Wybierz Strona

Guru – nadistota. Patrycja Gawlińska

Guru – nadistota. Patrycja Gawlińska

Czy traktowanie guru/nauczyciela jak autorytetu absolutnego ma jakikolwiek sens – ślepo zawierzając drugiemu człowiekowi, oddając się jego woli bez reszty?

Relacja uczeń-guru to relacja dwóch stron i na to, jak wygląda ta relacja, mają wpływ obydwie strony.

Patrycja GawlińskaWydaje się być oczywiste, że każda przewaga wynikająca z relacji przełożony-podwładny, która opiera się o jakąkolwiek zależność podwładnego od przełożonego, bez względu na to, czy to tylko opinia, czy decyzyjność co do pracy, zadań, zarobków, pozycji, awansu itp., to forma władzy nad podwładnym, która rodzi możliwość jej nadużywania do celów własnych przełożonego. Historia niejednokrotnie pokazała, jak łatwo manipulować innymi, mając nad nimi władzę, a najlepszą formą władzy zdaje się być posiadanie wiedzy tajemnej, wyjątkowej, czyniącej z przełożonego nadczłowieka. Niestety, to często podwładny podszyty lękiem przez wejście w rolę bycia słabszym, gorszym, zależnym traktuje przełożonego jak autorytet absolutny.

Wielu podobieństw można doszukać się w relacji guru/nauczyciel-uczeń. Tu pojawia się jeszcze element zaufania ucznia do swojego guru. Zaufanie oparte na wierze, że nauczyciel wie, zna, doświadczył czegoś więcej, lepiej, czego można się od niego dowiedzieć, nauczyć, poznać bądź zostać cudownie inicjowanym w tajemny świat swojego guru.

Brak świadomego, zdystansowanego podejścia do nauczyciela/guru, może rodzić wyobrażenie jego jako kogoś niezwykłego, nadludzkiego, powodując oddanie się zupełne przekazowi nauczyciela, ślepe podążanie za jego nauką i zatracenie rozróżnienia między tym, co wskazuje nauczyciel, a tym, co dla mnie dobre i właściwe.

Podejście ucznia do guru jako do takiej samej ludzkiej istoty, która różni się tym, iż ma większą wiedzę, doświadczenie, możliwości, umiejętności, podejście nie podszyte lękiem ani chciwością, daje możliwość racjonalnej relacji, opartej na wzajemnym szacunku, bez wyzbywania się swoich wartości jako istoty ludzkiej, która przecież równa jest wartości guru jako istoty ludzkiej.

Za to, że nauczyciel ma większą wiedzę i doświadczenie, można obdarzać go szacunkiem, natomiast to nie koniecznie czyni go lepszym człowiekiem w kategoriach etycznej czy moralnej. Wiedza niekoniecznie czyni człowieka bardziej uduchowionym. Guru nadal może mieć zwykłe, ludzkie słabości i ulegać nim równie często jak każdy. Guru, który nie ma dystansu do wykonywanej funkcji i bagatelizuje swój wpływ na uczniów, może być narażony na pokusę nadużywania swojej pozycji i wykorzystywać słabości ucznia, którymi są wyobrażenie o guru i oddanie się jego woli.

Problem w tym, że ludzie sami szukają zewnętrznego autorytetu, który wie więcej, lepiej, który wskaże właściwą drogę i będzie można bez brania odpowiedzialności za swoje decyzje i bez zastanowienia podążać za jego głosem.

Jedną z potężniejszych, ludzkich słabości jest chciwość. Zawsze nam jest mało, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Uczniowie stają się zachłanni na wiedzę, ale też i na samą obecność guru, jego bliskość, upatrując w tym szansę na zyskanie „czegoś” więcej, np.: niezwykłych doznań, wiedzy bądź prestiżu w oczach pozostałych uczniów – powodów może być mnóstwo.

Miałam okazję uczestniczyć w Tiruvannamalai w satsangu Moojiego, który zdaje się być bardzo dobrą istotą, czuć było od niego prostotę i dobro, ale to, co działo się z uczestnikami tego spotkania, budziło we mnie przerażenie. W ogromnej hali było kilkaset osób. Mooji odpowiadał na pytania, było wspólne śpiewanie i na końcu medytacja. Właściwie nie było żadnych zabiegów magicznych ze strony Moojiego, jednak większość uczestników w trakcie spotkania wchodziła w skrajne stany emocjonalne, euforia i głośne szlochania przeplatały się ze sobą. Ludzie sami wprowadzali się w nieświadome transowe stany, wierząc, że to obecność guru jest tego bezpośrednią przyczyną. W trakcie satsangu jedna z osób płacząc zapytała o to, co ma zrobić, bo w jego obecności czuje się taka szczęśliwa, a kiedy wraca do domu, wszystko mija (no cóż, bez mocy guru czar pryska i musiałaby najlepiej zamieszkać ze swoim guru). Mooji odpowiedział: „Twoje odczucie radości jest niezależne ode mnie, wracaj do domu i bądź szczęśliwa.” Niestety nie sądzę, aby to przesłanie guru dotarło do jego wielbicieli, którzy rozpływali się w nieprzytomnym stanie uniesienia, rozkoszując się przebywaniem w niezwykłej aurze guru, którą sami stworzyli.

Oczywiście przebywanie w obecności osoby bardzo uduchowionej jest odczuwalne i pozytywne, ale nie powinno wywoływać nieprzytomnych, transowych stanów, a raczej jasność odczuć i umysłu.

Idealizowanie guru jako nadistoty podlegającej innym zasadom powoduje wśród uczniów przyzwolenie i akceptację niedopuszczalnych społecznie zachowań i upatrywanie w nich dobrych intencji bądź wyższych celów. Niestety to właśnie uczniowie często tworzą wokół guru aurę niezwykłości. Tworzenie tej aury podsycane jest przez domniemane posiadanie tajemnej wiedzy i nauk, które są dostępne tylko dla wybranych poprzez stopniowe inicjacje. Uczniowie w oczekiwaniu na magiczne, niewymagające od nich wysiłku zmiany w życiu i w nich samych, zaślepieni, popadają w stany dalekie od czystej świadomości. Niestety, czasem za kurtyną tajemniczości kryje się jedynie iluzja i rozbuchane ego nauczyciela.

Przebywając w Indiach po raz pierwszy spotkałam na swej drodze nauczyciela sziwaizmu kaszmirskiego w Delhi, który dzięki swej uprzejmości wprowadzał mnie w środowisko ludzi praktykujących, woził po aśramach, przedstawiał różnych guru. Pewnego razu zadzwonił do, jak sam twierdził, bardzo uduchowionego guru i podał mi słuchawkę, abym mogła choć porozmawiać z tą wyjątkową osobą. Na koniec krótkiej rozmowy telefonicznej mój rozmówca pobłogosławił mnie słowami: „God bless you”, ja na to z automatu odpowiedziałam, „God bless you too”, na co uduchowiony guru wpadł niemal w furię, wysyłając w moim kierunku taką energię oburzenia, że była ona odczuwalna niemal fizycznie przez słuchawkę. Tak wzburzony, niemal krzyczał, że co ja sobie wyobrażam. Przesłane przez niego błogosławieństwo to nie puste słowa, nie takie sobie zwykłe błogosławieństwo, tylko coś wyjątkowego, duchowego, namaszczającego… Obrażony rozłączył się. Zatkało mnie. Może i było to z mojej strony nieprzemyślane i może nie na miejscu, jak zwykłe pozdrowienie, ale było szczere, bez znamion ironii czy lekceważenia. Natomiast reakcja tego guru w jednej chwili odarła go zupełnie z duchowości i niezwykłości, obnażając ukryte w śmiertelnym i skłonnym do rozkładu po śmierci ciele, przerośnięte EGO.

Guru zdający sobie sprawę ze swojego wpływu na uczniów i wynikającej z tego władzy, utrzymuje dystans do swojej funkcji, pozostając nadal zwykłą osobą. Co wcale nie musi oznaczać braku szacunku do siebie i niedoceniania swojej wartości.

Poszukując w Indiach nauczyciela, rozczarowania zdawały się nie mieć końca. Poznawałam różnych guru, świętych, sadhu. Od niektórych mogłam się wielu rzeczy nauczyć, ale brak w nich było duchowości, a przede wszystkim spójności tego kim są ze sposobem ich przejawiania się. Wielu chętnie wchodziło w rolę niezwykłych istot, epatując swoją rolą i domniemaną wyższością, utrzymując „przepastny” dystans do uczniów.

Dopiero będąc w Indiach po raz trzeci, spotkałam dwie niezwykłe osoby, z czego obydwie nie zdawały sobie sprawy ze swojej niezwykłości. Jedna z nich została moim nauczycielem, właściwie to ja go tak nazywam – on twierdzi, że każdy ma swojego wewnętrznego guru, a on jedynie dzieli się swoim doświadczeniem. Nie nosi bramińskich nici, symbolicznych szat, nie siada wyżej i nie pozwala padać sobie do stóp oraz nazywać siebie guru. Czy to wszystko czyni go lepszym od pozostałych „guru”? Nie. Ale w moim odczuciu jego przejawianie się jest bardziej spójne z rzeczywistością, co czyni go dla mnie wiarygodnym.

O autorze

Patrycja Gawlińska

autorka bloga Joginka.pl. Uczy od 2005 roku (asan, najczęściej w stylu winjasy, bandh, oddechu i medytacji). Felietonistka portalu jogasutry.pl, joga-abc.pl oraz magazynu Joga. Wielokrotne podróże do Indii i pobyty w aśramie pozwalały jej zgłębiać praktykę jogi u źródeł.

15 komentarzy

  1. Kasia

    Świetny tekst, nic dodać nic ująć. Dzięki Patrycja!

    Odpowiedz
  2. Dorota Rozko

    Wspaniały tekst! Moje doświadczenia z guru, swami z czasów,kiedy mieszkałam w Indiach są bardzo podobne…( na szczęście łącznie z tym ostatnim wspomnianym;)).

    Odpowiedz
  3. Tymon

    Z artykułu wynika (oczywiście nie mam pewności), że autorka raczej nie była nigdy w dłuższej relacji z Guru. Widać wiele rozczarowań. Ale wciąż nie ma tu odpowiedzi od kogo sie uczyć i na jakim poziomie jesli instruktor asan nie wystarcza, a w wewnętrznego Guru nie wierzę? Pozdr. Tymon

    Odpowiedz
    • Piotr Marcinów

      Tymon,
      dobrze, że pewności nie masz, bo nie widzę po czym wnosisz o tym, “że autorka raczej nie była nigdy w dłuższej relacji z Guru”.
      Tekst też nie maił odpowiedzieć na pytanie od kogo się uczyć.
      To co istotnego poruszyła Patrycja, to relacja nauczyciel-uczeń, a dokładnie jakość tej relacji. Zbyt często bezkrytycznie przyjmujemy autorytet osób, które nie są warte takiego zaufania (czy w ogóle powinniśmy kogokolwiek obdarzać bezgranicznym zaufaniem? Moim zdanie, nie) . Z drugiej strony,nie tylko nauczyciel musi posiadać odpowiednie kwalifikacje, uczeń też musi mieć pewne predyspozycje, aby jego relacja z nauczycielem była zdrowa. To, jak mi się zdaje, jest sednem tego tekstu.

      Odpowiedz
    • Patrycj Gawlińska

      Tymonie,
      Właściwie Piotr odpowiedział za mnie (dziękuję Piotrze 🙂 ) zwracając uwagą na istotę artykułu.
      W artykule nie odpowiadam na pytanie u kogo się uczyć, a sugeruję, aby trzeźwo postrzegać nauczyciela/guru. A u kogo się uczyć? U nauczyciela, od którego możesz nauczyć się czegoś wartościowego 🙂 A “wewnętrzny guru”? Lepiej w niego uwierz, bo to nie gurunauczyciel a tylko Ty ponosisz konsekwencje swoich poczynań.
      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  4. monika

    fajny tekst i super temat 🙂
    mimo wszystko chyba jak w każdej miłości, należy dać prawo początkującemu do miłości ślepej. także (mam przynajmniej nadzieję) etap entuzjastycznego początkującego idzie w parze z idealizowaniem nauczyciela. a doświadczony nauczyciel przeczeka. bo czar pryska z czasem 😉 chyba, że się stanie w miejscu… no, ale jeśli nie, wtedy wiarygodność zaczyna mieć (coraz większe) znaczenie. gubię się w tym momencie, bo po lekturach np. Joga Makaranda, czy Joga Mala nie wiem, gdzie stawiać granicę, za którą zaczynam wątpić we wiarygodność nauczyciela, już o traktowaniu swojej przygody z jogą jako ‘praktyki’ nie wspomnę. ale kiedy nauczyciel rozczarowuje? skoro uczeń się dopiero uczy. czy rozczarowuje guru z papierosem, czy guru z mnóstwem zdjęć na fejsie? czy guru z niesamowitą praktyką i dużym ego? czy ona/on może mieć duże ego, skoro ma do czynienia z ludźmi zaledwie ocierającymi się o praktykę?
    wszystko jest nauczycielem, z nogą od stołu, w którą się walnie w pospiechu w mały palec włącznie. ta relacja, to niesamowicie indywidualna kombinacja. do tego nie jest tak naprawdę dwuosobowa, jest niepoliczalna 🙂 za nauczycielem i uczniem stoją baraże doświadczeń, dzieciństwa… także chyba jedynym guru może być ten wewnętrzny, bo to nie jest guru-superguru, tylko raczej taki ktoś, kto mówi: przestań ściemniać 😉
    pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    • Patrycja Gawlińska

      Moniko, dziękuję za komentarz.
      Oczywiście, że pojawia się fascynacja nauczycielem/guru, ale dobrze pamiętać o tym, że to też człowiek i nie liczyć na cudowne zmiany bez własnego wkładu, ani też przymykać oczu na nadużycia ze strony nauczyciela.
      Im większą mamy świadomość (dotyczy to zarówno nauczyciela jak i ucznia) tym bardziej zdajemy sobie sprawę z własnych wzorców. Przestajemy być tylko zlepkiem pozbieranych wpływów z dzieciństwa, doświadczeń itd przestajemy też utożsamiać się z ego i stajemy się bardziej klarownymi, przejrzystymi. I to właśnie jest celem jogi 🙂
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
    • krysznakirtan

      Wewnętrzny guru jest ważny ale ten zewnętrzny też jest ważny, W Gicie 4.34 jest powiedziane: “Postaraj się zrozumieć tę wiedzę od mędrców,
      Zadając im pytania i służąc z oddaniem,
      Gdyż oni widzą prawdę i mogą ją wskazać. ”
      Nie możesz zadać pytań, wewnętrznemu guru, ciężko mu służyć, a z czasem może się okazać że to nie był wewnętrzny guru tylko jakiś inny wewnętrzny głos :). Oczywiście można i należy uczyć się od wszystkiego i każdego ale istnieje też gradacja nauczycieli. Pisałem o tym częściowo moim tekście na temat guru http://jogasutry.pl/guru-krysznakirtan/ Joga jest eksperymentalna ze swojej natury, guru jest przewodnikiem i nauczycielem, ale jako taki może doprowadzić tylko tam gdzie sam jest, albo wskazać drogę dalej. Odpowiedzialność za stosowanie (lub brak takiego stosowania) nauk i wskazówek i tak należy do nas samych. Hari om tat sat

      Odpowiedz
      • monika

        na pewno wszystko zależy od samoświadomości. ale.. jeżeli pyta się guru, komu się tak naprawdę zadaje pytanie? oraz zadając pytanie guru można tak samo zniekształcić jej/jego odpowiedź, wystarczy, że inny wewnętrzny głos będzie ‘słuchał’ 😉 jesteśmy w Polsce, mędrcy, ludzie starsi nie cieszą się szczególnym szacunkiem, relacja nauczyciel-uczeń nie ma żadnej tradycji, nie nasiąkamy tym za młodu. joga jest w Polsce młoda. eksperymentalna natura jogi ma związek z pogubieniem się i ograniczeniem, potrzeba wielu nauczycieli. a może w Gicie jest tak napisane, bo kiedyś nie było ksiąg powszechnie dostępnych, powszechny był analfabetyzm. nie było pralek, komputerów, sklepów spożywczych, wody w kranie, które oszczędzają czas w ogromnych ilościach i umożliwiają (coraz większej ilości ludzi) spędzanie czasu wg włanego wyboru. może na jednego guru przypadała bardziej ogarnialna ilość uczniów. nie wiem, dla mnie wszystko odbywa się wewnątrz. stamtąd wychodzi i tam wraca. powiedzieć można cokolwiek, odczuwa się dokładnie/tylko to, co się odczuwa. we wszystkich relacjach i sytuacjach życia, w których po prostu trzeba się starać być dobrym człowiekiem.

        Odpowiedz
        • Guest

          “komu się tak naprawdę zadaje pytanie?” odpowiedź jest w samym pytaniu: temu guru któremu zadaje sie to pytanie. On/ona odpowie ci w oparciu o własne doświdczenie lub zrozumienie. Mozłiwośc przyjęcia i zastosowania odpowiedzi zalezy od naszej “mocy” pojmowania, która z kolei zależna jest od naszego poziomu zaangażowania w praktykę. W Polsce, czy naszym Zachodnim kręgu kulturowym istnieje tradycja szacunku dla Mistrza, za przykład można podać relację czeladnik-mistrz (słowo czeladnik pochodzi z sanskrytu cela (czela) to po prostu uczeń), naturalny szacunek małego dziecka dla rodziców czy początkowe podejście uczniów do “pani w szkole”. Oczywiście kluczowe są tu słowa “małego” i “początkowe” bo potem jak wiemy nastolatki buntuja się względem rodziców a uczniowie zakładają kubły na głowy nauczycielom co nie jest z pewnością oznaką szacunku 🙂

          Zajmując się jakąś dziedziną warto poznać zasady nią działające i zastosować we własnym jej poznawaniu. Jeżeli rodzice okazali się nieodpowiedzialni, a nauczyciel watpliwy to nie oznacza, że metoda jest zła a jedynie że nie trafillismy jeszcze tam gdzie powinniśmy 🙂 a to doświadczenie możemy potraktowac jako lekcję.

          PS Mistyczna tradycja Jogi była i jest tradycją przekazywaną ustnie.

          Odpowiedz
        • krysznakirtan

          “komu się tak naprawdę zadaje pytanie?” odpowiedź jest w samym pytaniu: temu guru któremu zadaje się to pytanie. On/ona odpowie ci w oparciu o własne doświadczenie lub zrozumienie. Możliwość przyjęcia i zastosowania odpowiedzi zależy od naszej “mocy” pojmowania, która z kolei zależna jest od naszego poziomu zaangażowania w praktykę. W Polsce, czy naszym Zachodnim kręgu kulturowym istnieje tradycja szacunku dla Mistrza, za przykład można podać relację czeladnik-mistrz (słowo czeladnik pochodzi z sanskrytu cela (czela) to po prostu uczeń), naturalny szacunek małego dziecka dla rodziców czy początkowe podejście uczniów do “pani w szkole”. Oczywiście kluczowe są tu słowa “małego” i “początkowe” bo potem jak wiemy nastolatki buntuja się względem rodziców, a uczniowie zakładają kubły na głowy nauczycielom co nie jest z pewnością oznaką szacunku 🙂

          Zajmując się jakąś dziedziną warto poznać zasady nią działające i zastosować we własnym jej poznawaniu. Jeżeli rodzice okazali się nieodpowiedzialni, a nauczyciel wątpliwy to nie oznacza, że metoda jest zła, a jedynie że nie trafiliśmy jeszcze tam gdzie powinniśmy 🙂 a to doświadczenie możemy potraktowac jako lekcję.

          PS Mistyczna tradycja Jogi była i jest tradycją przekazywaną ustnie.

          Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *