Wybierz Strona

Widzieć lepiej z zamkniętymi oczami – refleksja z gliwickich warsztatów Macieja Wieloboba

Widzieć lepiej z zamkniętymi oczami – refleksja z gliwickich warsztatów Macieja Wieloboba

Studio Jogi Izy RaczkowskiejWidzieć lepiej z zamkniętymi oczami – refleksja z gliwickich warsztatów Macieja Wieloboba: Pranajama – kompletne wprowadzenie do ćwiczeń oddechowych

Na warsztat z Maćkiem Wielobobem u Izy Raczkowskiej szłam przede wszystkim z zainteresowaniem, jak to jest na tego rodzaju zajęciach gdzie indziej niż w Krakowie, gdyż dotychczas spotykałam się z Maćkiem tylko na krakowskich matach. U Izy na sali byłam już wcześniej, przestrzeń była więc dla mnie oswojona i przyjazna. Jest to dla mnie bardzo istotne – lubię bywać w znajomych mi miejscach, a przyczynę tego odkryć można w kolejnym akapicie. Obok pewności wynikającej ze znajomości miejsca a także znacznej części uczestników i samego prowadzącego, roił się bowiem w głowie tylko strach przed długotrwałym siedzeniem, które jak dotąd sprawiało mi znaczny problem, męczyło i nużyło.

Tymczasem problem, jaki się narodził był zupełnie odmiennego rodzaju. Stała się nim konieczność odnalezienia się wśród jednak ogromnej ilości nowych twarzy naraz i wyglądania normalnie… Normalnie, czyli tak, jakbym widziała z pełną ostrością widzenia. Nie jest tak, ponieważ od ósmego roku życia posiadam wadę wzroku, którą od rozpoczęcia (około sześciu lat temu) starań o jej cofnięcie udaje mi się systematycznie zmniejszać. Jednak jednym z warunków poprawy jest nienoszenie okularów ani soczewek kontaktowych, a tym co najbardziej rozmywa się i jest najtrudniejsze do rozpoznania z odległości większej niż kilka metrów są właśnie twarze. W związku z tym bezpieczna przestrzeń wyznaczona przez granice mojej maty okazała się być oazą, a możliwość długotrwałego zamknięcia oczu podczas kolejnych ćwiczeń koncentracyjnych, ukojeniem.

W początkowej części warsztatów, podczas której wykonywaliśmy asany, Maciek poprosił mnie o wejście do mostka ze stania. Okazało się to być trudnym doświadczeniem, wcale nie ze względu na zakres wygięcia do tyłu, nad którym warto jeszcze popracować. Pamiętam, że zażartowałam wtedy, że uda mi się wejść do pozycji jeśli uczestnicy „będą udawać, że nie patrzą”. Z perspektywy czasu wiem, że miało to wydźwięk głęboko związany z moim nieostrym widzeniem. W tej pozycji ciężko w ogóle kontrolować reakcję otoczenia, a mając wadę wzroku możliwość taka jest właściwie w ogóle niemożliwa… Choć aspekt oceniania osoby pokazującej asanę jest tu nieistotny, bo w zasadzie nieobecny, to wyjście do toalety po wejściu do pozycji (a także nieudana próba przed jej wykonaniem;) było swego rodzaju ucieczką przez wzrokiem osób, którego nie można ocenić, z którego nie można wyczytać… niczego, bo jest on poza zasięgiem zmysłu.

Zamykając oczy zapominam o tym, że moje oczy, gdy są otwarte nie umieją podołać przekazaniu pełnej ostrości widzenia do mojej świadomości. Zamykając je mam możliwość widzenia wszystkiego z taką ostrością, jaka mi się wymarzy, niezależnie od odległości, w jakiej ustawię sobie przedmiot. W związku z tym ćwiczenia z zakresu pranajmy w tym dniu wydawały mi się łatwe i w miarę bezwysiłkowe, stawały się tego dnia tym łatwiejsze im na dłużej mogłam zamknąć oczy. Po wielu wykonywanych przeze mnie ćwiczeniach wzroku, niejednokrotnie związanych z różnego rodzaju wizualizacjami, wszystkie praktyki związane z wyobrażaniem sobie określonego koloru czy kształtu były swego rodzaju zabawą i przyjemnością. a kryształową kulą wyobrażaną ponad głową potrafię się nawet… „uderzyć” (stwierdzenie „porzućcie przedmiot koncentracji”, choć akurat nie pochodzące z tego warsztatu, może być czasem niefortunne;).

Warsztat był ciekawą drogą przejścia przez doświadczenie, czego tak naprawdę boję się w mojej wadzie wzroku. Nie są to samochody na jezdni przez którą muszę przejść. Nie jest to kwestia nierozpoznania ukochanych osób, gdyż znajomy sposób chodzenia, stania, zarys sylwetki są zwykle wystarczające. Przeszkody nie stanowi też konieczność zapytania przypadkowej osoby o nazwę ulicy, podczas gdy po drugiej stronie ulicy wisi opisująca ją tabliczka. Największym problemem okazała się być nieumiejętność odnalezienia się w przestrzeni gdzie nie jestem całkowicie anonimowa, a którą ciężko mi ogarnąć wzrokiem oraz wśród wielu nowych osób, których twarzy z dużym prawdopodobieństwem nie rozpoznałabym mijając ich na ulicach miasta, w którym mieszka prawdopodobnie większość z uczestników warsztatów, w tym również i ja… Bardzo bym chciała umieć i móc to zrobić. Może już na następnym gliwickim warsztacie?

O autorze

Aleksandra Mróz

Fizjoterapeutka i refleksoterapeutka, holistycznie podchodząca do ciała człowieka. Chce, by wszyscy ludzie mogli cieszyć się doskonałym zdrowiem, najlepiej bez użycia leków. Wierzy, że każdy może żyć w zgodzie ze swoją własną pasją i powoli odnajduje swoją drogę w życiu. Lubi ciszę i przestrzeń. W wolnych chwilach wyjeżdża na Mazury, by leżąc na białej powierzchni pokładu cieszyć się widokiem chmur na niebie. Prowadzi na Śląsku zajęcia w nurcie vinyasa krama jogi. Strona Aleksandry: KierunekJoga.pl.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *