Wybierz Strona

Moja joga, Twoja joga, joga Maćka Wieloboba. Cz. I. Z Maciejem Wielobobem rozmawia Marzena Ikrzyńska

Moja joga, Twoja joga, joga Maćka Wieloboba. Cz. I. Z Maciejem Wielobobem rozmawia Marzena Ikrzyńska

Maciej Wielobób jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce nauczycieli jogi i medytacji. Prowadzi szkołę jogi i centrum medytacji w Krakowie, jeździ z warsztatami po całej Polsce. Był współzałożycielem (wraz z Piotrem Marcinowem) i pierwszym redaktorem naczelnym portalu joga-abc.pl. Jest autorem ponad 200 artykułów o jodze i medytacji, 2 ebooków oraz kilku książek. W 2011 roku ukazała się jego książka “Terapia jogą”, we wrześniu tego roku będziemy mogli przeczytać kolejną ksiażkę Macieja Wieloboba pt. “Psychologia jogi”, której patronem jest nasz portal. Z żoną Agnieszką, synem Tymonem, psem i dwoma kotami, mieszka na wsi w dolinie Mierzawy. Przedstawiamy dziś pierwszą część wywiadu z Maćkiem, przeprowadzonego przez Marzenę Pajdę.

Maciej Wielobób joga medytacjaMarzena Ikrzyńska: Jak długo praktykujesz jogę?

Maciej Wielobób: W 1994 roku zacząłem swoją świadomą przygodę zarówno z medytacją, jak i z asanami. Kwestie medytacyjne kontynuowałem w zasadzie cały czas, jeśli chodzi o praktykę asan to miałem w którymś momencie kilkuletnią przerwę. Z pewnymi elementami tradycyjnych jóg miałem kontakt wcześniej, ale to w roku 1994 podjąłem moje pierwsze w pełni świadome i samodzielne wybory.

No właśnie, ciekawi mnie, dlaczego mówi się „praktykujesz”, a nie np. „ćwiczysz” czy „uprawiasz”?

To nie jest reguła. Np. tradycyjny termin abhjasa niektórzy tłumaczą jako „praktykę”, a niektórzy jako „ćwiczenie jogiczne”. Myślę, że osoby związane z jogą chętniej używają terminu praktyka, ponieważ „ćwiczenie” w naszym języku kojarzy się przeważnie z ćwiczeniami gimnastycznymi.

Skąd Twoje zainteresowania jogą? Dlaczego joga, a nie np. boks, pływanie, szermierka czy inna dyscyplina?

Najpierw joga zainteresowała mnie jako filozofia i ścieżka medytacyjna, więc nie od strony asan. Później, gdy dostrzegłem efekty swojej pracy na poziomie zarówno fizycznym, jak i psychicznym, chciałem ją kontynuować. Ale ćwiczyłem też na przykład sztuki walki – judo, sambo, kung-fu. W judo doszedłem do zielonego pasa.

Gdzie uczyłeś się jogi? Kto był Twoim nauczycielem?

Za mojego głównego nauczyciela uważam H.J. Witteveena. Nie naucza on asan, choć podkreśla potrzebę pracy z ciałem, jest nauczycielem medytacji. Jeśli chodzi o praktykę asan, to najwięcej dały mi warsztaty z A.G. Mohanem i kontakt z Ramaswamim, który był na tyle uprzejmy, że odpowiadał na różne moje pytania związane z praktyką i nauczaniem jogi, rozjaśniając wiele spraw w mojej głowie. Był także na tyle miły, że zechciał napisać przedmowy do dwóch moich książek, do Terapii jogą i do mającej ukazać się we wrześniu tego roku Psychologii jogi. Napotkałem na mojej drodze też wielu innych nauczycieli, którzy w różny sposób na danym etapie mnie zainspirowali. Z mojego obecnego punktu widzenia z niektórymi z nich się nie zgadzam, ale myślę o nich ciepło, gdyż dzięki spotkaniu z nimi mogłem przejść tę drogę.

Wiem, że wcześniej praktykowałeś jogę wg Iyengara, teraz natomiast zajęcia prowadzisz w nurcie vinyasa krama. Skąd taka zmiana? Czym różnią się te dwa nurty i dlaczego w ostateczności zdecydowałeś się na vinyasę?

Bardzo nie lubię takich podziałów, chociażby dlatego, że i tak każdy dobry nauczyciel ma swoją metodę. Czyli ja tak naprawdę nauczam „jogi Maćka Wieloboba”, a Ty „jogi Marzeny Pajdy”… Ale jeśliby ująć chronologicznie moją drogę w kwestii asan, to zacząłem od Śiwananda jogi, potem po paru latach przerwy wróciłem do asan praktykowanych według metody Iyengara, czasem praktykowałem też wtedy serie ashtanga vinyasy, gdy ostatecznie dotarłem do tego, co określilibyśmy szeroko pojętą vinyasa krama jogą. W praktyce asan pracujemy z trzema elementami: z ciałem, oddechem i umysłem.
Mają one tę właściwość, że gdy wpływamy na jeden z nich to wpływamy także na dwa pozostałe. Łatwo to zaobserwować w życiu codziennym. Gdy ktoś nas zdenerwuje (aspekt umysłu) to możemy zauważyć, że podnosi się nam tętno i ciśnienie krwi (ciało) i przyspiesza się oddech (aspekt oddechu). Gdy wbiegamy na dziesiąte piętro po schodach (aspekt ciała), przyspieszy się oddech, a i umysł będzie bardziej pobudzony, a mniej skoncentrowany. Oczywiście w jodze (w tym w praktyce asan) pragniemy wykorzystać te powiązania, ale w pozytywny sposób. I zaczynamy od różnych elementów, by wpłynąć na oba pozostałe. W pierwszym modelu wykorzystujemy potencjał umysłu, by zmieniać stan oddechu i ciała – i to sedno praktyki asan w Śiwananda jodze. W drugim modelu, którego typowym przedstawicielem jest B.K.S. Iyengar, podejmujemy precyzyjną pracę z ustawieniem ciała, by wpłynąć docelowo też na stan umysłu i oddechu. W trzecim modelu wpływamy na pracę z procesem oddychania, by oddziaływać w określony sposób na ciało i na stan umysłu – i to jest model vinyasy (ashtanga vinyasa, vinyasa krama i podejścia pokrewne). Dlaczego się zdecydowałem na pracę w tym modelu? Nie wynika ona z wyboru intelektualnego, po prostu model vinyasowy, oddechowy sprawdził się w dwóch sprawach: po pierwsze według mnie okazał się najskuteczniejszy w pracy z napięciem, a po drugie – najbardziej spójny z praktyką pranajamy i medytacji, co było dla mnie bardzo istotne, ponieważ joga jest jednak dla mnie przede wszystkim medytacyjną metodą do transformacji psychologicznej.

Opowiadasz o  „efektach swojej pracy na poziomie fizycznym, jak i psychicznym”. Co masz na myśli? O jakich tu efektach mowa? Chciałabym to wytłumaczyć, ponieważ często, gdy rozmawia się o efektach fizycznych, a w szczególności psychicznych, wielu osobom kojarzy się to z jakimiś doznaniami wręcz mistycznymi.

Często niepotrzebnie mistycyzm kojarzy się z czymś „odlecianym”, a to nie prawda. Jeżeli coś rzeczywiście stanowi praktykę mistyczną, to jest to duży konkret. W mistycyzmie wszystkie praktyki są narzędziami przeznaczonymi do ściśle określonych celów. Jeśli chodzi o to, o jakich efektach mówię, to można powiedzieć, że szeroko pojęta joga jest metodą usuwania uwarunkowań powodujących nasze cierpienie. A co konkretnie, to będzie to już zależeć od danej osoby, może to być napięcie w ciele, może być trudność w podejmowaniu decyzji, może być nieumiejętność radzenia sobie z lękiem, itd. Zazwyczaj występuje wiele różnych czynników wzajemnie nakładających się na siebie.

Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia do człowieka, a właśnie Twoje podejście do jogi określiłabym jako holistyczne”. Łączysz w nim chyba wszystkie możliwe ujęcia jogi: medytację, pranajamę, asany, filozofię jogi, jamy i nijamy, ajurwedę i inne. W odróżnieniu od innych szkół (tak, wiem, nie lubisz porównań), które często skupiają się na jednym elemencie (np. praca z ciałem), Tobie udało się połączyć te wszystkie elementy w jedno. No właśnie, jak Ci się to udało?

Tak naprawdę to był dłuższy proces zanim te wszystkie puzzle złożyły się w jedną całość. Na pewno takim elementem, który pomaga w spójnym korzystaniu z tradycji jogi, jest pamiętanie o tym, że w centrum tradycji jogicznej leży medytacja oraz faktyczna zmiana w życiu codziennym, a pozostałe rzeczy są im podporządkowane.

Maciej i Agnieszka Wielobób joga medytacjaWiem, że Twoja joga nie kończy się również z chwilą zakończenia zajęć. W jaki sposób łączysz jogę z życiem osobistym? Dla wielu osób jogin to medytujący samotnik, a Ty jesteś mężem i ojcem. Czy joga pomaga, czy przeszkadza w życiu rodzinnym? A może to życie rodzinne przeszkadza w jodze?

W czasie gdy spodziewałem się dziecka pewien kolega, z zawodu trener rozwoju osobistego, powiedział mi: „A, po narodzinach dziecka to kończy się już rozwój osobisty”. Nie podzielałem wtedy jego zdania i nie podzielam go nadal. Mój nauczyciel – H.J. Witteveen – gdy brałem ślub, powiedział mi, że małżeństwo i rodzina to najlepsza forma praktyki. I rzeczywiście dużo w tym racji. Szeroko pojęta joga pomaga w życiu rodzinnym, tak samo jak życie rodzinne pomaga w jodze. Trudno mi wyobrazić sobie chociażby lepszą szkołę bezwarunkowej miłości i troski niż macierzyństwo lub ojcostwo. Zresztą trzeba pamiętać również o tym, że praktyka nie ma polegać na unikaniu swoich zobowiązań, wręcz przeciwnie – jeśli chcemy w spokoju podążać ścieżką medytacyjną, to musimy wywiązywać się ze swoich zobowiązań i powinności.

O autorze

4 komentarze

  1. anetamagda

    Pewnie kolega jeszcze nie doświadczył “posiadania” dziecka.
    Faktycznie, szczególnie kobiety i w szczególności przez pierwszy rok życia dziecka, nie mają czasu i często ochoty na to, by wraz z trenerem rozwoju osobistego zgłębiać siebie. Pewnie stąd ta obserwacja – świeżo upieczeni rodzice znikają z sesji.
    Co nie oznacza, że przestają się rozwijać. Przeciwnie – narodziny dziecka to akcelerator rozwoju osobistego. Chce się czy nie, w dziecku widać siebie jak na dłoni. I chce się tego, czy nie – coś z tym trzeba/można zrobić. To niesamowite, jak bardzo trzeba przeorganizować swoje życie i myślenie, by dziecko stało się częścią życia. Jest to fantastyczna okazja, by połamać wreszcie szkodliwe nawyki. Okazja i często konieczność 🙂
    Tak więc – w skrócie – dziecko tylko przyspiesza rozwój osobisty. Nie ma takiej możliwości, by kończyło. Nawet dla Panów.

    Odpowiedz
  2. Maciek Wielobób

    Dziękuję za Twój komentarz, Aneta. Rzeczywiście trafiłaś w sedno, kolega, który sformułował tę wypowiedź nie ma rodziny 🙂 Bardzo podoba mi się podsumowanie “dziecko tylko przyspiesza rozwój osobisty”, pozwolę sobie cytować (oczywiście z podaniem autora).

    Odpowiedz
    • anetamagda

      źródło wypowiedzi dopiero się tworzy 🙂

      Odpowiedz
  3. Adam

    Na pewno takim elementem, który pomaga w spójnym korzystaniu z tradycji jogi, jest pamiętanie o tym, że w centrum tradycji jogicznej leży medytacja oraz faktyczna zmiana w życiu codziennym, a pozostałe rzeczy są im podporządkowane.

    Też wyznaję powyższą hierarchię wartości

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *