Wybierz Strona

Zdemitologizować jogę – rozmawiają Piotr Marcinów i Maciej Wielobób. Część pierwsza: Czym jest joga?

Zdemitologizować jogę – rozmawiają Piotr Marcinów i Maciej Wielobób. Część pierwsza: Czym jest joga?

Na gruncie jogi narosło wiele mitów i niedomówień. Ze względu na to, że nie są przez nikogo wyjaśniane, a sama tradycja pozostaje nieuporządkowana, mity te są wciąż powtarzane. Dlatego też zdecydowaliśmy się na serię rozmów o jodze, w których będziemy przyglądali się różnym aspektom przebogatej tradycji mistycznej Indii.

PIOTR MARCINÓW

Czym jest joga?

Piotr Marcinów - nauczyciel jogiNa początku odpowiedź na pytanie, czym jest joga, wydaje się w miarę oczywista. Joga to indyjska dyscyplina, której celem jest urzeczywistnienie naszego potencjału. Ten potencjał w zależności od rodzaju jogi bywa różnie pojmowany. Dla Patańdźalego jest on osiągnięciem kaiwajli (stan nieutożsamiania się z przemijającą naturą); dla Buddy będzie to nirwana (uwolnienie się od pożądania, nienawiści i iluzji); dla mędrców upaniszadów i Śankaraczarji będzie to osiągnięcie jedności z Brahmanem; dla osoby podążającej ścieżką bhakti będzie to osiągnięcie miłującej relacji ze swoim bóstwem.

Już tak pobieżne wyliczenie celów jogi uzmysławia nam ostateczny wymiar tej aktywności, przebija przez nie z jednej strony chęć uwolnienia się od tłamszących nas ograniczeń, a z drugiej – pragnienie przejawienia doskonałości. Po osiągnięciu jogi już nic innego nie pozostaje do osiągnięcia. Joga dzieli ten absolutny wymiar wspólnie z tym, co na Zachodzie uchodzi za religię i filozofię. Zarówno religia, jak i filozofia na swój sposób starają się zgłębić tajemnice (celu) naszego istnienia. Nie powinno nas zatem dziwić, że niektóre nurty jogi są bardzo podobne zarówno do religii – np. bhakti-joga – jak i do filozofii – np. dźniana-joga. Niemniej to, co jest charakterystyczne dla jogi, to jej szczególnie praktyczny, wręcz eksperymentalny charakter, gdzie osobiste doświadczenie adepta jogi jest czynnikiem transformującym oraz wskazującym na jego postęp. Ten praktyczny charakter zakłada wiarę w pozytywny rozwój człowieka, jego wartość i moc.

Kiedy porównamy to, co napisałem powyżej, z tym, co dzieje się w większości szkół jogi na Zachodzie, nieodmiennie czeka nas dysonans poznawczy, poczucie, że joga Patańdźalego czy joga Bhagawadgity oprócz nazwy ma niewiele wspólnego z praktyką jogi na Zachodzie.

Czym jest ta nowa forma jogi?

W świecie zachodnim od początku XX wieku mamy do czynienia z gwałtownie rosnącą popularnością praktyki jogi, na którą składają się głównie ćwiczenia fizyczne (asana) i rzadziej ćwiczenia oddechowe (pranajama). W tej formie jogi kładzie się duży nacisk na aspekt zdrowotny ćwiczeń, a sama praktyka często przyjmuje postać rekreacji ruchowej. Popularnie, aczkolwiek błędnie, tę formę jogi często nazywa się hatha-jogą. Dla odróżnienia od jej bardziej klasycznych i starszych form dalej będą ją nazywał „jogą współczesną”.

Jej powstanie i rozwój opisuje Mark Singelton w swojej książce Yoga Body. Uwzględniając niezależną historię oraz zasadnicze różnice w funkcjonowaniu jogi klasycznej i współczesnej jogi, proponuje on, aby traktować je jako niezależnie fenomeny. Słowa „joga” w kontekście nauk Patańdźalego i w kontekście praktyk wg metody Iyengara to nie synonimy, odnoszące się do wspólnego zakresu pojęciowego, sugerujące podobieństwo teorii, praktyk i celów, ale raczej homonimy, słowa podobnie brzmiące, ale mające inną treść i znaczenie.

Nie oznacza to jednak, że obydwie formy jogi nie mają ze sobą nic wspólnego. Tym, co je łączy, jest „dialektyczna homologia”, dzięki której struktura i podobieństwo są częściowo zachowane (np. osiem części jogi), natomiast teoria i praktyka, a szczególnie całościowa orientacja systemu, jest skierowana na zupełnie inny cel. Dzięki badaniom Singeltona mamy dobrze ugruntowane historycznie wyjaśnienia kształtu współczesnej praktyki jogi i nie ma potrzeby szukać jej źródeł w tradycji, która ze współczesną jogą dzieli niewiele więcej niż nazwę.

Pomimo tego, że dla wielu współczesnych propagatorów jogi odkrycia Singeltona są trudne do zaakceptowania, gdyż odejmują kilka tysięcy lat z historii współczesnych form jogi oraz obalają kilka mitów z nią związanych, tym niemniej uważam je za ważne z dwóch podstawowych powodów.

Po pierwsze, mocno porządkują i tak skomplikowany obraz historii i rozwoju jogi. Dzięki temu przestałem się dziwić, dlaczego np. asztanga winjasa joga czy joga wg Iyengara nie uczą medytacji, która jest główną praktyką asztanga jogi Patańdźalego, a na którą obydwie szkoły się powołują. Przestałem się też dziwić, dlaczego współczesne nurty jogi określa się mianem hatha-jogi, bo przecież wystarczy przeczytać jakikolwiek klasyczny tekst hatha-jogi (np. Hatha-joga-pradipikę) aby dowiedzieć się, że nurtów tych prawie nic nie łączy.

Po drugie, kiedy przestałem się dziwić różnicom między jogą klasyczną i jogą współczesną, mogłem wreszcie w pełni docenić tą drugą za to, co oferuje osobie ją praktykującej.

MACIEJ WIELOBÓB

Problem z definiowaniem jogi

maciej-wielobob-joga-spPraktyka medytacyjna nie poddaje się tak łatwemu definiowaniu, jak mogłoby nam się wydawać przy przeglądaniu niektórych książkek o jodze. Pomijąc to, co wspomniałeś o różnicach między tradycyjnym a współczesnym widzeniem jogi, jak również pomijając różnice (czasem bardzo wyraźne) między różnymi ścieżkami jogi, na ogół praktyka medytacyjna wychodzi poza sferę intelektualną i zanurza się w procesie doświadczania – czyli w sferze stosunkowo niejasnych odczuć, pewnego rodzaju wewnętrznego rezonansu.

Wybitny nauczyciel medytacji, współczesny mistrz suficki dr Javad Nurbakhsh w wywiadzie, którego udzielił dosłownie kilka miesięcy przed swoją śmiercią w 2008 roku, został oczywiście poproszony o zdefiniowanie praktyki. Nurbakhsh, usłyszawszy takie pytanie, roześmiał się i odpowiedział, że gdy praktyka medytacyjna zostaje zdefiniowana słowami, to przestaje już być praktyką medytacyjną sensu stricto. Na gruncie naszych rozważań moglibyśmy to sparafrazować w taki sposób: gdy stan jogi zostaje zdefiniowany słowami, to nie jest już stanem jogi. A zatem tak naprawdę, by odnaleźć swoją osobistą definicję praktyki, trzeba tę praktykę podjąć.

Prawdziwie głębokie zrozumienie tego, czym jest joga, stanowi stosunkowo zaawansowane doświadczenie mistyczne. By zbliżyć się do jego zrozumienia możemy przyjąć dwie strategie. Pierwsza to poszukiwanie takiej definicji, która jest możliwie najbliższa doświadczeniu mistycznemu i na tyle ogólna, by ogół osób podążających ścieżką mógł się w niej odnaleźć. Druga strategia to po prostu zdefiniowanie tego czym, joga nie jest.

Czym joga jest?

Definicji praktyki jogi powstało wiele na przestrzeni lat. Prawie każdy bardziej znaczący nauczyciel przestawił swoje podejście. Na pewno jedną z najbardziej interesujących jest definicja podana przez Patańdźalego w Jogasutrach. W sutrze I.2. Patańdźali stwierdza, że „joga jest zatrzymaniem poruszeń umysłu” [yogaś cittavrttinirodhah]. Idea zatrzymania poruszeń umysłu może początkowo nie być zrozumiała, dlatego warto powiedzieć dwa słowa o tym, czym są poruszenia umysłu.

W filozofii jogi nie postrzega się umysłu jako swego rodzaju obiektu (materialnego lub niematerialnego), a po prostu jako aktywność, którą wykonujemy. Poruszenia umysłu (sanskr. cittavrtti) – myśli, emocje i spostrzeżenia, tworzą zapisywane w sferze dyspozycyjnej ukryte wrażenia (sanskr. samskara). Te wrażenia z kolei wyzwalają następne poruszenia i w ten sposób dochodzi do efektu błędnego koła. Myśli i emocje wzmacniają nieświadome wrażenia, wrażenia z kolei wzmacniają konkretne myśli i emocje. Jak łatwo zauważyć, taki mechanizm, gdy jest poza świadomą kontrolą, prowadzi do stanu porównywalnego do uzależnienia lub obsesji. I tu właśnie z pomocą ma przyjść praktyka jogi.

Według jogi klasycznej najlepszym sposobem, aby usunąć niekorzystne wrażenia ze sfery dyspozycyjnej, jest zastąpienie ich innymi wrażeniami, które dla odmiany będą działały uspokajająco na umysł. Dlatego właśnie istotą jogi jest poszukiwanie praktyk i przedmiotów koncentracji, które przynoszą wrażenie spokoju umysłowego. To właśnie samskara spokoju (samskara powściągnięcia) stopniowo usuwa ze sfery dyspozycyjnej umysłu inne, prowadzące do cierpienia wrażenia. Nie należy jednak mylić tego procesu z wyparciem. Samskara spokoju jest naturalnie wytwarzana przez proces koncentracji, dzięki czemu są uwalniane „stare” samskary.

Definicja Patańdźalego jest jedną z najczęściej cytowanych, szczególnie na Zachodzie, niestety zazwyczaj całkiem bez zrozumienia. Mimo że szkoła Patańdźalego nie przetrwała do obecnych czasów (wyparta zapewne najpierw przez szkołę Śankaracaryi, potem przez tantryków i sufich), warto ją dobrze poznać, ponieważ chyba żadna inna linia nie pozostawiła tak uporządkowanego i zgrabnie zdefiniowanego przekazu, choćby z tego powodu, że niektóre linie przekazu wręcz programowo unikały definiowania praktyk, polegając raczej na bieżącym rozpoznaniu potrzeb ucznia w relacji nauczyciel-uczeń.

Czym joga nie jest?

Na pewno nie jest rekreacją, fitnessem ani sprytną indyjską fizjoterapią. Nie jest też metodą psychoterapii czy redukcji stresu. Z drugiej strony oczywiście pewne techniki jogi można wykorzystać do utrzymania sprawności, rehabilitacji, leczenia czy radzenia sobie ze stresem lub wręcz realizowania pewnych wątków psychoterapeutycznych, a przynajmniej psychoedukacyjnych. Natomiast celem jogi jako całości jest uwalnianie od cierpienia na poziomie, na którym nie działa już żadna konwencjonalna metoda, a zatem, można by powiedzieć, na poziomie najbardziej subtelnych uwarunkowań rządzących naszym życiem, które sprawiają, że działamy automatycznie. Uwolnienia od tych uwarunkowań nie doznamy stojąc w trikonasanie, ale nie doznamy też ograniczając się tylko do formalnej praktyki medytacji, a zapominając o praktyce dokonywania zmian w naszym codziennym życiu.

Wracając przy okazji do tematu pewnego przeciwstawienia sobie przez Ciebie, Piotrek, tradycyjnego rozumienia jogi i tego, co nazywasz współczesnym rozumieniem jogi, to ja uważam, że te podejścia nie muszą się wykluczać. Dużo tu zależy od osoby adepta, podążającego ścieżką – jeżeli zachowuje wystarczającą otwartość i zna kontekst jogi, to praktyka asan może być znakomitą formą wspomagania praktyki medytacyjnej. Jeśli ktoś jednak zamyka się na znajomość kontekstu jogi i twierdzi, że metoda Iyengara jest klasyczną formą jogi lub że ashtanga vinyasa jest antyczną metodą, nauczaną przez Patańdźalego, odkrytą przez Krishnamacharyę i Joisa w traktacie Yoga Korunta, który zaraz po przeczytaniu go przez nich uległ zniszczeniu – to umówmy się – zgody pomiędzy tradycją a współczesnością nie będzie.

Znajomość kontekstu różnych praktyk jest bardzo ważna. Żeby się w tym odnaleźć, potrzebne nam są dwie rzeczy: sporo zdrowego rozsądku i podstawy znajomości historii jogi.

Strony www autorów: Piotr Marcinów i Maciej Wielobób

O autorze

10 komentarzy

  1. plica

    czy jest jakieś polskie tłumaczenie tego Singeltona ? Czuję, że powinnam to przeczytać 🙂

    Odpowiedz
  2. Maciej Wielobób

    Niestety na ten moment “Yoga body” Singletona nie jest dostępne po polsku. Pozostaje wersja angielska

    Odpowiedz
  3. Anna Angakok

    Gdyby ktoś chciał, to mam pdfik Singletona w angielskiej wersji.

    Odpowiedz
    • Anna

      Jestem zainteresowana plikiem PDF…bardo chetnie bym przeczytala…

      Odpowiedz
    • Dorota

      Pani Aniu, czy mogłabym prosić o wysłanie pdf na email mai.db@interia.pl? Też z chęcią przeczytam 🙂
      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
    • Kaska

      Jestem zaintersowana plikiem i bardzo dziekuje za ofertę wysłania go.
      Moj email to: kasia.machaczek@gmail.com

      Z góry bardzo dziekuje i pozdrawiam

      Odpowiedz
  4. Sve

    do tego artykułu mam kilka pytań: 1. faktem niezaprzeczalnym jest ,że w ostatnim czasie joga stała się popularna/dużo ludzi zaczęło na jogę chodzić/przychodzić/zaczynać——- jest to zjawisko społeczne, które z pewnością ma wiele aspektów—–ale czy w związku z powyższym faktem istnieje konieczność formułowania “nowej jogi”? 2. Komu potrzebne jest określanie tego zjawiska w odniesieniu do istniejącego systemu ? nauczycielom jogi? Jeśli im to dlaczego? Czy potrzebują rozgrzeszenia ze swojej ignorancji, czy chcą tym samym usprawiedliwić swoją słabość/lenistwo/ niemoc/ brak umiejętności/strach ? czy szukają usprawiedliwienia dla ujęcia jogi w kategorii —-usługodawca—klient ( w edukacji dokonuje się to samo)—Klient nasz Pan to aktualne hasło jogi ( skoro klient chce fikania asan to dajmy mu to i wyczyśćmy swoje wątpliwości określając NEW JOGA ? 3. Gdzie wtedy będą takie elementy jak yamy i niyamy ( chociażby nauczyciela—-poza salą w której ćwiczy się jogę, czy tylko w głowie nauczyciela , jako 10 słów? 4.Czy dla jogi mają znaczenie takie ” doktryny” nowej jogi——-czy dla konkretnej asany ma znaczenie, że ktoś nie może jej zrobić i piekli się i wścieka, znajduje jej zamiennik, wytwarza własna wersję? 5. Czy dla jogi , która jest połączeniem praktyki i “filozofii” ma znaczenie, że ktoś postanawia zająć się tylko filozofowaniem lub siedzenie w medytacji, bo go inny nauczył (bo np. nie lubi ruchu i nie uważa, by było konieczne asanowanie——-( a biegun przeciwny)———–ktoś inny uważa, że jemu wystarczą figury nazywane asanami? 6. Jaki sens mają te wszystkie działania dla jogi — żadne, a jaki mają skutek dla praktykujących? 7. Czy nauczyciel jogi może założyć ,że on uczy na poziomie asan np. jak nauczyciel w przedszkolu—alfabetu nie musi uczyć czy oznacza to ,że nie musi sam umieć czytać, znać dydaktyki, metodyki , historii, pojęć i rozwijać się w czasie wykonywania zawodu…..owszem może nigdy nie uczyć studentów na uniwersytecie ale analogicznie do nauczyciela jogi….uczenie asan, to nie jest bycie na poziomie asan z takim założeniem, czyż nie?

    Odpowiedz
  5. Grzegorz

    Kilka uwag.

    Przede wszystkim, należy zauważyć ze książka Singletona, choć bardzo ciekawa jest głosem w dyskusji, jest spojrzeniem ale na pewno nie ma konsensusu. Jeden z głosów można znaleźć tutaj http://www.revolutionaryhabit.com/blog/the-ancient-history-of-ashtanga-yoga-principles

    “odkrytą przez Krishnamacharyę i Joisa w traktacie Yoga Korunta, który zaraz po przeczytaniu go przez nich uległ zniszczeniu”

    Jakie jest zródło takiej interpretacji? Nigdy sie nie spotkałem z takim przedstawieniem historii. Nigdy nie złuszczeniu jakoby Krishnamcharyi i znosi mieli ulgę Korunte odkryć razem…

    Dalej czyta,y “Uwolnienia od tych uwarunkowań nie doznamy stojąc w trikonasanie, ”

    Czy istnieje jakiś powód aby to nie było możliwe?

    Odpowiedz
    • Maciej Wielobób

      Dziękuję za komentarz do naszej, już dosyć starej rozmowy z Piotrem, zapewne teraz potoczyła by się troszkę inaczej. Jeżeli chodzi o książkę Singletona to rzeczywiście jest jednym z głosów w dyskusji, ale w zasadzie naukowo nikt nie podważył dotychczas jego wywodu (w którym zresztą oparł się przecież na tezach “Yoga tradition of the Mysore Palace” Sjomana). Natomiast niezależnie od tego czy przyjmiemy interpretację Singletona czy z podlinkowanego artykułu to dobrze widać w historii jogi, że do XX wieku joga przede wszystkim = medytacja i tradycja wokół niej, a od początku XX wieku owszem tradycyjne formy nadal istnieją i mają się całkiem dobrze, ale termin joga stał się synonimem asan. I niezależnie czy przyjmiemy interpretację Singletona czy z podlinkowanego tekstu to trzeba stawić czoła faktowi, że jednak sporo asan (Krishnamacharya uczył ich około 1000 – co można przeczytać choćby u Ramaswamiego) powstało w XX wieku i że nowe do nich podejście raczej nie pojawiało się nigdzie indziej wcześniej.
      Jeżeli chodzi o historię z Yoga Koruntą to jest historia powtarzana przez chociażby Iyengara czy Joisa w kilku miejscach, Ramaswami też do niej się odnosi, ale opowiada przy tym ciekawą historię. Otóż mówi, że przyszedł kiedyś do Krishnamacharyi i powiedział mu, że przecież to niemożliwe, że jedna i jedyna kopia tekstu zniknęła (co byłoby dziwne, zważając na siłę ustnej tradycji w Indiach), że gdzieś musi być jakaś kopia. Krishnamacharya wskazał mu pewną bibliotekę mówiąc, że znajdzie tam odpowiedź. I Ramaswami udał się do tej biblioteki, pytając o Yoga Koruntę i tam powiedziano mu, że taki tekst nigdy nie istniał.
      Jeżeli chodzi o zacytowany fragment “Uwolnienia od tych uwarunkowań nie doznamy stojąc w trikonasanie,” to oczywiście istnieje taka możliwość, ale asany nie są w jodze narzędziem do tego, a niektórzy – nie ukrywajmy, że pierwszeństwo w tym miał Iyengar, choć jakby pod koniec życia delikatnie się z tego wycofywał – chcą uzyskać przez asanę w rozumieniu współczesnym cel jogi.
      pozdrawiam

      Odpowiedz
      • Nina

        Według mnie artykuł rości sobie prawo do bycia ponadczasowym, i mówię to zupełnie szczerze. Nie chodzi tutaj o tę czy inną definicję jogi, potrzebę redefinicji czy kwestię tego, komu w ogóle takie definicje są potrzebne. Kapitalne zdanie, że podać jakąkolwiek zbliżone określenie, czym jest joga, można dopiero w mistycznym/wyższym stanie jogicznego doświadczenia. Dokładnie! Prof. Madeleine Biardeau (zm. 2010), specjalizująca się Mahabharacie, swego czasu napisała, że trzeba być joginem, by zrozumieć to, co jogin przeżywa….

        Odpowiedz

Trackbacks / Pingbacks

  1. Zdemitologizować jogę – rozmawiają Piotr Marcinów i Maciej Wielobób. Część druga: Czy istnieje terapia jogą? - […] się różnym aspektom przebogatej tradycji mistycznej Indii. Pierwszą rozmowę możesz przeczytać tutaj. Dziś kolejna część rozmowy, nie będąca kontynuacją…

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *