Wybierz Strona

Ekobutelka. Magdalena Karciarz

Ekobutelka. Magdalena Karciarz

Kto by przypuszczał, że do napisania tych paru zdań natchnie mnie ten oto przedmiot:

mop ekologiczny
który po wyciągnięciu z opakowania prezentował się następująco:

mop ekologiczny

Mop jaki jest, każdy widzi. Do czego służy, większość też wie. Jednak mnie w zachwyt wprowadził jego ekologiczny aspekt. Próbowałam się go doszukać w opisie – niestety brak. Producent nie wysilił się na opis składu materiałów. Pewnie stwierdził, że jeśli sięgasz po ekologicznego mopa, to wiesz, z czego jest wyprodukowany. W badaniu palpacyjnym również nie stwierdziłam nietypowych materiałów. Mój początkowy zachwyt przerodził się w wewnętrzną niezgodę na nabijanie w ekobutelkę . I o tym słów parę.

Obserwując medialną wojnę o uwagę odbiorcy nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Po szalonych krowach mieliśmy ptasią grypę, H5N1, dostało się też świniom (a co!). Do tego dołożyli trujące ogórki. Ale tego było za mało. Trzeba było uderzyć w istotę sprawy… w sam zarodek. Tym samym hodowla zastraszonych konsumentów ma się dobrze. Kiełkują rzesze zdezorientowanych klientów, co pozwala na rozwój sektora handlu, którzy żywi się naszą obawą i niewiedzą. Warto się przyjrzeć temu bliżej. Dlaczego?

Rozpoczynając praktykę asan kieruje nas ku temu najczęściej troska o własne zdrowie fizyczne, jak i psychiczne. Chcemy być zdrowsi, spokojniejsi, szczęśliwsi. Szukamy rozwiązań najlepszych, które podpowiadają nam media, znajomi czy nasza intuicja. Coś nas pcha ku innemu niż dotychczas trybowi życia. Uczęszczając na zajęcia, kursy czy warsztaty dowiadujemy się o różnych formach pracy z ciałem, umysłem. Asany są najczęściej zaproszeniem do popatrzenia na siebie – swoje możliwości oraz ograniczenia. Jednak to dopiero początek. Regularne wykonywanie asan pokazuje, że zdrowia nie zapewni nawet najpiękniej wyglądająca trikonasana. Tu trzeba odrobinę więcej wysiłku. Przyjrzeć się temu, jak żyjemy. Zajrzeć do terminarza, pod kołdrę i do garnka. Nie namawiam tu nikogo do wynurzeń na forum (aczkolwiek byłoby to ciekawe), lecz do własnych przemyśleń. Wróćmy jednak do naszej praktyki. Tu przysłowie w zdrowym ciele zdrowy duch z przytupem wpisuje się w kontekst. Ciało coraz sprawniejsze, już łatwiej nam się zgiąć, skręcić, wstawać. Plecy nie bolą, chętniej się prostujemy. Czegoś nam jednak jeszcze brakuje i do asan dodajemy najczęściej zdrowe odżywianie. Na czym owo zdrowe właściwie polega? Podsłuchujemy rad o ograniczeniu białej mąki, słodyczy, nabiału, alkoholu, mięsa… z przerażeniem myślimy: co teraz jeść? Tego nie wolno. Tamto szkodzi. W poprzednim artykule Wiosenne porządki znalazło się do tego wątku wprowadzenie:

Czym jest dobrze pojęte zdrowie, jak nie rodzajem zgody na to, byśmy żyli wolni od trosk w harmonii z naszym ciałem – zapytuje Bruckner. Dziś jednak żąda się opierania się ze wszystkich sił śmiertelności. Leczenie bierze we władanie wszystko, co należało kiedyś do sztuki dobrego życia. Np. żywości nie dzielimy na dobrą i złą, tylko zdrową i niezdrową. Jemy odpowiednio zamiast smacznie, w starannie odmierzonych odstępach czasu… stół jadalny upodobnił się do aptecznej lady, gdzie odważamy tłuszcze i kalorie, świadomie przeżuwamy żywność, która jest jak lekarstwo. Gdzie zatem miejsce na smakowanie, zmysłowość, przyjemność płynącą z posiłków?

Sama padłam ofiarą swoich wyobrażeń o odpowiednim odżywianiu, eko-produktach, które mają mi zapewnić zdrowie, wprowadzając tym samym najbliższych we frustrację. Przykładowo: w zimie kupowałam marchew, pietruszkę, seler czy ziemniaki z przekonaniem, że te warzywa przecież zimują u nas, więc nie trzeba ich sprowadzać. Jednak przy okazji rozmowy o rzodkiewkach, które kuszą na wiosnę kolorem, ale niepokoją regularnym kształtem, zapytałam o pochodzenie tych warzyw. Pan z warzywniaka obudził mnie ze snu zimowego: marchewka i pietruszka to z Włoch, ziemniaki to z Grecji, a cebula ze Stanów. Skąd on przywozi warzywa? Z placu handlowego? Skąd one tam trafiają? Z upraw przemysłowych, importu. Nie potrafił mi podać nawet nazwy producenta! Zdumiona wróciłam do domu, myśląc o tym, czy to ja zwariowałam, czy świat?

Czy przy przyrządzaniu zupy tak istotne jest, skąd warzywa pochodzą? Ano tak. Bo co nam po tym, że mięsa nie jemy, kiedy zawartość chemii w marchewce jest większa niż w kotlecie? Co z tego, że nie sięgamy po słodycze, gdy przekąską staje się owoc sztucznie dojrzewający w magazynie? I co nam po smacznej jajecznicy, jeśli do niej gratis dostajemy polepszacze, zwiększające ilość witamin w jajku?

Powiało grozą. Teraz to już tylko powietrze nam zostało. Tylko jak tu przeżyć w takiej Warszawie, Wrocławiu czy Łodzi?

Alternatywą wydają się ekologiczne, organiczne czy bio-produkty. Sięgamy po nie jako alternatywę dla wysokoprzetworzonej i polepszanej żywości. I dobrze. Tylko, przywołując przykład z początku artykułu, czy na pewno musimy płacić więcej za tego typu artykuły? Czasami okazuje się, że eko-oznaczenie uspakaja nasz umysł. Rzekłabym nawet – usypia. Bo co ekologicznego jest w eko-gąbce z mikrofibry czy eko-kuli do prania? Że używa się mniej płynu, proszku? To jest argument. Jednak mniej płynu czy proszku możemy używać niezależnie od tego, czy gąbka ma przedrostek eko. Jeśli uświadomimy sobie, że chemia używana do sprzątania domu nie znika magicznie w rurach, tylko trafia do oczyszczalni, która ją w jakimś stopniu utylizuje, a w jakimś przenika do rzek, które z kolei odżywiają gleby, na których rosną bio-uprawy, też pomyślimy dwa razy, gdy bezwiednie wlejemy kolejną porcję super żrącej chemii do rur. Ot. Koło się zamyka i wracamy do naszych zdrowych warzyw.

Nie każdego stać na kupowanie żywności czy produktów z certyfikatami (ich wykaz znajdziesz m.in. na stronach Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji). Co możemy zatem zrobić?

Jeśli praktykujesz asany, to wiesz, że praca z ciałem wpływa na stan umysłu. Jeśli twoja praktyka sięga głębiej, docierasz do uważności, która pokazuje szerszy kontakt z otoczeniem. Gdy przyjmujesz jogę jako Twój sposób na życie, wiesz, że zasada niekrzywdzenia ahimsa rozpoczyna Twoją wędrówkę przez codzienność (o podstawie ośmiostopniowej ścieżki jogi pisał Maciek Wielobób). Zdrowy tryb odżywiania nie będzie zatem obwarowany zakazami, certyfikatami czy modami. Będzie zgodny z tym, czego Ty potrzebujesz i z jakich zasobów możesz korzystać. Jak powtarza mój nauczyciel, nie ma zestawu na ból głowy, są asany, które mogą pomóc go uśmierzyć, ale praca z czynnikami, które go powodują, jest pracą indywidualną. Nie ma też jednej słusznej diety, sposobu na problemy z trawieniem, przepisów na zdrowe jedzenie. Wszystko zależy od czasu, miejsca i osoby. Popadanie w myślenie jem słodycze, czyli robię źle na pewno szkodzi. Bardziej niż cukier. Cukier przecież spali się podczas aktywnej praktyki asan. Ganienie siebie prowadzi do wewnętrznej frustracji i odsuwania prawdziwej przyczyny sięgania po jedzenie, które nam rzeczywiście nie służy.

Cudowne środki zabijające wszystkie zarazki…. zabijają też mikroflorę, która pozwala na zachowanie ekosystemu w równowadze. Super diety zwalniają nas od obserwacji tego, co daje ciału siłę i energię. Ekologiczny mop daje wrażenie, że dbam o planetę. Gdzie podziały się zatem uważność, świadomość i brak mechaniczności, które wprowadzamy w naszą codzienność poprzez praktykę jogi? Czy to, czemu tak intensywnie poświęcasz czas na macie, pozwala Ci, w codziennych sprawach, być konsumentem, który nie daje się nabić w ekobutelkę?

Co możesz zrobić już dziś?

– przyjrzyj się swoim nawykom związanym z konsumpcją produktów,

– wybieraj produkty lokalne. Czy śmietanę trzeba wozić z Warszawy do Zakopanego, a masło ze Szwecji do Wrocławia?

– pytaj sprzedawców, skąd biorą produkty (warzywa, nabiał itp.). Dociekaj konkretów!

– nie przepłacaj. Napis eko, bio, organic nie są jednoznaczne z wysoką ceną i jakością produktu. Czytaj etykiety i zgłaszaj produkty, które wprowadzają w błąd PIH, Federacja Konsumentów,

– kupuj tyle, ile potrzebujesz. Promocje są atrakcyjne, jeśli możesz spożytkować taką ilość produktów. Co Ci po gratisach, które leżą bezużytecznie w szafie czy lądują w koszu?

– segreguj odpady. To naprawdę łatwe. Rozejrzyj się, może komuś przyda się makulatura? Butelki?

– jedz to, co daje Ci energię i siłę. Obserwuj swoje ciało – ono podpowie Ci, co mu służy. Lekkość , ciepło, błogość po posiłku to cudowny stan, który nijak ma się do ociężałości, natarczywego myślenia o jedzeniu, uczucia ścisku w brzuchu.

Drobne rozwiązania, które wpływają na poprawę jakości życia, mają wpływ nie tylko na Ciebie, ale również na Twoje otoczenie. Jak mawia mój przyjaciel: miedzy jakoś a jakość jest zasadnicza różnica! I warto o nią zadbać już teraz.

 

Magdalena Karciarz

 

Zobacz, gdy czas pozwoli:

– porady Bądź ekologiczny, Eko-sztuczki, Ekodom,

– ciekawostki w Bambus w szynce,Parchatych nikt nie kupi, Jesteśmy chemiczni,

– dla dzieci Picie coli to obciach, Książeczki o ekologii

~~

 

Magdalena Karciarz

Magdalena Karciarz jest nauczycielką jogi we Wrocławiu. Przez ostatnie lata związana z Centrum Jogi Agnieszki Oleksyn we Wrocławiu, gdzie prowadziła zajęcia. Obecnie odkrywa jogę na nowo pod okiem Maćka Wieloboba na kursie nauczycielskim vinyasa krama jogi. Ukończyła podyplomowe studia Techniki relaksacyjne na wrocławskim AWF-ie. Zawodowo nauczyciel akademicki DSW, bibliotekarz, doktorantka UWr. Prowadzi kameralne zajęcia jogi we Wrocławiu.
Strona www Magdy: http://jogosfera.pl/

Ekobuletka.

Kto by przypuszczał, że do napisania tych paru zdań natchnie mnie ten oto przedmiot:

który po wyciągnięciu z opakowania prezentował się następująco:

Mop jaki jest każdy widzi. Do czego służy większość też wie. Jednak mnie w zachwyt wprowadził jego ekologiczny aspekt. Próbowałam się go doszukać w opisie – niestety brak. Producent nie wysilił się na opis składu materiałów. Pewnie stwierdził, że jeśli sięgasz po ekologicznego mopa to wiesz z czego jest produkowany. W badaniu palpacyjnym również nie stwierdziłam nietypowych materiałów. Mój początkowy zachwyt przerodził się w wewnętrzną niezgodę na nabijanie w ekobutelkę . I o tym słów parę.

Obserwując medialną wojnę o uwagę odbiorcy nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Po szalonych krowach mieliśmy ptasią grypę, H5N1, dostało się też świnią (a co!). Do tego dołożyli trujące ogórki. Ale tego było za mało. Trzeba było uderzyć w istotę sprawy… w sam zarodek. Tym samych hodowla zastraszonych konsumentów ma się dobrze. Kiełkują rzesze zdezorientowanych klientów, co pozwala na rozwój sektora handlu, którzy pożywia się naszą obawą i niewiedzą. Warto się przyjrzeć temu bliżej. Dlaczego?

Rozpoczynając praktykę asan kieruje nas ku temu najczęściej troska o własne zdrowie fizyczne jak i psychiczne. Chcemy być zdrowsi, spokojniejsi, szczęśliwsi. Szukamy rozwiązań najlepszych, które podpowiadają nam media , znajomi czy nasza intuicja. Coś nas pcha ku innemu niż dotychczas trybu życia. Uczęszczając na zajęcia, kursy czy warsztaty dowiadujemy się o różnych formach pracy z ciałem, umysłem. Asany są najczęściej zaproszeniem do popatrzenia na siebie – swoje możliwości oraz ograniczenia. Jednak to dopiero początek. Regularne wykonywanie asan pokazuje, że zdrowia nie zapewni nawet najpiękniej wyglądająca trikonasana. Tu trzeba odrobinę więcej wysiłku. Przyjrzeć się temu jak żyjemy. Zaglądnąć do terminarza, pod kołdrę i do garnka. Nie namawiam tu nikogo do wynaturzeń na forum (aczkolwiek byłoby to ciekawe) lecz do własnych przemyśleń. Wróćmy jednak do naszej praktyki. Tu przysłowie w zdrowym ciele zdrowy duch z przytupem wpisuje się w kontekst. Ciało coraz sprawniejsze, już łatwiej nam się zgiąć, skręcić, wstawać. Plecy nie bolą, chętniej się prostujemy. Czegoś nam jednak jeszcze brakuje i do asan dodajemy najczęściej zdrowe odżywianie. Na czym owo zdrowe właściwie polega? Podsłuchujemy rad o ograniczeniu białej mąki, słodyczy, nabiału, alkoholu, mięsa… z przerażeniem myślimy: co teraz jeść? Tego nie wolno. Tamto szkodzi. W poprzednim artykule Wiosenne porządki [podlinkować] znalazło się do tego wątku wprowadzenie:

Czym jest dobrze pojęte zdrowie, jak nie rodzajem zgody na to, byśmy żyli wolni od trosk w harmonii z naszym ciałem – zapytuje Bruckner. Dziś jednak żąda się opierania się ze wszystkich sił śmiertelności. Leczenie bierze we władanie wszystko, co należało kiedyś do sztuki dobrego życia. Np. żywości nie dzielimy na dobrą i złą, tylko zdrową i niezdrową. Jemy odpowiednio zamiast smacznie, w starannie odmierzonych odstępach czasu… stół jadalny upodobnił się do aptecznej lady, gdzie odważamy tłuszcze i kalorie, świadomie przeżuwam żywność, która jest jak lekarstwo. Gdzie zatem miejsce na smakowanie, zmysłowość, przyjemność płynącą z posiłków?

Sama padłam ofiarą swoich wyobrażeń o odpowiednim odżywianiu, eko-produktach, które mają mi zapewnić zdrowie wprowadzając tym samym najbliższych we frustrację. Przykładowo: w zimie kupowałam marchew, pietruszkę, seler czy ziemniaki z przekonaniem, że te warzywa przecież zimują u nas więc nie trzeba ich sprowadzać. Jednak przy okazji rozmowy o rzodkiewkach, które kusza na wiosnę kolorem ale niepokoją regularnym kształtem, zapytałam o pochodzenie tych warzyw. Pan z warzywniaka obudził mnie ze snu zimowego: marchewka i pietruszka to z Włoch, ziemniaki to z Grecji a cebula ze Stanów. Skąd on przywozi warzywa? Z placu handlowego? Skąd one tam trafiają? Z upraw przemysłowych, importu. Nie potrafił mi podać nawet nazwy producenta! Zdumiona wróciłam do domu myśląc o tym czy to ja zwariowałam czy świat?

Czy gotując zupę tak istotne jest skąd warzywa pochodzą? Ano tak. Bo co nam po tym, że mięsa nie jemy kiedy zawartość chemii w marchewce jest większa niż w kotlecie? Co z tego, że nie sięgamy po słodycze gdy przekąską staje się owoc sztucznie dojrzewający w magazynie? I co nam po smacznej jajecznicy jeśli do niej gratis dostajemy polepszacze zwiększające ilość witamin w jajku?

Powiało grozą. Teraz to już tylko powietrze nam zostało. Tylko jak tu przeżyć w takiej Warszawie, Wrocławiu czy Łodzi?

Alternatywą wydają się ekologiczne, organiczne czy bio-produkty. Sięgamy po nie jako dostępną opcję wysokoprzetworzonej i polepszanej żywości . I dobrze. Tylko, przywołując przykład z początku artykuły, czy na pewno musimy płacić więcej za tego typu artykuły? Czasami okazuje się, że eko-oznaczenie uspakaja nasz umysł. Rzekłabym nawet usypia. Bo co ekologicznego jest w eko-gąbce z mikrofibry, czy eko-kuli do prania? Że używa się mniej płynu, proszku? To jest argument. Jednak mniej płynu czy proszku możemy używać niezależnie od tego czy gąbka ma przedrostek eko. Jeśli uświadomimy sobie, że chemia używana do sprzątania domu nie znika magicznie w rurach tylko trafia do oczyszczalni, która ją w jakimś stopniu utylizuje, a w jakimś przenika do rzek, która odżywiają gleby, na których rosną bio-uprawy tez pomyślimy dwa razy gdy bezwiednie wlejemy kolejną porcję super żrącej chemii do rur. Ot. Koło się zamyka i wracamy do naszych zdrowych warzyw.

Nie każdego stać na kupowanie żywności czy produktów z certyfikatami (ich wykaz znajdziesz m.in. na stronach Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji [http://www.pcbc.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=424&Itemid=4], AgroBioTest [http://www.agrobiotest.pl/strona/index.php?page=wykaz] czy portalu ekologia.pl [http://znaki.ekologia.pl/]). Co możemy zatem zrobić?

Jeśli praktykujesz asany to wiesz, że praca z ciałem wpływa na stan umysłu. Jeśli twoja praktyka sięga głębiej docierasz do uważności, która pokazuje szerszy kontakt z otoczeniem. Gdy przyjmujesz jogę jako Twój sposób na świat wiesz, że zasada niekrzywdzenia ahimsa rozpoczyna Twoją wędrówkę przez codzienność (o podstawie ośmiostopniowej ścieżki jogi pisał Maciek Wielobób [http://www.joga-joga.pl/pl135/teksty741/jamy_i_nijamy_w_terapii_joga_maciej_wielobob]). Zdrowy tryb odżywianie nie będzie zatem obwarowany zakazami, certyfikatami czy modami. Będzie zgodny z tym co Ty potrzebujesz i z jakich zasobów możesz korzystać. Jak powtarza mój nauczyciel nie ma zestawu na ból głowy, są asany, które mogą pomóc go uśmierzyć ale praca z czynnikami, które go powodują jest pracą indywidualną. Nie ma też jednej słusznej diety, sposobu na problemy z trawieniem, przepisów na zdrowe jedzenie. Wszystko zależy do czasu, miejsca i osoby. Popadanie w myślenie jem słodycze czyli robię źle na pewno szkodzi. Bardziej niż cukier, szkodzi jednak myślenie, że robimy coś źle. Cukier przecież spali się podczas aktywnej praktyki asan. Ganienie siebie prowadzi do wewnętrznej frustracji i odsuwania prawdziwej przyczyny sięgania po jedzenie, które nam rzeczywiście nie służy.

Cudowne środki zabijające wszystkie zarazki…. zabijają też mikroflorę, która pozwala na zachowanie ekosystemu w równowadze. Super diety zwalniają nas od obserwacji co daje ciału siłę i energię. Ekologiczny mop daje wrażenie, że dbam o planetę. Gdzie podziały się zatem uważność, świadomość i brak mechaniczności, które wprowadzamy w naszą codzienność poprzez praktykę jogi? Czy to czemu tak intensywnie poświęcasz czas na macie pozwala Ci, w codziennych sprawach, być konsumentem, który nie dają się nabierać w ekobutelkę?

Co możesz zrobić już dziś?

– przyjrzyj się swoim nawykom związanych z konsumpcją produktów,

– wybieraj produkty lokalne. Czy śmietanę trzeba wozić z Warszawy do Zakopanego a masło ze Szwecji do Wrocławia?

– pytaj sprzedawców skąd biorą produkty (warzywa, nabiał itp.). Dociekaj konkretów!

– nie przepłacaj. Napis eko, bio, organic nie są jednoznaczne z wysoką ceną i jakością produktu. Czytaj etykiety i zgłaszaj produkty, które wprowadzają w błąd (PIH [http://4all.nazwa.pl/konsument/pih.htm], Federacja Konsumentów [http://www.federacja-konsumentow.org.pl/]),

– kupuj tyle ile potrzebujesz. Promocje są atrakcyjne jeśli możesz spożytkować taką ilość produktów. Co Ci po gratisach, które leżą bezużytecznie w szafie czy lądują w koszu?

– segreguj odpady. To naprawdę łatwe. Rozejrzyj się, może komuś przyda się makulatura? Butelki?

– jedz to co daje Ci energię i siłę. Obserwuj swoje ciało – ono podpowie Ci co mu służy. Lekkość , ciepło, błogość po posiłku to cudowny stan, który nijak ma się do ociężałości, natarczywego myślenia o jedzeniu, uczucia ścisku w brzuchu.

Drobne rozwiązania, które wpływają na poprawę jakości życia mają wpływ nie tylko na Ciebie ale również Twoje otoczenie. Jak mawia mój przyjaciel: miedzy jakoś a jakość jest zasadnicza różnica! I warto o nią zadbać już teraz.

Magdalena Karciarz

Zobacz, gdy czas pozwoli:

– porady Bądź ekologiczny [http://wyborcza.pl/eko/1,114812,9625091,Badz_ekologiczny_,,ga.html], EkoQuchnia [http://www.ekoquchnia.pl/?page_id=12], Eko-sztuczki [http://www.um.warszawa.pl/aktualnosci/eko-sztuczki-zeby-chipsy-o-smaku-wiosennym-nie-zastapily-ziemniakow-z-koperkiem] , Ekodom [http://styl-zycia.ekologia.pl/ekologiczny-dom/],

– ciekawostki w Bambus w szynce [http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html?as=1&startsz=x], Parchatych nikt nie kupi [http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96857,9797959,Parchatych_nikt_nie_kupi.html], Jesteśmy chemiczni [http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53661,9400191,Jestesmy_chemiczni.html],

– dla dzieci Picie coli to obciach [http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,9716046,Picie_coli_to_obciach.html], Książeczki o ekologii [http://dziecisawazne.pl/ksiazeczki-o-ekologii-dla-dzieci-i-rodzicow/]

O autorze

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *