Wybierz Strona

Karman. Nina Budziszewska

Karman. Nina Budziszewska

Karman (sanskryt), kamma (pali), w Zachodniej kulturze znany raczej jako karma (synteza karmana i kammy), jest dość rozpowszechnioną doktryną etyki indyjskiej, swoistą wizją świata i naszego w nim działania. Niekiedy wydaje się być czymś podobnym do losu, fatum, deterministycznie i mechanicznie rozumianego, wyrażającego się w powiedzeniu – jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – jeśli zrobię dobrze, dobro mnie spotka, jeśli będę niegodziwy, zło zemści się na mnie. To potoczne rozumienie karmana, mimo że bardzo powierzchowne, zgadza się po części z koncepcją karmana rozwiniętą w wielu dziełach literatury indyjskiej, począwszy od Upaniszad (Upaniṣad), poprzez wielkie dzieło epickie Mahabharatę (Mahābhāratę), aż po niebramińskie tradycje etyczno-filozoficzne buddyzmu i dżinizmu. Jak pisze prof. Kudelska:

Prawo karmana zaś oznacza budowanie poprzez świadomy podmiot migrujący swego miejsca w kolejnym przystanku w sansarze. Dokonuje się to za pomocą wolnych czynów. (1)

Wczesna koncepcja karmana pojawia się już w najstarszych Upaniszadach – w Brihadaranjace (Bṛhadāraṇyaka) oraz Chandogji (Chāndogya). W tej pierwszej znajdujemy opis umierającego człowieka oraz wskazanie elementów mentalnych (psychicznych), które przechodzą do następnego życia. Jak czytamy, człowieka nigdy nie opuszcza wiedza, wcześniejsze doświadczenia oraz uczynki (karman). One zawsze wiernie towarzyszą duszy (jīva, niekiedy ātman) w jej podróżach poprzez kolejne odrodzenia w kołowrocie wcieleń (saṁsāra). Tutaj pojawia się też słynne motto:

yathākārī yathācārī tathā bhavati

– jak [człowiek] czyni, jak się zachowuje, takim się staje

Niemniej jednak nie o sam czyn, nie o samo działanie chodzi w tej nauce. Działanie jest bowiem tylko zewnętrzną formą, materializacją intencji i postawy wewnętrznej, jaką człowiek w sobie wytwarza i poprzez kolejne myśli, uczucia, postawy wobec otaczającego go świata, utrwala. Każdy czyn, każdy karman ma bowiem swoje źródło w ludzkim sercu, w intencji, z jaką działamy. Bazuje na myślach, uczuciach oraz swej subtelnej materializacji – mowie. Tym wszystkim jest karman. I oczyszczanie naszych czynów nie tylko powinno skupiać się na podejmowaniu jak najbardziej prawych i dobrych czynności, ale także na pielęgnowaniu w sobie uczuć czystych i pozytywnych względem każdej czującej istoty, jak powie buddyzm. W przeciwnym bowiem razie wewnętrzne światło (nasza dusza) zostaje niemalże materialnie oblepione ciemną masą karmana – tak naucza dżinizm. Na tym wszystkim jednak nie kończy się indyjska nauka etyczna.

W Bhagawadgicie (Bhagavadgītā) Najwyższy Bóg w osobie Kriszny (Kṛṣṇa) udziela swojemu najbliższemu przyjacielowi, gorącemu wyznawcy, Ardżunie, ciekawego pouczenia na temat właściwego działania i braku działania. Działanie właściwe ma zawsze jeden cel. Nie jest nim dobre prosperowanie w przemijalnym świecie, zdobywanie zasług, nie są nim nawet najwyżej cenione cnoty społeczne i międzyludzkie. To wszystko bowiem nadal sytuuje człowieka w obrębie świata sansary, nie daje mu ostatecznej i niewyczerpanej radości. Właściwie spełniony karman ma za zadanie wydostać człowieka poza obręb świata dwójni, bezustannego następowania po sobie dobra i zła, piękna i brzydoty, radości i smutku, ciepła i zimna, poza obręb wpływów walki między dwiema siłami: boską (deva) i demoniczną (asura). Dlatego Kriszna naucza, że mędrcem jest ten, kto istnieje poza dobrem i złem – kto nie przywiązuje się do żadnej z tych sił sansarycznych. Wie bowiem, że są one tylko złudną zabawą sił tworzących ten świat. Właściwym i dobrze wykonanym jest ten czyn, który podejmowany jest bez pragnienia swego owocu – bez chęci osiągnięcia swego rezultatu. Podejmowany jedynie ze względu na powinność wykonania pracy (w sanskrycie także termin karman).

Joginem, tym, kto porzucił czyn,

nie jest ten, kto nie podtrzymuje ognia

i nie podejmuje swego obowiązku,

lecz ten, kto spełnia czyn należny,

ale nie lgnie ku owocom czynu (VI.1). (2)

Kriszna poprzez swoje nauki pragnie ukazać Ardżunie drogę ku największej, nigdy niekończącej się szczęśliwości, niemożliwej do porównania z żadną ziemską radością, tak bowiem jest wspaniała. Dróg jest klika, wzajemnie dopełniających się i nie mogących istnieć bez siebie. Każda jednak dookreślona jest mianem jogi (yoga). I tak mamy: drogę czynu, czyli karma-jogę, drogę właściwej najświętszej wiedzy, czyli dżniana-jogę (jñāna-yoga), drogę medytacji, ujarzmienia zjawisk świadomościowych (3), czyli dhjana-jogę (dhyāna-yoga), oraz drogę miłości, podzielania Boskiej natury, czyli bhakti-jogę. Karma-joga to wejście na ścieżkę oczyszczania swego wnętrza, lecz mimo bycia jedynie etapem wstępnym, jest niezbędna – bez niej kolejne metody jogiczne nie mogą mieć miejsca.

Znaczenie karma-jogi, jogi czynu, jest podwójne. Z jednej strony naszym zadaniem jako istot funkcjonujących w obrębie świata sansary, wypełniających dane role i powinności tak społeczne, jak i rozumiane ogólnie, jest działanie, słuszne i dobre, zależne od obowiązku (dharma), z jakim każdy z nas przychodzi na ten świat. Natomiast drugim sposobem właściwej realizacji karmana jest wypełnienie karmana, czyli zerwanie jego więzów, tej nici wzajemnych powiązań i powinności, przyczyn i skutków, który sprawiają, że człowiek rodzi się w danej grupie społecznej, w określonym miejscu i czasie, a także jest otoczony wydarzeniami życia codziennego. Spełnić swojego karmana w tym znaczeniu oznacza: wypalić karmana, sprawić, by wszelkie więzy karmiczne zanikły. I wbrew pozorom te dwa podejścia do rozumienia karmana nie stoją w stosunku do siebie w sprzeczności. Należy bowiem tak działać, aby wypełniając własną dharmę (svadharma), wpisaną w nasze serce (notabene, wypadkową poprzednich działań, także tych pochodzących z przeszłych żyć), nie lgnąć do jej owoców. To znaczy – aby wykonując daną czynność, nie nastawiać się na jej skutki, aby czynić coś z prostoty i dobroci serca, bez kurczowego przywiązania i pragnienia rezultatu. Pragnienie jest bowiem tym, co wiąże nas w świecie dwójni. Jest tym korzeniem, z jakiego wyrasta drzewo sansary.

Nie jest to łatwe zachowanie, ponieważ wymaga ono od człowieka postawy jak najmniej egoistycznej – nie skupionej na sobie i własnych potrzebach. A ponadto opiera się na silnej kontroli umysłu, by nie podążał on za swoimi rozproszeniami mentalnymi (myślami, emocjami, wrażeniami itp.). Naszym nawykiem, jako istot wyposażonych w samoświadomość, jest kierowanie wszelkich naszych intencji na własne dobro, w każdym działaniu szukanie własnej radości i szczęścia oraz kurczowe, niemal obsesyjne, unikanie bólu. Jednak, jak naucza Kriszna, każdy ból i każda przemijająca radość dotyczą tylko iluzorycznej osobowości, utkanej z wydarzeń i błędnych aktów ciągłego samoutożsamiania się z tym, co się dzieje w naszym życiu. Czyste, zawsze szczęśliwe, wolne „ja” (ātman) trwa jednak jakby z boku tego przedstawienia, zawsze wolne, odległe od wpływu karmana. I dopiero gdy nasze czyny nie będę nakierowane na nas, przestaną być podejmowane ze względu na rezultat, droga do atmana stanie dla nas otworem.

Oddaj się w służbę czynu,

ale nigdy – jego owoców.

Niech nie kieruje tobą owoc czynu!

Nie pogrążaj się jednak w bezczynności (II.47). (4)

Ukoronowaniem karma-jogi jest sannjasa (saṁnyāsa), czyli porzucenie (więzów) czynu (5). Ponadto właściwy czyn, nieegoistyczny karman, zrównany jest z ofiarą (yajña), wewnętrzną samoofiarą, przez Krisznę zwaną wyzwalającą (6). Jest to możliwe poprzez specjalną praktykę jogiczną, polegającą na powściągnięciu swoich zmysłów poprzez umysł (manas):

A kto powściąga umysłem swoje zmysły, Ardżuno,

i podejmuje drogę czynu cieleśnie tylko,

bez przywiązania,

ten wyróżnia się [spośród innych] (III.7). (7)

Praktyka musi być jednak wspomagana przez czysty stan mentalny, tzn. czystą buddhi (intelekt), która pozwala na odróżnienie prawdy od fałszu, sansary od nieskończonego szczęścia:

Ten, kto słucha głosu rozumu [kto kroczy ścieżką buddhi-jogi],

odrzuca zarówno zło, jak i dobro tego świata. [odrzuca sansarę]

Wstąp więc na ścieżkę jogi,

albowiem joga zapewnia właściwe spełnienie czynu (II.50). (8)

Z jednej strony Kriszna nawołuje Ardżunę do podjęcia należnego czynu, spełnienia swego obowiązku. Wypełnianie swojej dharmy jest bowiem najważniejsze (III.35). Z drugiej natomiast strony Bóg naucza, że czyn będzie dobrze wykonany, jeśli zostanie podjęty bez oczekiwania na rezultat, w czystym stanie mentalnym, w jakim zmysły są powściągnięte, a umysł (manas) zjednoczony. Pozwoli to wyższej funkcji mentalnej – inteligencji (buddhi) – dopełnić jej właściwe zadanie: ukazać człowiekowi prawdę na temat jego egzystencji i rzeczywistej tożsamości (ātman). Tylko taki jogin, stosujący sannjasę (porzucenie), jest w stanie dosięgnąć stanu, na który karman już nie oddziałuje, stanu wolnego brahmana.

(1) Upaniszady, tłum., wstęp i komentarz Marta Kudelska, Kraków 2004, s. 11.

(2) Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana, tłum. i przypisy Joanna Sachse, Wrocław 1988, s. 68.

(3) Tamże.

(4) Tamże, s. 29.

(5) Joanna Sachse, Ze studiów nad Bhagawadgitą, Wrocław 1988, s. 41.

(6) Tamże, s. 50.

(7) Bhagawadgita, s. 39.

(8) Tamże, s. 30 n.

O autorce:

Ukończyłam filozofię i filologię romańską na U. Wr. Obecnie piszę doktorat na temat Mokṣadharmy i jej wizji człowieka. Prowadzę zajęcia z filozofii oraz filozofii sāṁkhyi i yogi na U. Wr. Interesuję się buddyzmem tybetańskim, Upaniṣadami oraz szeroko pojętą filozofią Wschodu, a także współczesną neurobiologią.

O autorze

Nina Budziszewska

Adiunkt w Zakładzie Filologii Indyjskiej (Instytut Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych) Uniwersytetu Wrocławskiego, kierownik Studiów Podyplomowych Jogi Klasycznej (UWr). (więcej: https://ateliermysli.com/).

9 komentarzy

  1. Piotr Marcinów

    Nina, dobry tekst, co ważniejsze na temat, który jest bardzo ważny – karma-joga.
    Powoli przymierzam się do napisania czegoś większego na temat Bhagawadgity, tekstu o wiele ważniejszego niż Jogasutry. Jogasutry mówią jak opuścić ten świat, Bhagawadgita jak żyć.
    pozdrawiam z Rishikesh

    Odpowiedz
  2. Maciej

    Temat niezwykle ciekawy, dzięki za próbę przybliżenia.
    Zastanawiam się tylko nad fragmentem “Z jednej strony naszym zadaniem jako istot funkcjonujących w obrębie świata sansary […] jest działanie, słuszne i dobre, zależne od obowiązku (dharma), z jakim każdy z nas przychodzi na ten świat.” który mówi o jednym z dwóch znaczeń karma-jogi. Jak jest to źródłowo ujmowane, czy też jak ty to rozumiesz, skąd w człowieku pewność czy też przeświadczenie o dharmie z którą przychodzimy na świat. Co utwierdza nas w przekonaniu (nie wiem jak to lepiej nazwać) że droga którą kroczymy jest naszą dharmą? Mówiąc inaczej skąd Nina wie że jej dharmą jest filozofia i jej nauczanie? Czy też jest tak, że miejsce w którym jesteśmy jest z konieczności naszą dharmą do czasu zerwania z nią więzi (o czym piszesz dalej)?

    Odpowiedz
  3. Nina

    @Piotr, nie byłabym taka pewna, że YS są mniej ważne od BhG 😛 Mnie się wydaje, że tak samo. Dziwanmukti przecież nadal żyje w tym świecie, tak sobie myślę 😉 Czekam mocno na Twój art 🙂

    @Maciek, fajne pytanie. Odpowiedź jedynie spróbuję naszkicować. Nauka Kriszny odnosi się do człowieka osadzonego w określonej strukturze społecznej, który wie, jaka jest jego dharma (bycie rycerzem), więc problemu nie ma. Jednak gdy chcemy przenieść to na obecne realia, to sprawa, jak zauważyłeś, się komplikuje. Może Krisznie chodzi po prostu o nasze codzienne, zwykłe życie, w jakim się rozwijamy i wykorzystujemy potencjał naszych zdolności: rodzina, praca, nauka itp itd. Posiadając dane dyspozycje intelektualno-cielesno-materialne, działamy odpowiednio do nich… Jeśli już ktoś obrał daną drogę życiową (określoną realizację swoich predyspozycji w danym zawodzie, pracy itp), to niech nią podąża. A czy jest słuszna, to chyba czuje w sercu – czuje, czy się spełnia w tym, co robi, czy pomaga innym, czy wszystko jest (w miarę) okej (bo tak całkowicie to nigdy nie jest :P)…

    Odpowiedz
  4. Maciek Wielobób

    Ja też nie do końca zgodzę się z tezą Piotra, że BhG jest ważniejsza od JS, moim zdaniem po prostu wyznaczają różne nurty jogi i każdy z tych tekstów jest istotny w nim. Woods w “The Great Systems of Yoga” oddziela jogę klasyczną Patańdżalego od – jak to nazywa – jogi Bhagawadgity. Oczywiście jest to podział sztuczny (bo i BhG wpłynęła na pewne koncepcje JS), ale coś uzmysławia.
    Co do artykułu – to: Nina! Bardzo bardzo dziękuję, bardzo mi się podobał. Pozdrowienia!

    Odpowiedz
  5. Piotr Marcinów

    Ja nie twierdzę, że JS są nie ważne, ale BG jest znacznie ważniejsza po pierwsze z powodu swojego zasięgu oddziaływania (kryterium ważności tutaj jest dla mnie popularność). Jest to najważniejszy tekst w duchowej spuściźnie Indyjskiej. BG jest tekstem skierowanym do ‘zwykłego zjadacza chleba’ żyjącego w świecie i mającego światowe problemy i rozterki – czyli do większości z nas. Kiedy w Indiach mówi się o jodze to często ma się na myśli przekaz BG, znacznie rzadziej JS. JS są trudnym tekstem skierowanym do wąskiej grupy joginów (ascetyków) zainteresowanych (jedynie) wyzwoleniem.
    JS są ważne jako pewnego rodzaju paradygmat praktyki i stanów jogicznych. Praktykując jogę praktycznie jest niemożliwym nie odnosić się do YS, ale po prostu wydaje mi się BG jest niedoceniona w zachodnich ‘kręgach jogicznych’. Pisząc poprzedni komentarz miałem też cichą nadzieję na małą dyskusję o roli BG w praktyce jogi, co jak widać mi się udało.

    Odpowiedz
  6. Nina

    @Maciek, hmmmmm muszę przemyśleć, czy wg mnie to są 2 różne jogi. Gita podaje min. 3 def. jogi, które i tak zbiegają się ze sobą: joga jest samatwą [II.48] (jednakość w stosunku do wszystkiego, utrzymywanie jednakiego stanu mentalnego), joga to samadhi [II.53] (czyli 1 z 2 def. z YS), joga to działanie bez pragnienia owocu (nieegoistyczne)… YS podają fajne techniki, omawiają szerzej dany problem jogiczny, ale czy mamy do czynienia z 2 jogami? – nie wiem…

    @Piotr, no tak, z tym jak najbardziej się zgadzam. Milczącym założeniem Gity jest przecież wskazanie drogi zwykłemu człowiekowi, który nie może zamieszkać w lesie czy w jakiejś pustelni i oddać się medytacji itp.

    Odpowiedz
  7. Maciek Wielobób

    @Piotrek – po obecnym dojaśnieniu zgadzam się w zasadzie, choć pewnie wyraziłbym to inaczej.
    @Nina – nie zrozummy się źle – joga jest jedna; ale BhG i JS jednak reprezentują trochę inne nurty.

    Odpowiedz
  8. Maciej

    Dzięki Nina za odpowiedź. Rozumiałem to podobnie co ty i podobnie jak ty zauważam pewną nieprzystawalność sytuacji kulturowej w której znajdował się człowiek w czasach i miejscu Kriszny, z tą w której się teraz znajdujemy. Myślę że jest to problem niedoceniany, który często w natłoku szaleństwa poznawczo-informacyjnego w którym egzystujemy nam całkowicie umyka. Problem braku tożsamości, swoistego wydziedziczenia rzutuje wg mnie bardzo mocno na naszą dalszą ścieżkę rozwoju nie zezwalając na “wypełnienie karmana”. Mam wrażenie że bez przyjęcia tego w czym jesteśmy (ze wszystkimi tego konotacjami) nie może dojść do “słusznego i dobrego działania” w granicach własnych obowiązków co z kolei uniemożliwia dalsze zerwanie więzów. To z resztą temat na całkiem już inną dyskusję…

    Odpowiedz
  9. Mezamir

    Czy ktoś mógłby mi odsprzedać książkę Upaniszady,Marty Kudelskiej?W NORMALNEJ cenie?

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *