Wybierz Strona

O jodze z perspektywy porodu. Zuzanna Łącka-Golc

O jodze z perspektywy porodu. Zuzanna Łącka-Golc

Od paru lat praktykuję jogę (asany, pranajamy, medytację). Nawet nie przypuszczałam, ze gromadzę tak duży kapitał na przyszłość i że najbardziej jogicznym doświadczeniem w moim życiu, gdzie w pełni skorzystam z tego kapitału będzie…poród mojej córki.ciaza

Chciałam podejść do niego świadomie. Przeczytałam stosy książek, miałam pewne wyobrażenia na ten temat. Dobrze wiedziałam czego chcę, a na co raczej nie będę się godziła. Zamarzył mi się poród naturalny lub najbardziej zbliżony do naturalnego i między innymi dzięki wcześniejszej praktyce jogi udało mi się prawie zrealizować plan i poród pozostanie w mej pamięci zdarzeniem trudnym, męczącym i długim ( trwał 18 h ), ale bardzo pozytywnym. Chciałam, żeby poród był jak najlepszy dla mojej Maluchy i dla mnie, tak abym mogła rzucić się w wir macierzyństwa zamiast lizać rany i leczyć porodowe traumy.

Doświadczanie

Jak mówi nasza położna ze szkoły rodzenia – porodu się nie planuje, porodu się doświadcza… W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Otwarta głowa, otwarte ciało na wszystko co się dzieje. Pozwalasz na przepływ emocji, bólu, wrażeń. Wyłączasz analizę, nazywanie, szufladkowanie, zdajesz się na to co przychodzi.

Ból

Ból porodowy jest chyba jedynym bólem w ciele człowieka, który jest fizjologiczny. Wiadomo, ze prowadzi do szczęśliwego finału, wiadomo, że trzeba sobie na ten ból pozwolić. Każdy skurcz kiedyś się kończy, tak jak fala ma swój początek, szczyt i zjazd – chwilę wytchnienia. Otwarcie się na naturę tego bólu pozwala się z nim pogodzić, zaakceptować, a liną holowniczą na tej fali jest oddech.

Oddech

Jest wszystkim. Z jednej strony jest tylko oddech. Wydech, wydech, kontrola. Zatrzymanie po wdechu, powolny wydech. Lata ćwiczeń sprawiły, ze kontroluję oddech w porodzie od początku do końca. Z drugiej strony jest aż oddech. W nim zawiera się wszystko – to nośnik moich emocji, bólu, doświadczania. Kontrola oddechu pozwala na jeszcze jedno – otwarcie się na pomoc.

Wsparcie

Rodziłam ze wsparciem męża i douli. Szczerze polecam takie rozwiązanie. Kiedy porzuci się wszelkie intelektualizowanie, oczekiwania, można w pełni z tej pomocy korzystać. Moja pomoc to współczujący, kochający mąż oraz doula mająca swoje sposoby na łagodzenie bólu, która jest na sali tylko dla mnie i dla mojego komfortu. Otwarcie się na przyjmowanie tej pomocy bez stawiania się w żadnej konkretnej roli to trudne zadanie. Nie wiem, czy byłoby u mnie możliwe bez wcześniejszej praktyki medytacji. Do tego stopnia pozwoliłam sobie na pomoc, ze douli udało się mnie zrelaksować i uśpić pomiędzy skurczami podłączoną do zapisu ktg…

Relaks

Falowa natura porodu stawia ciało w ekstremalnych zakresach działania. Trening relaksu pozwala wykorzystać chwile bez skurczy na maksymalne możliwe rozluźnienie spracowanego ciała, mięśni i głowy. A ciało pracowało, oj czułam potem jakbym maraton przebiegła co najmniej.

Siła

Moim kolejny asem z rękawa była siła i wytrzymałość. Ćwiczyłam dość intensywnie całą ciążę sporty różne i silne nogi, ręce, kręgosłup były bardzo pomocne. Byłam spokojna o miednicze rejony mojego ciała po treningu mięśni dna miednicy. Mogłam pozwolić sobie na długi poród, spokojna też o moją wytrzymałość – zaszłam w ciążę właściwie w szczycie formy fizycznej.

Trening asan okazał się być mniej przydatny niż ćwiczenia oddechowe i medytacyjne, chociaż wcześniej nie byłam co do tego przekonana i stawiałam tutaj znak równości. Jednak założenie nogi za głowę czy perfekcyjna pascimottanasana w niczym nie pomogą przy porodzie, a kontrola oddechu – bardzo.

Dobre doświadczenie porodowe daje gigantycznego kopa i pozwala przetrwać hormonalny zjazd zaraz po nim bez większych szkód w ludziach. Moj poród okazał się być doświadczeniem jogicznym, mistycznym. Tak blisko swojego ciała, swojej natury nie byłam jeszcze nigdy. Tak bardzo jeszcze nigdy nie byłam otwarta na przypływ i akceptację tego co przychodzi. Pełne doświadczanie tu i teraz z finałem w postaci mojej Maluchy na moich piersiach, ale to, to juz trochę dalsza historia…

O autorze

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *