharya w Yoga Rahasyi mówi: „ Tak jak leniwy człowiek w roztrzaskanej łodzi nie przepłynie na drugi brzeg rzeki, tak człowiek, prowadzony przez nauczyciela bez doświadczalnej wiedzy nie osiągnie mokszy” (śloka IV-25). Czy jesteś gotowy na PEŁNĄ TRANSFORMACJĘ?

Czy jesteś na tyle świadomy i odważny, żeby określić siebie nauczycielem jogi? A może jesteś na tyle świadomy i odważny, żeby powiedzieć: Jestem nauczycielem asan.

Możesz się nie zgodzić z tym, co napisałam. Twoje święte prawo. Jeśli jednak oburzony siedzisz właśnie przed monitorem i stwierdzasz, że moje powyższe rozważania biją w Twoją godność, bo przecież Ty na pewno jesteś/ będziesz nauczycielem jogi (lub „jogi”), zgadzając się ze mną lub nie – wyobraź sobie następującą sytuację: Jest piękny, czerwcowy dzień, przychodzi do Ciebie Twój uczeń i mówi: „Nauczycielu, jesteś moją największą inwestycją życiową, nie zawiedź mnie…”.

– –

Aneta Furgalska – praktykę asan zaczęła w 2007 roku u Beaty Urban w Olkuszu. W odpowiedniej dla siebie chwili rozpoczęła głęboką praktykę jogi u Maćka Wieloboba. Z wykształcenia nauczyciel geografii, z pasji grotołaz. Obecnie w trakcie szkolenia nauczycielskiego w nurcie vinyasa krama. Obecnie nauczyciel jogi w Pracowni Jogi Macieja Wieloboba w Krakowie, prowadzi też terapeutyczne zajęcia indywidualne.
Pracownia Jogi w Krakowie: Vinyasa joga Kraków

About The Author

25 komentarzy

  1. agnieszka

    Aneta, świetny artykuł. Zmusił mnie do myślenia:) i przeanalizowania wszystkiego raz jeszcze. Pójście droga jogi wymaga pewnego poświęcenia. Z jogą jest tak: jak coś zaczniemy, to nie ma powrotu, inaczej narobimy sobie “bigosu”. Myślę, że często nie sięgamy głębiej (jamy i nijamy) bo boimy się tego co siedzi ukryte w naszym wnętrzu, boimy się popatrzeć w otchłań i powiedzieć: “hej potworze wyzywam cię na pojedynek!” lub po prostu nie jesteśmy gotowi (względnie nie mamy tyle siły – być może nasz poprzedni nauczyciel nam jej nie dał:) ) na podążanie tą drogą, na życie jogą. To jest chyba największy problem większości osób uczących jogi (tu: asan).smutne.

    Odpowiedz
  2. inka

    co to znaczy że przyczyna bólu leży głębiej niż w ciele?
    przecież po to się pracuje z ciałem, żeby wpływać również na umysł..jeżeli ktoś wychodzi z punktu pozbywania się napięć i urazów poprzez pracę z ciałem to owszem – asana jest dobra na wszystko

    po tym jak ciało się rozluźni, pozbędziemy się też emocji w nim zakodowanych – a więc jak najbardziej nauczyciele JOGI

    ale ze zdjęciem RTG kręgosłupa to przesada..nauczyciel jogi to nie lekarz, nauczyciel jogi może zobaczyć jak uczeń wykonuje asany, które sprawiają mu ból, przerobić konkretny sposób którego używa uczeń na własnym ciele i wtedy ewentualnie wprowadzać korekty, które będą mogły pomóc…

    każdorazowo zadziwia mnie kiedy z praktyki jamy i nijamy robi się jakiś wyczyn, świętą praktykę..przecież to są podstawowe zasady moralne i etyczne, które zdrowy człowiek stara się realizować zawsze, nawet nie świadomie…te same koncepcje w każdym większym systemie religijnym/filozoficznym…
    świadoma praktyka jam i nijam podczas wykonywania asan jest wyzwaniem ale to jest własnie to co sprawia że praktykujemy JOGĘ a nie po prostu ćwiczymy…

    bo przecież JOGA to stan umysłu

    Odpowiedz
  3. Maciek Wielobób

    @Inka – jeżeli przez swój post próbujesz dowieść, że joga = asany to jest olbrzymia bzdura!!!
    Na założeniu, że przyczyna cierpienia tkwi w stanie umysłu opiera się cała joga. Więc pytanie “co to znaczy, że przyczyna bólu leży głębiej niż w ciele” jest trochę nie na miejscu, bo to znaczy, że nie bardzo rozumiesz założenia jogi.
    Po pierwsze jamy i nijamy to nie są zasady etyczne. Jeśli ktoś je tak rozumie to znaczy, że trochę rozminął się z Patańdżalim. Jamy i nijamy to są PRAKTYKI. Mówi się w jodze o jama i nijama sadhanie, to nie wykonywanie zasad, a praktyki zmiany postaw i zachowań w życiu codziennym. NAJWAŻNIEJSZA część jogi! Co potwierdza wielu nauczycieli, więc to nie mój czczy wymysł.
    Po drugie sprowadzając jogę do samych asan lekceważysz termin joga. Generalnie współcześnie, gdy odwołujemy się do terminu joga to naszym punktem odniesienia są Jogasutry Patańdżalego. Ponieważ to co piszesz wskazuje, że nie przeczytałaś Jogasutr nawet pobieżnie wyjaśniam, że Patańdżali przedstawia w Jogasutrach 3 metody jogi, i zaledwie 1/8 tylko jednej z tych metod jest praktyka asan. Czyli asany to około 1/20 jogi w ogóle. Jamy i nijamy, które obśmiewasz, w tej czy innej formie występują w 2 z 3 przedstawionych metod (astanga jodze i krija jodze), więc stanowią dużo znaczniejszą część jogi. Do tego Patańdżali wyraźnie definiuje jogę w sutrze I.2 wskazując, że termin joga jest równoznaczny z terminem samadhi, co wskazuje na to, że nawet jeśli wybieramy metodę związaną z praktyką asan, to asany są zaledwie drobną częścią przygotowania do praktyk samyamy (koncentracja-medytacja), które są centralnym punktem jogi. No chyba, że używasz terminu “joga” jako etykietki handlowej?
    Joga to stan umysłu, rzeczywiście. Tylko ten stan umysłu generujemy przez praktykę jamy i nijamy, a utrwalamy w praktyce medytacji. Asany pozwalają nam uwolnić trochę napięcia i wzmocnić ciało, przygotowując je na dalsze wyzwania.
    Polecam używając jednak pewnych pojęć w dyskusji, przyjrzeć się źródłom tych pojęć, bo inaczej powstaje kaszana zamiast merytoryki.
    pozdrawiam
    P.S. Sorry, że wypowiadam się za autorkę, ale ona w tej chwili jest w Tatrach do środy wieczora, więc sama nie może się odnieść do komentarzy.

    Odpowiedz
    • Bartosz

      Jak zatem, Maćku, nauczyciel zdolny jest wpoić praktykę jam i nijam w trakcie zajęć? Jeśli próbowałby to czynić, to w jaki sposób?

      Iyengar pisze w “Świetle Jogi”: “Bez mocnych fundamentów dom nie może stanąć. Bez praktykowania zasad yamy i niyamy, kładących podwaliny pod kształtowanie charakteru, nie może być mowy o zintegrowanej osobowości. Praktykowanie asan bez opanowania yamy i niyamy jest czystą akrobatyką.”

      i… tyle na ten temat. Reszta jest całkowicie w rękach ucznia.
      Jeśli nauczyciel w trakcie lekcji asan (tak, lekcji asan, nie jogi, ale wtedy wszyscy nauczyciele musieliby przemianować to co oferują w swoich szkołach, włącznie z Tobą, Maćku) próbuje na siłę wpajać uczniom praktykę takich czy nie innych zachowań w ich życiu to niczym nie różni się wtedy od księdza, imama, czy pastora…

      Odpowiedz
      • Piotr Marcinów

        @Bartosz
        “Jak zatem, Maćku, nauczyciel zdolny jest wpoić praktykę jam i nijam w trakcie zajęć?”
        wiem, że to pytanie skierowane do Maćka, ale pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze:
        http://joga.info.pl/drupal/W-jaki-spos%C3%B3b-przekazywac-kontekst-jogi-podczas-nauczania-asan

        “próbuje na siłę wpajać uczniom praktykę takich czy nie innych zachowań w ich życiu to niczym nie różni się wtedy od księdza, imama, czy pastora…”
        Po pierwsze. Nikt nie mówi o wpajaniu na siłę.
        Po drugie. Ksiądz, imam, pastor, każą ci wierzyć, joga każe ci doświadczyć!
        Po trzecie i najważniejsze. Istotą pracy w jodze jest: a)poznanie swoich wzorców (zachowań) i stwierdzenie, że coś nie gra (jeśli wszystko gra to jesteś oświecony).
        b) zmiana tych wzorców na pożądane wzorce.
        c)pozbycie się wszystkich wzorców i wyzwolenie.
        TAK, PRACA W JODZE TO PRACA Z WZORCAMI I ZACHOWANIAMI!

        Odpowiedz
        • Bartosz

          Ponawiam pytanie.
          W jaki sposób nauczyciel ma wpajać, uczyć praktyki jam i nijam w trakcie zajęć? (niekoniecznie “na siłę”).

          Albo innymi słowy:
          W jaki sposób na zajęciach z jogi naczyciel powinien uczyć pracy z wzorcami i zachowaniami?

          Odpowiedz
          • Maciek Wielobób

            @Bartosz, przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, ale prowadzę teraz wakacyjny kurs wyjazdowy z jogą (nie tylko z asanami, codziennym elementem praktyki jest też pranajama, pratyahara i medytacja). Co ciekawe mniej więcej w momencie, w którym zadałeś swoje pytanie o jamy i nijamy, zostałem poproszony o wykład na temat praktycznego rozumienia jamy i nijamy. Wykład odbył się wczoraj wieczorem i wyobraź sobie, że ze względu na wiele pytań uczestników trwał 3 godziny, do 23.30 i nikt nie wyszedł z niego. Co więcej kilka osób podeszło po wykładzie wymienić jeszcze kilka osobistych uwag. Nie dawałem gotowych rozwiązań (a zatem nie stawiałem się w roli księdza czy pastora), ale mówiłem o tym jak jama i nijama sadhana polega m.in. na obserwacji swoich postaw i zachowań w relacji do poszczególnych jam i nijam. Trochę fałszywie nadużywasz swojego wglądu, pisząc: “Jeśli nauczyciel w trakcie lekcji asan (tak, lekcji asan, nie jogi, ale wtedy wszyscy nauczyciele musieliby przemianować to co oferują w swoich szkołach, włącznie z Tobą, Maćku)”. Otóż trochę się mylisz – na zajęciach początkujących owszem nauczam głównie asan, choć odnoszę się też do szerszego kontekstu jogi, choćby jam i nijam (i uwaga! wyobraź sobie, że nie wciskam na siłę gotowych rozwiązań, tylko pokazuję pewne prawidłowości). Natomiast na moich grupach zaawansowanych, o czym można również przeczytać na stronie mojej pracowni, praktykuje się nie tylko asany, ale także zawsze część zajęć jest poświęcona pranajamie i koncentracji lub medytacji. Tak czy inaczej jednak, gdy nauczam asan i mówię o nich to używam terminu “praktyka asan”, “praktyka pozycji jogi”, a nie “praktyka jogi”.
            Wracając do meritum Twojego pytania to tak naprawdę jest wiele sposobów:
            – po pierwsze odnoszenie pewnych prawidłowości w kontakcie z naszym ciałem na bardziej ogólne zależności związane z naszym funkcjonowanie psychicznym i społecznym,
            – po drugie uważna obserwacja swoich uczniów i rozmawianie z nimi o tym, o czym potrzebują rozmawiać (wyobraź sobie, że jak widzę, że ktoś jest w potrzebie to proponuję mu, że możemy się spotkać i porozmawiać, jeśli potrzebuje spojrzeć na pewne sprawy z dystansu – wiele osób z tego korzysta, bywają tygodnie, że co drugi dzień spotykam się, żeby porozmawiać z jakimś moim uczniem – wówczas wychodzą kwestie postaw i zachowań w życiu codziennym i pracy z nimi – czyli nic innego jak jama i nijama sadhana),
            – po trzecie odpowiadam na pytania ludzi, nakreślając szeroki kontekst sytuacji i odnosząc się do widzenia, które proponuje tradycja jogi klasycznej i postklasycznej,
            – po czwarte czasem sam poruszam na zajęciach, warsztatach lub seminariach pewne tematy, które czuję, że należy poruszyć w danym momencie (i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żebym nie trafił w duże zainteresowanie i spory odzew) – i pokazuje widzenie tradycji jogicznej na pewne sprawy (nie sugerując schematów działania).
            To takie zasadnicze wątki, ale one wychodzą od tego, że nauczyciel sam musi mieć mocne osadzenie w tradycji jogi. Jeżeli on ją ma za nic albo jej nie zna, to nie przedstawi uczniom tego kontekstu.
            pozdrawiam

  4. julia

    artykul dajacy do myslenia, ale nie rozumiem w czym tkwi problem….mysle, ze ten problem dotyczy tylko srodowiska polskiego. Od wielu kilku lat cwicze yoge w kraju i za granica, cwiczylam z roznymi “nauczycielami yogi” i powiem szczerze, ze ten problem jest tylko w Polsce. Po co wprowadzac nauczyciel yogi czy asan, polska tendencja do tworzenia sztuchnych podzialow, przeciez to co wszyscy robimy to hatha yoga i nie ma znaczenia jaka droga czy za jakim nauczycielem podazasz, przeciez w wywodzi sie to z jednego miejsca i do jednego miejsca prowadzi. W polsce wyrastaja kulty guru…jesli chcesz byc przewodnikiem duchowym to badz zglebiaj to dla siebie, ale innym pozwol rowniez byc w swojej formie. Poza tym yoga musiala sie uzachodnic, bo tak jak pisze jung w swoich pracach nasz umysl nie byl by w stanie bez glebokij teransformacj zniesc jej skutkow. Wywodzimy sie z roznych kultur ale w polsce ciezko jest ludziom zrozumiec energie kundalini, a przeciez o to chodzi. Poza tym czy jestesmy w stanie sobie wyobrazic nadludzkie moce, ze o to wchodze do wody staje sie nia a potem wychodze gdzies i jestem dalej fizycznie soba….ciazko – mysle. W jodze nie powinnismy nadmuchiwac ego tylko je rozproszyc dotrzec do transendenci, wiec….poprzez asany zaczna sie efekty jogi, przeciez kazda z nich pracuje na jakas czakre, na prane i apane…wiec efekty beda….a jesli ktos bedzie chcial zglebic wiecej, bedzie szukal….ale czy potrzebny nuczyciel…krishnamutri cwiczyl z vanda scaravelli pod okiem iyengara, ale potem odeszli. Vanda stworzyla swoja sciezke piekna zreszta, krishnamuri wyrzekl sie jakiekolwiek formie nauczyciela, a jednak mowimy ze praktykuja yoge, nie asany. Wiec nauczajmy….bo joga to jedna z piekniejszych sciezek do uwolnienia sie od ego i z kajdan kuturowosci. badzmy saba….i czerpmy radosc z yogi, hatha yogi czy asan….

    Odpowiedz
  5. Leszek

    Julia@ Uważam , że Maciej nie tworzy podziału , a wręcz przeciwnie. Punktem odniesienia jest tradycja jogi i starożytne teksty , z których możemy dowiedzieć się czym jest joga. Chodzi o samookreślenie nauczycieli czy nauczają asan , czy jogi. Czy joga może się uzachodnić ? tak właśnie jest , ale nie można nazywać tego jogą , a jedynie praktyką asan. Proces jogi ma kilka poziomów , a uzachodnienie prowadzi do jego degradacji. Ma to też swoje dobre strony , bo joga zyskuje na popularności dzięki praktyce asan , ale nadszedł czas na samookreślenie , wietrzenie w środowisku nauczycielskim. Jeżeli nauczyciel nie osiągnął celu jogi i nie dąży do jego osiągnięcia , wtedy nie jest uczciwie twierdzić , że zajmuje się jogą , a jedynie np. praktyką asan.

    Odpowiedz
  6. Maciek Wielobób

    @Julia, jest tak jak Leszek mówi (Leszku, to nie mój tekst, to tekst Anety Furgalskiej!!!, choć podpisałbym się pod wieloma tezami). Moim zdaniem autorce chodzi o stwierdzenie, że same asany nie czynią jogi, a nie o tworzenie podziałów.
    Natomiast raz jeszcze (była już dyskusja w komentarzach pod którymś tu artykułem, w której udzielał się jeszcze Piotrek Marcinów) przypominam, że hatha joga tradycyjnie nie oznacza asan. Hatha joga to praktyka tantrycznej jogi postklasycznej, opisywana między innymi przez Hatha yoga pradipikę. Powiem więcej, zasadniczą praktyką wymienionej wyżej hatha jogi (hatha vidyi) jest pranajama, a nie asany. Nie przypisywano im zbyt dużej roli w transformacji energetycznej organizmu. Tę rolę przypisywano bandhom, mudrom i pranajamie. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Piotr Marcinów

      @Julia, tekst nie postuluje dzielenia nauczycieli na “nauczycieli jogi” i “nauczycieli asan” a jedynie zwraca uwagę na problem trywializacji jogi. Tradycyjnie jogi – jakiejkolwiek jogi – jest samorealizacja o czym część nauczycieli nie wie albo ignoruje.
      To o czym pisze Aneta nie jest przejawem westernizacji jogi w duchu Junga ale raczej trywializacji jogi. Poza tym umysł to umysł, nie jest tak, że my mamy inny umysł a ci w Azji czy Afryce inny. Co najwyżej są różnice kulturowe, które po prostu trzeba poznać. Nie jest to jakaś przepaść nie do ogarnięcia tym bardziej, że joga traktuje o kwestiach uniwersalnych.
      Kolejną sprawa i chyba najważniejsza jest taka, że aby ćwiczyć (hatha)jogę autentycznie, należy ją znać kontekst praktyki jogi. A z tym też jest krucho. http://www.joga-joga.pl/pl135/teksty1199/praktyka_jogi_a_kontekst_jogi_piotr_marcinow
      Na Koniec tylko powiem, że komentarz Leszka zawiera dużo racji.

      Odpowiedz
  7. Leszek

    Przepraszam Aneta , ale po wcześniejszym komentarzu Maćka , pozostałem pod wpływem dynamiki jego wypowiedzi , natomiast Twój tekst i jego zamysł trafia w czuły punkt i mogę tylko pogratulować.

    Odpowiedz
  8. inka

    Maciek:

    Nie próbuje dowieść że joga=asany, odpowiadałam na zawartą w artykule tezę, że praktyka asan jogą nie jest i że podejście że praktyka asan jest dobra „na wszystko”(a w tym przypadku ból dolnych pleców” jest nieprawdziwie.

    Pytanie NIE jest nie na miejscu. Wychodzę z założenia, że odpowiednia praktyka asan jest w stanie pomóc na każdą dolegliwość ciała a tym samym ducha.Wychodzę z założenia że nie ma czegoś takiego jak „przyczyna leży głębiej” – w momencie w którym wyleczysz ciało, umysł też będzie uzdrowiony – oczywiście można też odwrotnie.

    Traktuje jamy i nijamy jako zasady etyczne. Nie mam potrzeby PRAKTYKOWAĆ nie kradzenia np. – po prostu nie kradnę. PRAKTYKĘ jam i nijam, którą (chyba) Ty masz na myśli staram się realizować podczas mojej praktyki asan.

    „Wielu nauczycieli” którzy potwierdzają co piszesz nie sá dla mnie autorytetem a ja mogę wymienić takich, którzy mówią o praktyce jam i nijam właśnie w kontekście praktyki asan – ludzie którzy praktykują JOGĘ od lat..oczywiście metodą Iyengara..bo to Iyengar właśnie taki model praktyki wprowadził – o czym pewnie bardzo dobrze wiesz.

    Joga sutry czytałam, faktycznie pobieżnie ale nie czuję potrzeby studiowania i interpretowania ich tej chwili- tym bardziej że zostało to już zrobione wcześniej i znalazłam INTERPRETACJĘ która brzmi sensownie. Wystarczy że praktykuje JOGĘ poprzez praktykę asan. Mogę Ci zacytować jak Iyengar opisuje każdy z 8 stopni asthanga jogi w kontekście praktyki asan ale możesz sobie to sam przeczytać w Drzewie Jogi – cała druga część dokładnie opisuje każdy stopnień, łącznie z samadhi.

    Jeżeli Tobie „Asany pozwalają nam uwolnić trochę napięcia i wzmocnić ciało, przygotowując je na dalsze wyzwania.” to oczywiście nie ma w tym nic złego, nie ma też nic złego w tym że „stan umysłu generujemy przez praktykę jamy i nijamy, a utrwalamy w praktyce medytacji”. Możesz praktykować medytację siedząc bez ruchu i zagłębiając się w siebie albo pozbywając się wszystkiego „z siebie”.

    Ale są osoby które medytują inaczej, podczas ruchu i w każdej pozycji i asanie którą wykonują i to jest właśnie ich JOGA.

    Polecam nie występowanie w dyskusji w roli wszystko wiedzącego „nauczyciela”, tylko większe otwarcie na doświadczenie i poglądy odmienne od Twoich.

    Polecam też nie ocenianie praktyki JOGI(„etykietka handlowa”??) innych i nie sprawdzanie cudzych doświadczeń do „ćwiczeń rekreacyjnych”.

    I zgadzam się z Julią o tendencji do tworzenia sztucznych podziałów. Ale myślę że to tendencja uniwersalna, nie tylko polska. W UK jak najbardziej można się z nią spotkać.

    Odpowiedz
    • Piotr Marcinów

      Sama praktyka asan nie zastąpi ani pozostałych 7 części jogi klasycznej, ani nawet nie obejmuje swoim zakresem tego co proponuje hathajoga. Jeszcze nigdy nie słyszałem o kimkolwiek kto by osiągnął Wyzwolenie (pełną wewnętrzną wolność) przez samą praktykę asan. Nawet trudno mi to sobie wyobrazić, gdyż istotą jogi jest praca z umysłem i jego wzorcami.
      Twierdzenie, że “odpowiednia praktyka asan jest w stanie pomóc na każdą dolegliwość ciała a tym samym ducha” jest bardzo śmiałą tezą nie mająca żadnego pokrycia w praktyce. Asany nie są w stanie pomóc na wszystkie dolegliwości ciała więc ducha zostawmy w spokoju. Ale gdyby jednak tak było, to nasi lekarze powinni wprowadzić terapie leczenia asanami raka, zapalenia wyrostka robaczkowego, czy schizofrenii.
      Założenie, że w jodze (bo jak rozumiem o jodze dyskutujemy)”nie ma czegoś takiego jak „przyczyna leży głębiej”” jest kompletnie sprzeczne z jogą gdzie wszystkie istotne przyczyny leżą głębiej. Joga dąży do powstrzymania zjawisk świadomości, które są przyczyną zniewolenia. Joga dąży do usunięcia kosmicznej iluzji (maya) i odkrycia naszej pierwotnej natury – jedności brahmana z atmanem. Joga jest nauką pracy z umysłem i świadomością.
      Jamy i nijamy nie są zwykłymi zasadami etycznymi. W jodze są one potężnym narzędziem przemiany np. kiedy ktoś urzeczywistnił ahimsę, wokół niego cichną wszelkie konflikty.
      Nikt tutaj nie stawia się w roli “wszystko wiedzącego „nauczyciela””, raczej to co nas interesuje to pełna praktyką jogi w tradycyjnym kontekście.
      Na koniec jeszcze raz polecam mój artykuł na pt. “Praktyka jogi a kontekst jogi”. http://www.joga-joga.pl/pl135/teksty1199/praktyka_jogi_a_kontekst_jogi_piotr_marcinow

      Odpowiedz
      • inka

        Czyli Twoim zdaniem praktykując asany z uwagą i zaangażowaniem nie pracujemy z umysłem? Wzorce w umyśle są zwykle odzwierciedlane przez nie równowagę w ciele a stwierdzenie że odpowiednia praktyka może pomóc na każdą dolegliwość nie jest specjalnie śmiałe, POMÓC nie znaczy wyleczyć bo to nie zawsze jest możliwe, natomiast “nasi” lekarze wcale dużo lepszych wyników nie mają.
        .
        Raka wyleczyć nie potrafią, schizofrenii również – leczenie większości chorób psychicznych polega na próbie łagodzenia objawów poprzez podawanie odpowiednich leków. Na zasadzie prób i błędów a zanim dobierze się odpowiedni lek można człowieka nieźle hmm zmienić. Z wyrostkiem robaczkowym i całą chirurgią ciężko dyskutować, ale czasami coś wytną a później się okazuje że jednak było potrzebne i miało funkcję w organizmie np. :). “Nasi” lekarze mogliby próbować leczyć jogą – i niektórzy próbują, polecając jogę na depresję czy nerwicę np.

        Iyengar leczy asanami w Punie i z tego co wiem ma całkiem dobre wyniki.

        I ja nie mówię że joga nie jest pracą z umysłem i świadomością, napisałam tylko że można pracować z umysłem i świadomością POPRZEZ pracę z ciałem.

        Iyengar taki model dokładnie opisał i jednak nie wydaję mi się żeby się z niego wycofał, a już z pewnością nie “tylnymi drzwiami”.
        Najnowszej książki z 2009roku nie czytałam ale jestem pewna że gdyby zawierała jakieś nowe stwierdzenia wiedziałabym.(ale sprawdzę, dla pewności :))
        W 2008 wyszedł film “Enlighten up” w którym jest krótka rozmowa z Iyengarem i tam mówi że owszem asana jest przygotowaniem ale wszystko też się w tej praktyce zawiera – co jest zgodne z tym co napisał w Drzewie Jogi.

        Rozumiem że cała praktyka jogi metodą Iyengara jest niezgodna z tradycją jogi?

        Odpowiedz
  9. Maciek Wielobób

    Inka,
    Po raz już, z tego co pamiętam trzeci(teraz, raz na facebooku, raz na moim blogu), przypisujesz mi coś, czego nie mówię, próbujesz mnie umieścić w pewnej roli, w której ja wcale nie występuje. Przypisujesz mi występowanie z perspektywy wszechwiedzenia, czego nie robię. Czy prezentacja tradycji jogi jest wszechwiedzą, raczej moje odniesienie do tradycji wynika z pokory. Przypisujesz mi ocenianie cudzej praktyki, nie wiedzieć czemu, bo nie można odnaleźć ocen w mojej wypowiedzi. Przypisujesz mi pare innych tez, których nie powiedziałem.
    To, co piszę to odniesienie do tradycji jogi. Wg tradycji jogi jogi ośmioczłonowej nie możemy zawrzeć w praktyce asany. Znam “Drzewo jogi” Iyengara. Nie wiem czy wiesz, ale trochę tylnimi drzwiami B.K.S. Iyengar wycofał się z tezy o zawarciu każdego członu jogi w praktyce asan, najpierw zaczynając nauczać pranajamy, potem różnymi uwagami odnoszącymi się właśnie do praktyki jamy i nijamy w życiu codziennym oraz wskazówkami, że jednak warto by medytować. Ja nie mówię, że asany są złe. Można bardzo wiele uzyskać za pomocą asan, ale wg tradycji jogi nie zostanie to określone jako joga. Praktyka asan może być piękna, rozwijająca, ale samej li tylko praktyki asan nie można określić jogą i pozostać w zgodzie z tradycją jogi. W tradycji jogi punktem odniesienia jest jednak Patańdżali, Goraksha, Matsyendranatha, Svatmarama, a nie Iyengar.
    BTW – asteya nie oznacza tylko niekradzenia, oznacza nie branie tego, co nam się w danym momencie i w danej sytuacji nie należy. Powtarzam po raz kolejny jamy są praktykami, a nie dekalogiem. Nie sprowadzajmy jogi do religii, bo ten temat był już wielokrotnie dyskutowany.
    Tak czy inaczej – mnie nie zależy, żebyś miała takie samo zdanie jak ja, ani nawet, żeby Twoje poglądy zgadzały się ze tradycją jogi. Jedynym moim motywem było przekazanie tradycyjnego widzenia jogi, z którego wynikają tezy autorki, jak również do czego został stworzony ten portal.

    Odpowiedz
  10. Aneta Furgalska

    Witam wszystkich i przepraszam za opieszałość w odpowiedzi, dopiero wróciłam do cywilizacji.

    @ Agnieszka – cieszę się, że myślimy podobnie 😉

    @ Leszek – Leszku, ja się nie gniewam, Maciek czasem tak działa na ludzi 🙂 na szczęście w pozytywnym znaczeniu słowa. Artykuł powstał w wyniku mojego wewnętrznego poruszenia pewnymi kwestiami w środowisku. Byłby dużo ostrzejszy gdybym przelała go „na świeżo”, ale czas go trochę złagodził. Jednak, co bardzo mnie cieszy, wywołał reakcje, a o to chodziło. Dziękuję Ci za dobre słowo.

    @ Julia – artykuł nie jest o stopniowaniu nauczycieli, ale o konieczności wprowadzania własnych wewnętrznych przemian dla dobra ucznia, co za tym idzie dalej, artykuł – jak tytuł wskazuje – jest o odpowiedzialności. I to takiej pisanej dużą literą. Poddajesz w wątpliwość obecność nauczyciela, z drugiej strony za przykład podajesz Scaravelli i innych zapominając chyba przy tym, że zarówno oni, jak i ich nauczyciel, Iyengar swojej wiedzy o jodze z palca nie wyssali. Doświadczenia owszem były pewnie indywidualne, ale podstawą jest i tak nauczyciel.

    Odpowiedz
  11. Aneta Furgalska

    @ Inka – długo się zastanawiałam, jak odpisać na Twoje obszerne komentarze. Ogarnięcie i próba zrozumienia dyskusji, którą starasz się poprowadzić zajęła mi wczoraj dużo czasu 🙂 postanowiłam więc się z tym przespać i oto, do jakich wniosków własnych doszłam:
    Uderza we mnie nieodparte wrażenie, śledząc Twoją aktywność pisarską również na innych portalach/blogach związanych z jogą, że poszczególne artykuły rozumiesz bardzo pobieżnie lub wybiórczo. Moim zdaniem, masz tendencje do ciągnięcia jednego tematu, narzuconego przez siebie i jaka by nie była riposta w dyskusji, ciągle obracasz się w obrębie jednego wątku.
    Co gorsza, nie wiem czy jesteś świadoma, że często w swoich wypowiedziach (nie tylko w moim artykule) masz skłonność do ambisentencji. Jesteś za a nawet przeciw…?
    Umyślnie nie chce odnosić się tu do konkretnych Twoich wypowiedzi. Chociaż mogłabym, bo wprowadziłoby to na pewno nowy pogląd na pewne kwestie w moim mniemaniu. Chętnie podjęłabym rozmowę na temat mojego artykułu, ale patrząc na powyższe Twoje (zwłaszcza ostatnie) wpisy, obawiam się, że ZNOWU rozminiesz się zagadnieniem: co autor miał na myśli. Zastanawia mnie, w którym momencie wg Ciebie, Piotrek napisał, że praktyka asan rozmija się z pracą z umysłem? Kolejny raz dokonujesz mocno naciągniętej przez siebie nadinterpretacji słów przedmówcy…
    W moim odczuciu charakteryzuje Cie ogromna sztywność poglądów. Dlatego też nie chce podejmować dyskusji, bo chcąc próbować prowadzić konstruktywną dyskusje odwoływałabym się do tradycji jogi (bo w tym duchu starałam się napisać artykuł, mam nadzieje, że mi to wyszło). A obserwując takie próby w komentarzach Piotrka i Maćka, których poniekąd uważam, za autorytety w tej dziedzinie, moje starania, z racji niewystarczającej wiedzy okazałyby się bezsensowną gospodarką czasu. Praktyka ahimsy 🙂 taka prosta rzecz.
    Na koniec jeszcze kilka spostrzeżeń odnośnie Twoich wypowiedzi (a jednak!).
    1. Piszesz: „Wystarczy że praktykuje jogę poprzez praktykę asan” – nie ma znaku równości między praktyką jogi i praktyką asan. Ale to już parę osób próbowało Ci wytłumaczyć przy różnych okazjach, oczywiście w kontekście tradycji jogi, a nie własnych poglądów.
    2. Piszesz: „po tym jak ciało się rozluźni, pozbędziemy się też emocji w nim zakodowanych” – polecam lekturę Donalda VanHowtena: Ajurweda i świadomość ciała. Może będzie dla Ciebie bardziej przekonywujący, jeśli O ZGROZO nie sprostali Ci Patańdżali czy Krishnamacharya…
    3. Piszesz: „odpowiednia praktyka asan jest w stanie pomóc na każdą dolegliwość ciała a tym samym ducha” czyli, że ciało=duch/umysł ??? Jakże przykre, JA wolałabym jednak, żeby mój umysł był mniej ograniczony niż fizyczne ciało…
    4. I ostatnie: Piszesz – „każdorazowo zadziwia mnie kiedy z praktyki jamy i nijamy robi się jakiś wyczyn, świętą praktykę..przecież to są podstawowe zasady moralne i etyczne, które zdrowy człowiek stara się realizować zawsze, nawet nie świadomie..” – po pierwsze, patrząc z własnego doświadczenia, nie ma dla mnie większego hardcoru niż praktyka jama i nijama sadhana w życiu codziennym. Nie zastąpi tego żadna asana. Jakoby banalnie jama i nijama dla Ciebie nie brzmiały. Określenie, którego użyłaś „PODSTAWOWE” to gigantyczne spłycenie ich znaczenia, które dla mnie świadczy o nikłej jakości praktyki. Takie jest moje odczucie. Po drugie „stara się realizować zawsze, nawet nie świadomie” krótko – możesz żyć JAKOŚ, JA WOLE ZADBAĆ O ŻYCIA NAJWYŻSZĄ JAKOŚĆ – dlatego stawiam na praktykę jama i nijama.

    Myślę, że na tym warto zakończyć tę dyskusję. Mam obawy, że cokolwiek by się nie napisało, Twój komentarz i tak będzie krążył wokół znanego tematu, ubranego tylko w inne słowa. A na dodatek byłby dla mnie kolejnym dowodem, na rozminięcie się dyskusji ze znaczeniem treści artykułu.

    Niemniej bardzo dziękuję wszystkim za podzielenie się swoimi poglądami. Są dla mnie niezwykle cenne. Mam nadzieje, że moje słowa nikogo nie uraziły. Szczególnie dziękuje Ince, Twoje komentarze umacniają mnie w słuszności mojego wyboru (odejścia od Iyengara), który otworzył mi oczy na prawdziwe zrozumienie jogi.

    Życzę wszystkim miłego dnia i do poczytania w kolejnym artykule 🙂

    PS: Nim się ukaże, uprzedzam, że również i następny, podobnie jak ten i kilka innych, nie będzie jednak (ku rozczarowaniu innych) dotyczył Iyengara… Mimo to liczę, że ktoś będzie chciał jeszcze w temacie podyskutować 😉

    Odpowiedz
    • Bartosz

      Aneta, punkt 3 z Twego posta. – Joga, jakby nie było, zajmuje się powiązaniami między ciałem, umysłem, świadomością i duchem.

      Uważam, że w tym co pisze Inka jest sporo racji. Nigdzie nie pisała, że ciało=umysł (to teraz Ty starasz się sugerować, czy zakładać odgórnie co autor miał na myśli), choć i ciało wpływa na umysł i odwrotnie. Poza tym… jedność ciała/umysłu/ducha, tak, to byłoby coś 🙂

      Jeśli zaś chodzi o Twój artykuł, to przeczytałem go z zainteresowaniem.

      Odpowiedz
      • Aneta Furgalska

        Bartoszu, ja nie sugeruje ani nie zakładam odgórnie. Wyraźnie Inka napisała „odpowiednia praktyka asan jest w stanie pomóc na każdą dolegliwość ciała a tym samym ducha” . Dla mnie zostało to jednoznacznie przyrównane – dolegliwości ciała a TYM SAMYM DUCHA.
        Poza tym dziękuję za miłe słowa 🙂

        Odpowiedz
    • inka

      Aneta, nie chcesz ze mną dystkutować to nie będziemy. Wydawało mi się, że po to jest opcja komentowania żeby pisać zarówno uwagi pochlebne jak i wyrażać wątpliwości ale skoro uważasz, że moje rozumienie jest pobieżne i wybiórcze i nie potrafie pojąć co napisałaś to ok.

      Przyznam że Twój komentarz na temat mojej osoby odebrałam dosyć niefajnie. Wydawało mi się, że powinno się dystkutować o tym co dana osoba pisze a nie o tym jaka jest. Nie znam Cię i daleko mi do oceniania Twojej praktyki czy stwierdzeń na temat sztywności Twoich poglądów natomiast Ty wyrobiłaś sobie opinię na podstawie kilku moich komentarzy (było ich w sumie może 7 czy 8).
      Twoje prawo oczywiście…
      Z ciekawością zgooglowałam pojęcie „ambisentencja” – cóż mogę napisać…trudne słowo 😉 i…mam nadzieje, że nie chodziło Ci o dezintegracje psychiczną i schizofrenie…
      Mogłabym się teraz kłócić o to gdzie zaczyna się umysł, a kończy ciało czy w którym miejscu rozdzielasz umysł od ducha ale daje spokój i sobie i Tobie..
      Nie mogę tylko sie oprzeć i co do punktu 2.
      Nie prowadziłam tu dyskusji ani z Patańdżalim ani z Krishnamacharya…wiem, że szanujesz Maćka ale jego interpretacja jogasutr ciągle pozostaje jedną z interpretacji – są inne.

      Odpowiedz
      • Leszek

        @Inka z ocenami i ich odbiorem bądźmy ostrożni. Nie mam siły analizować co kto powiedział , ale ocena powinna dotyczyć zawsze tego co zostało powiedziane , nie zaś osoby.
        Powinno tak być i chyba jest , że każdy Twój wpis będzie odbierany jako nowy obraz. Nikomu nie zależy na malowaniu obrazu Inki i przechowywaniu go w pamięci, w formie opinii.
        Każda wypowiedź odzwierciedla prawdę , lub nieprawdę , a ścieramy się , aby pomóc sobie , w określeniu jaka jest reakcja.
        W odniesieniu do meritum dyskusji napiszę , że odpowiedzialność nauczyciela w pracy z asanami jest znacząco mniejsza , niż w pracy z umysłem.
        W pracy z umysłem nauczyciel musi mieć doświadczenie , praktykę własną i przekaz nauczania , bo może ucznia wprowadzić w pomieszanie , kiedy balansuje na krawędzi, a tak niekiedy jest i musi być.
        Miałem okazję spotykać się przez pewien czas z mistrzem ZEN , bardzo krótkie spotkania , coś w rodzaju wymiany ciosów.
        Bach , bach i odwrót . Taki mistrz nigdy nie kłamie , wszystko co mówi jest prawdą i jest naprawdę wkurzający. Przerobiłem jeden koan i wiem jak to działa.

        Wszystko co tutaj jest powiedziane jest interesujące , a dyskusje są świetne.

        Joga BKS Iyengara jest najbardziej popularnym systemem jogi na świecie , właśnie dlatego można powiedzieć , że działa .
        Nie ma zbyt wielu dobrych nauczycieli pracy z umysłem i gdyby ograniczać rozprzestrzenianie się jogi z tego powodu , świat byłby w innym miejscu .

        Pozdrawiam

        Odpowiedz
  12. Mag

    Aneta – artykuł bardzo inspirujący do przemyśleń. Dobra robota!

    Z dyskusji odnoszę wrażenie, że każda szczytna idea (joga), która daje narzędzia (asany) może być wypaczona przez wprowadzenie konieczności (moja racja jest najmojsza:).

    Zafiksowanie się na ciele może doprowadzić do punktu, w którym nie pójdziemy dalej bo jego ograniczenia na to nie pozwolą. Przykładowo: praktykuję od paru lat. Wczoraj miałam wypadek, który sprawił, że przez kolejne tygodnie o asanach mogę tylko powspominać… zatem co mi pozostaje?

    Praca z umysłem bez gruntownego zakorzenienia (świadomości ciała)generuje ludzi, którzy “odlatują”.

    Każdy krocząc swoją ścieżką szuka równowagi. Trudno ją osiągnąć gdy z jogi wybiera się tylko jeden jej aspekt.

    Odpowiedz
    • Aneta Furgalska

      Mag – Dzięki 🙂
      Moja sytuacja była kilka miesięcy temu identyczna, też miałam wypadek i też na spory okres musiałam odpuscić praktykę asan. Jednak myślę, że przez ten okres nie udało mi się “odlecieć” mimo intensywnej pracy z umysłem 😉 także chyba nie jest tak tragicznie ze mną (oby ;P ). Pozdrawiam

      Odpowiedz

Trackbacks/Pingbacks

  1. Siostro, tlen proszę! Joga jako terapia - o potrzebie ciągłego kształcenia nauczyciela jogi. Aneta Furgalska - [...] Zmierzyć się ze sobą nie jest rzeczą prostą. Umysł bywa na tyle giętki i frywolny, że bez kontroli potrafi…

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *