Wybierz Strona

Kilka refleksji o nauczaniu jogi. Magda Stelmasik

Kilka refleksji o nauczaniu jogi. Magda Stelmasik

To refleksja będzie bardzo szczera i osobista. Nie jest efektem intelektualnych rozważań, ale własnych doświadczeń i subtelnych odczuć. Wielu się z tym nie zgodzi, skrytykuje albo wysunie tysiąc argumentów przeciwko…daję im do tego prawo. Tak jak daję prawo samej sobie zabrać głos w sprawie, która bardzo mocno mnie dotyczy i dotyka jakiś nieznanych do tej pory obszarów w duszy…

Z jogą zetknęłam się zaledwie kilka lat temu. Jest ona jednocześnie czymś, co kocham i czymś, przed czym uciekam. Wiem na jej temat niewystarczająco dużo. Praktykowałam pod okiem niewielu nauczycieli. Ukończyłam bardzo podstawowy kurs instruktorski. Moje doświadczenie w prowadzeniu zajęć jest krótkie. Ale mam wrażenie, że moja jogowa ścieżka jest jakoś przyspieszona. Cały czas się uczę. I techniki jogi, i siebie w niej. Jestem kobietą, więc moje spojrzenie na sprawę jest bardzo emocjonalne, ale chyba w tym momencie to mój atut. Bo czuję i doświadczam. I chyba znalazłam odwagę, aby porzucić intelekt, żeby to napisać…A czy joga nie jest właśnie tym?

Chcę powiedzieć, a nawet wykrzyczeć, że to, co się dzieje w świecie zajęć jogi ma czasem niewiele z nią wspólnego. Doświadczam ostatnio przeróżnych i przedziwnych sytuacji, które mówią mi jak bardzo mylimy się w naszej praktyce i w naszym nauczaniu. Jak bardzo ograniczamy praktykę, jak bardzo suchą ją czynimy. Może mam zbyt duże oczekiwania, ale chyba nie tak to wszystko powinno wyglądać…

Wszystko zaczęło się od tego, kiedy po raz pierwszy podczas praktyki własnej doświadczyłam emocji zaklętej w ciele. Nie utrzymałam równowagi podczas wykonywania stania na głowie i przewróciłam się na biodro. I w jednej sekundzie powróciły do mnie wyparte emocje związane z utratą ciąży. Zaczęłam płakać i doświadczyłam wielkiego emocjonalnego bólu. Moje biodro przypomniało mi o skaleczonej kobiecości i o wielkiej tęsknocie, jaką w sobie noszę. Ciało powiedziało mi wtedy po raz pierwszy, że jest pośrednikiem między mną, a moją podświadomością i wszystkim, co do niej spycham. Jakiś czas później utwierdziłam się w tym, wielokrotnie dając i doświadczając głębokiego masażu powięzi. A potem sprawy potoczyły się w przedziwny sposób i rozwój mojej praktyki jogi obrócił się w zupełnie inną stronę. Zaczęłam regularnie medytować i kontaktować się sama ze sobą. Konfrontować się ze swoimi emocjami. Praktyka asan zaczęła być jedynie drogą, a nie celem. Przestałam marzyć o wykonywaniu skomplikowanych pozycji, o których wielokrotnie słyszałam że “mam do nich świetne predyspozycje”. Przestałam chcieć, żeby moja joga była widoczna na zewnątrz, a skupiłam się na tym, co czuję wewnątrz siebie. A działo się tam bardzo dużo. Lata wypierania emocji i trudnych zdarzeń dawały mi się bardzo mocno we znaki. Zbiegło się to z całkowitą zmianą mojego trybu życia, otoczenia, miejsca zamieszkania, z porzuceniem pracy i z rozstaniem z mężem. Czasem praktyka była jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę, ale miałam i taki moment, że nie ćwiczyłam w ogóle po to, aby wyciszyć emocje i wszystko to, co wraz z nimi przychodziło. Gdy chodziłam na zajęcia, często podczas wykonywania asan pojawiały mi się łzy w oczach, albo rozładowanie emocji w relaksie. I z trudnością ukrywałam to przed prowadzącym czy współćwiczącymi, bo z reguły ludzie nie mają zielonego pojęcia do czego służy joga i zamykają ją w sztywnych ramach, patrząc na nią przez pryzmat swojego ciała. Jedynie ciała.

I właśnie wtedy moje spojrzenie na jogę i na sposób jej nauczania zaczęło się zmieniać. Bo co z tego, że ćwiczący wykonują pewne asany w sposób niemalże akrobatyczny, jeśli nie idzie za tym rozwój wewnętrzny? Wtedy jest to przecież gimnastyka, nie joga.

Pochłonięta zmianą i wewnętrznymi procesami powoli dochodziłam do siebie. Wróciłam do praktyki, znów zaczęłam prowadzić własne zajęcia. I prowadzona chęcią rozwoju i ciekawością innych dróg znalazłam się na warsztatach u jednego ze słynnych polskich nauczycieli. I tam zderzyłam się ze ścianą. Tak się złożyło, że nie byłam na pierwszym dniu warsztatu i nie praktykowałam wcześniej pod jego okiem, i aby upewnić się czy mogę dołączyć zadzwoniłam po informację i zgodę . Gdy przyjechałam na miejsce okazało się, że to nie z nauczycielem rozmawiałam. A on potraktował mnie z góry i wyśmiał, że tak po prostu chcę dołączyć do jego grupy, tłumacząc, że to specyficzna metoda. Zachował się tak, jakby był lepszy ode mnie, wiedział wszystko lepiej i był w ogóle z innej planety i lekceważył wszystko, co ziemskie. Wykazał kompletny brak szacunku do mnie i do tego z czym do niego przychodzę….Nauczyciel jogi….

Jestem świadoma schematów jakie rządzą mną i przekładam to powoli na innych ludzi, więc zebrałam wszystkie swoje siły, aby nie poczuć się gorszą i mówiąc, że bardzo mi zależy, wyprosiłam udział w warsztatach. I tam poczułam, że to nie moje miejsce i że dzieje się coś bardzo dziwnego. Owszem, byłam pod wrażeniem wiedzy i umiejętności prowadzącego, robiłam pod jego okiem zaawansowane asany, których wcześniej nie miałam możliwości spróbować. Nawet wszystko było połączone z oddechem. Ale co z tego, kiedy nie miałam możliwości doświadczyć tego głębiej w sobie, wszystko było prowadzone z pośpiechem i pozbawione radości… Miało być więcej, mocniej i bardziej poprawnie… Zabrakło tej miękkości, którą joga ma dawać człowiekowi, tego rozluźnienia w sferze fizycznej i psychicznej. Owszem trzeba się najpierw zdyscyplinować, żeby je odnaleźć, ale tam w ogóle nie było na nie miejsca.
I tak potwierdziłam moje wcześniejsze odczucia, że często joga umiejscowiona jest tylko w ciele, że nie ma czasu ani miejsca na poczucie siebie samego, że wszystko wykonywane jest sztywno i sztampowo, zgodnie z oczekiwaniami prowadzącego.

Nie mam na celu nikogo krytykować. Nie mam na celu żalić się, że zostałam tak a nie inaczej potraktowana. Nie chcę odbierać “słuszności” różnym metodom nauczania jogi. Rozumiem, że prawidłowość ustawienia ciała ma wpływ na bezpieczeństwo ćwiczącego. Ale chcę zaznaczyć, że czuję, że coś jest w tym wszystkim nie tak i wysłać tę informację w przestrzeń. Chcę zwrócić uwagę na to, że joga nie jest fitnesem, nie kończy się na ćwiczeniu ciała. Że na zajęciach poświęca mu się zbyt dużą uwagę, nie wspominając o tym, czemu na prawdę ma to służyć. Czy na prawdę tak duże znaczenie ma to, czy moje rzepki kolanowe będą podciągnięte? Czy na prawdę wtedy moje ciało rozluźni się i doświadczy przepływu energii? Czy to nie tak, że joga ma rozluźniać i wprowadzać w stan, który pomoże wyciszyć umysł i doświadczyć własnego wnętrza? Miałam to szczęście, że swoją praktykę zaczynałam od nurtu vinyasa krama, co pozwoliło mi doświadczyć samodzielności. Owszem, czasem miewam drobne kontuzje, bo może nie trzymam się wzorcowego ustawienia ciała i kombinuję po swojemu. A może miewam je, bo mam je poczuć? I wiem wtedy, że ciało chce mi coś powiedzieć. Kontaktuję się z tym bolesnym miejscem, które podpowiada mi, co jest w danym momencie do zrobienia w świecie wewnętrznym.

Praktykując samodzielnie nie raz pozwalam sobie na odstępstwa od wyuczonego sposobu ustawiania, pozwalam ciału układać się tak, jak chce. Doświadczam ruchów automatycznych, czuję fizycznie przepływ energii. Mam zaufanie do mojego ciała, słucham, co chce mi powiedzieć. Jestem świadoma tego, że moje czucie ciała jest już wysokie i że nie każdy ma tak mocno ułatwiony start. Że na zajęcia przychodzą ludzie nie mający kontaktu z własnym ciałem, potrzebujący wskazówek. Ale czy to oznacza, że mamy prawo jako nauczyciele stawiać się wyżej od nich i mówić im co mają robić i co będzie dla nich lepsze? Sama często mam dylemat na ile dać ćwiczącym wzorzec, a na ile pozwolić im na samodzielną eksplorację. Często zastanawiam się czy to jest na pewno wystarczająco bezpieczne. Ale staram ograniczać się do udzielania na prawdę podstawowych wskazówek przy wchodzeniu w asany. Tak jakbym dawała propozycję, którą ich ciało musi samo rozważyć….Jesteśmy tak różni, więc jak możemy ustawiać się wszyscy w jeden sposób?

Czy współczesna joga musi być kompletnie oderwana od wnętrza człowieka i pochłonięta przez wzmacnianie ciała? Czy nie mogłaby być bardziej osadzona w związku ciała z emocjami i duchowością? Czy na prawdę nie boli to Was, jako nauczycieli, że odzieramy ją z większości bogactwa, jakie w sobie niesie? Kto, jak nie my ma mówić ludziom do czego ona służy na prawdę? Kto ma wnosić inność i prawdziwość, jaką joga wnosi we współczesny świat?
Nie mówię, że mam rację. I nie mówię, że jej nie mam. Po prostu szukam…

O autorze

Magda Stelmasik

Z wykształcenia jestem pedagogiem specjalnym, przez 7 lat wykonywałam obowiązki nauczyciela wspomagającego w klasie integracyjnej. Niestety różne ograniczenia, wynikające z systemu edukacji oraz sytuacja osobista spowodowały, że praca ta przestała przynosić mi radość i zaczęłam szukać alternatywnego zajęcia. Tak trafiłam na kurs uprawniający mnie do prowadzenia zajęć rekreacji ruchowej w specjalności hatha joga. Czując niedosyt i pragnąc się dalej doskonalić wybrałam na swoją mentorkę Annę Haracz (tancerkę i nauczyciela jogi w nurcie vinyasa krama), u której regularnie pobierałam nauki indywidualne, a z czasem zaczęłam prowadzić własne zajęcia. W celu zgłębiania tajników pracy z ciałem ukończyłam także kurs masażu mięśniowo-powięziowego uwalniania, zorganizowany przez European Institute Of Body Oriented Healing Arts, który zapoczątkował serię zmian w moim życiu. Obecnie próbuję się w nich odnaleźć, szukając swojego miejsca. Poza tym trochę rysuję, trochę piszę, trochę tańczę, trochę masuję. A wszystko to intuicyjnie, bez zbędnej kategoryzacji :)

3 komentarze

  1. Lidka

    Dobry, szczery i uważam bardzo potrzebny artykuł. Niestety przykład tego jednego nauczyciela nie jest odosobniony. Choć mi też początkowo się wydawało że wszyscy nauczyciele jogi mają bardzo solidny “jogowy” kręgosłup moralny i umieją zapanować nad swoim ego. Ale tak nie jest i trzeba mieć tego świadomość. Dlatego takie artykuły są właśnie potrzebne. Pokazujące jogę w szerszym świetle, nie tylko jako natchnione zdjęcia w kwiecie lotosu ????

    Odpowiedz
  2. Robert

    W moim odczuciu świetny artykuł. Piszesz jak czujesz joge. Brawo. Mam podbne odczucia.

    Odpowiedz
  3. Robert

    W moim dczuciu świetny tekst. Piszesz jak czujesz. Ja czuje podobnie. Nauczyciele – staram sie wybierać normalnych, jeżeli ich przekaz rożni się od moich wyobrażeń to po prostu jest to zwyczajnie piersze i ostatnie sp9tkanie.. Jako nauczyciel staram sie przekazać, że asany są tylko narzędziem, a nie celem. Ale doświadczenie mówi mi, że kluby fitness tego nie kupują nie jest to komercyjne. Często stawiają znak rowności pomiedzy pilatesem a asanami. Tyle tylko. Ze joga (jako haslo) jest na topie więc przyciąga to klientów.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *