Wybierz Strona

Tanie Indie. Makaron, musli i papier toaletowy. Patrycja Gawlińska

Tanie Indie. Makaron, musli i papier toaletowy. Patrycja Gawlińska
Patrycja Gawlińska

Patrycja Gawlińska

W naszej świadomości istnieje wyobrażenie tanich, jogicznych i uduchowionych Indii.
Zanim pierwszy raz poleciałam do Indii w 2006r., słyszałam historie o kupowaniu wszystkiego za centy, i że za kilka dolarów dziennie da się całkiem nieźle przeżyć. Szybko okazało się, że były to informacje sprzed dwóch dekad.
Teraz będąc po raz czwarty w Indiach, gdzie w sumie spędziłam około roku, wiem, że pierwszy pobyt w Indiach nigdy nie jest tani. Swój bakszysz trzeba zapłacić.
Hindusi, którzy żyją z turystów od razu doskonale wyczuwają „świeżynkę”. Można mówić, że to nie twój pierwszy pobyt w Indiach, że wiesz ile to powinno kosztować albo doskonale wiesz, gdzie chcesz jechać. Nie da się jednak ukryć wyrazu twarzy początkującego podróżnika, ciągłego zaskoczenia i oszołomienia odmiennością. Oni doskonale wiedzą, kto nie jest zorientowany w cenach i taki turysta jest bardzo łatwym obiektem manipulacji, na którym łatwo można zarobić. Dopiero dłuższy, bądź kolejny pobyt pozwala na zorientowanie się w cenach i rozróżnieniu tańszych, indyjskich miejsc i droższych, kierowanych do turystów.

Podróżowanie po Indiach (jeśli nie jest to zorganizowany wyjazd) bardzo ułatwia przewodnik, zwłaszcza jeśli jedzie się do jakiegoś miejsca po raz pierwszy. Jednak wszystkie miejsca, takie jak hotele i restauracje, polecane przez Lonely Planet (najbardziej popularny wydawca przewodników) często są obłożone, a ich właściciele doskonale potrafią zrobić pożytek z takiej reklamy. Lokale często odwiedzane przez turystów zmieniają się w miejsca dla i pod turystów, tracąc indyjski klimat. Szukając restauracji w nowym miejscu, nigdy nie kierujemy się przewodnikiem. Szukamy miejsc, gdzie serwuje się lokalne jedzenie, i gdzie jest dużo miejscowych, co może oznaczać, że jedzenie jest świeże i smaczne. W restauracjach skierowanych do turystów serwuje się potrawy z różnych części świata, tak aby zadowolić każdego. Często można zjeść dania indyjskie, chińskie, włoskie, izraelskie w jednej restauracji. Nie ma się co łudzić, Hindusi nie są specjalistami w przygotowywaniu pizzy czy makaronu. Za to doskonale gotują swoje tradycyjne potrawy, na tym się znają. Prawda niestety jest taka, że to wina turystów, którzy będąc w samym środku Indii oczekują jedzenia, do którego przywykli. Pamiętam, kiedy podróżowaliśmy po Radżastanie, raz zatrzymaliśmy się w stojącym na pustkowiu przydrożnym barze. Kiedy weszliśmy do środka, siedziała tam grupa naszych zachodnich sąsiadów. Wystarczy sobie wyobrazić: Indie, środek pustkowia, upał – 40 stopni w cieniu, indyjski przydrożny bar, w środku turyści – wszyscy jedzący MAKARON! Hindusi nie znają się na europejskim jedzeniu. W Indiach najlepsze jest jedzenie indyjskie!
Obecnie jesteśmy w Tiruvannamalai na południu Indii w stanie Tamil Nadu. Istnieje tu wyraźny podział. Centrum tego miasta, gdzie mieści się słynna świątynia Arunachaleshwar Temple, jest typowo indyjskie. Turystów, i to niewielu, spotyka się tylko w świątyni. Trochę dalej od centrum, gdzie znajduje się Ramana Maharshi Ashram, jest okolica turystyczna i tu w sezonie ma się wrażenie, że tylko sprzedawcy i riksiarze to Hindusi. Tu znajdziesz potrawy i towary o jakich nie słyszano w centrum miasta. W turystycznej części najtaniej zjesz obiad za 100-150 Rs (7-10zł) wyjątkami są Caffe Quo Vadis i typowo indyjska restauracja przy ashramie, które serwują tradycyjny meal (odpowiednik północno-indyjskiego thali) za jedyne 3 zł! W centrum miasta, gdzie nie ma lokali dla zachodnich turystów, niewiele trzeba szukać, aby zjeść posiłek w tej cenie. W dodatku w tradycyjnych restauracjach w porze lunchu jedynie ryż jest limitowany, pozostałe dodatki jak warzywa, sabdżi i dal można jeść do woli. Ale takie miejsca trzeba znaleźć samemu, bo na szczęście nie ma ich w przewodnikach.
Jest styczeń, trwa zima. Zima w Tamil Nadu oznacza temperatury w dzień 25-28C a nocą koło 15-18C. Nie ma sezonu, więc owoce są drogie. I tak pomarańcze kosztują 70 Rs (około 5 zł/kg), winogrona 120 Rs (8,5zł/kg), jabłka (Polsko raju jabłkowy) nie dość, że jeden albo dwa rodzaje, to niedobre i za około 150Rs (11zł/kg!), arbuz 25Rs (niecałe 2zł/kg). Takie ceny, to ceny obowiązujące w mieście, pewnie w mniejszych miejscowościach i na wsiach jest taniej, ale to nie są wygórowane ceny dla turystów. Czy nadal są to tanie Indie?
Chcąc zjeść coś surowego można zakupić na przykład warzywa (pomidory o smaku pomidorów za jedyne 20Rs, czyli 1,4zł/kg). Warto jednak poszukać, obserwować co kupują Hindusi, popytać. Teraz jest sezon na owoc, którego w Polsce nie ma – chiku (na południu sapota). Jest to mały nieciekawie wyglądający owoc, przypominający drobny ziemniak. Warto się jednak skusić, bo jest bardzo słodki, dojrzały jest cudownie smaczny. Kosztuje niewiele, bo jedyne 30Rs (około 2zł/kg).
Aby żywić się tanio w Indiach potrzebna jest wiedza płynąca z własnego doświadczenia – teorię łatwo podważyć w zetknięciu z rzeczywistością. Konieczne jest również otwarcie się na nowe smaki. Kiedy jestem w Indiach jem to, co jedzą Hindusi. To, co lokalne i popularne wśród tubylców, zazwyczaj jest tanie. Natomiast w cenie są towary bez których zachodnia cywilizacja po prostu sobie nie radzi np.: papier toaletowy, za rolkę trzeba słono zapłacić 40-60Rs (3-4,5zł!), myślę, że w tej kwestii warto uczyć się od Hindusów używania wody :). Kolejny niezbędnik to musli 150-170Rs (10-15zł) za opakowanie, makaron 500g od 120 do nawet 200Rs za razowy (8,5-14zł!) itd. A można przecież zjeść na śniadanie wyśmienity i lekki pongal bądź idlii (około 1,4zł za porcję). Towary takie jak papier toaletowy, musli, czy makaron są w cenie, bo tubylcy tego nie kupują, albo kupują ci których stać na „luksusy” i chcą być bardziej zachodni. Prawda jest taka, że Indie to ogromny potencjał i rozwijają się na nowo, więc również stają się coraz droższe. Od mojego pierwszego pobytu w Indiach minęło prawie sześć lat w niektórych miejscach ceny wzrosły o 100%. Wniosek jest jeden: tanie Indie już były.

 

O autorze

Patrycja Gawlińska

autorka bloga Joginka.pl. Uczy od 2005 roku (asan, najczęściej w stylu winjasy, bandh, oddechu i medytacji). Felietonistka portalu jogasutry.pl, joga-abc.pl oraz magazynu Joga. Wielokrotne podróże do Indii i pobyty w aśramie pozwalały jej zgłębiać praktykę jogi u źródeł.

4 komentarze

  1. Bamski

    Napisałem właśnie post o cenach w Indiach. Widzę, że wyciągneliśmy podobne wnioski. Nie czuję się expertem odnośnie tamtych rejonów, ale mam wrażenie, że tak jak powiedziałaś “Hindusi wyczuwają świeżynki”. Indie są tanie jedynie jeśli zaczniemy robić, jeść, żyć jak Hindusi. Pozostając w infrastrukturze turystycznej jest to nielogiczne. Jak oceniasz mój budżet dzienny 800-1000 INR? Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Patrycja Gawlińska

    Mateuszu, przejrzałam Twój cennik. Prawda jest taka, że ceny za te same rzeczy mają duże wahania w zależności od regionu i od tego jaki jest sezon. Oczywistym jest, że im bardziej turystyczne miejsce tym drożej. Zwłaszcza jeśli chodzi o noclegi. Jestem pełna podziwu, że znalazłeś w Bombaju taki tani nocleg. Ja zawsze szukam pokoju z łazienką, które są droższe. Myślę, że przyzwoity nocleg za 100 Rs to już daleka przeszłość, pamiętam, że w Rishikashu poza sezonem w 2008 r. wynajmowaliśmy bardzo przyzwoity pokój 2 osobowy z łazienką za 150 Rs. Ale ceny w Indiach w ostatnich latach poszły mocno do góry. Polecana przez Lonly Planet tania dzielnica New Delhi Paharganj, też w ostatnich latach zrobiła się dużo droższa.
    To, co się pojawiło to ceny maksymalne na opakowaniach produktów. Hindusi mówią, że cena jest podana i nie chcą się targować. Ta cena to cena maksymalna, a od Hindusa słyszałam, że produkt może sprzedać z zyskiem nawet za połowę tej ceny. Jednak jesteśmy turystami i tego nie da się ukryć, po za tym Hindusi siebie nawzajem oszukują. Jeśli Twój budżet nie jest zły zwłaszcza, że podróżujesz, nasz wynosi koło 1400 Rs na dwie osoby dziennie z podróżowaniem. Ja przestałam podróżować sleeper class. A myślę, że jedzenie można znaleźć dużo tańsze. W barach, gdzie jadają Hindusi i jedzenie uliczne, które wbrew pozorom, często jest lepsze i bardziej bezpieczne od jedzenia w restauracjach dla turystów. To, że restauracja wygląda ładnie, wcale nie oznacza, że kuchnia wygląda dobrze, a kucharze bardziej dbają o higienę. Niedawno słyszałam historię o odcedzaniu makaronu na kratce ściekowej, więc tak naprawdę nie wiesz co dzieje się z jedzeniem zanim trafi na talerz. Ja jadam tylko wege, więc nie wiem jak wyglądają ceny mięsa, jaj i mleka, po za tym uważam, że bezpieczniej dla żołądka jest nie jadać tych produktów w Indiach.
    Najtańsza opcja to zaszyć się gdzieś dalej od turystycznych miejsc, ale to nie opcja dla chcących zwiedzać.
    Pozdrawiam serdecznie
    Patrycja 🙂

    Odpowiedz
    • MateuszBamski

      Nic dodac, nic ujac. Tani nocleg w Bombaju byl, ale byl to pokoj… uwaga 20 osobowy. Aczkolwiek polowa lozek byla wolna i standard nie byl najgorszy wcale. Zgadzam sie co do polityki cenowej. Wiadomo… gdzies na prowincji jest taniej, ale ciezko tu mowic o wyznaczniku cenowym. Dla mnie ogolnie mowienie ze noclegi w Indiach sa za 100 rupii jest wprowadzanie ludzi w blad. Owszem sa, ale gdyby to usrednic to mysle, ze od 200 by sie zaczynalo…

      Powiem Ci, ze oczywiscie jesli sie poszuka, spedzi wiecej czasu na rozmowe z ludzmi to wszystko da sie taniej. Jak nie mamy czasu, to przeklada sie tez na pieniadze. Zdarzaja sie tez okazje. Przykladowo kiedys wynajalem mieszkanie w Stambule na dobe z 3 pokojami w centrum za… 57 zl okolo.

      Jednak wniosek z mojego postu mial plynac jeden… Indie sa nadal tanie, ale podrozoly w stosunku do lat poprzednich.

      Dzieki za dluga odpowiedz!!!

      http://mateuszbamski.blogspost.com

      Odpowiedz
  3. Patrycja Gawlińska

    Mateuszu, jakoś tak, kiedy wracam z Indii mam dosyć tego miejsca, kiedy wspominam, to najczęściej o tym, co było nie tak, a tęsknie potwornie, stąd długa odpowiedź 🙂
    W 2012 wynajmowaliśmy mieszkanie w Indiach w Tiruvannamalai: 2 pokoje, kuchnia, łazienka, naprawdę bardzo ładne i przyjemne za jedyne 420 zł za miesiąc (sic!).
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *